Archiwa tagu: gry ii wojna światowa

GRY WOJENNE

CommandosProducenci gier komputerowych sięgają do tematu II wojny światowej równie często, jak sir Winston Churchill sięgał do szklanki pełnej „whisky&soda”. W ciągu kilkunastu ostatnich lat zaowocowało to morzem, liczonych w setkach, tytułów, podchodzących do konfliktu zbrojnego z lat 1939-1945 w rozmaity sposób, w różnym stylu, różnych konwencjach i z różnym skutkiem.

W najbliższy wtorek (26 lutego) w Kinie Łódzkiej Szkoły Filmowej odbędzie się projekcja filmu „Wirtualna wojna” w reżyserii Jacka Bławata. Wyprodukowany dla stacji HBO dokument z wielką sprawnością oddaje fenomen linii łączącej graczy z osadzoną w realiach II wojny światowej grą, a ponadto stara się również zadać intrygujące, choć niebezpieczne pytanie o to, czy gra może choć w małym stopniu oddać obraz wojny.

Ponieważ autor niniejszego artykułu zalicza się do grupy niedzielnych graczy, uzależnieni od wirtualnej rzeczywistości muszą mu wybaczyć braki w używanej terminologii i umiejętności opowiadania o odtwarzanej na monitorach komputerów rzeczywistości. Na łamach niniejszego artykuły chodzi wszakże o dokonanie selekcji tytułów, których ujęcie w kontekście osadzenia w realiach II wojny światowej okazało się z rozmaitych powodów najciekawsze.

De facto chodzi więc o subiektywną ocenę. Intrygujące jest bowiem to, w jaki sposób twórcy gier podchodzili do tematu wojny w swoich produkcjach, a szersza perspektywa na całe zjawisko zatytułowane „gry komputerowe i II wojna światowa”, pozwala dostrzec charakterystyczne tendencje oraz wysnuć refleksje na temat nadziei i obaw związanych z wirtualną formą przedstawiania wojennych tropów.

- Z gnatem na nazistów -

Rynek gier, nie tylko zresztą tych osadzonych w realiach II wojny światowej, zdominowały popularne FPS-y (strzelanki), w których bohater niczym John Rambo staje naprzeciwko hordy nieprzyjaźnie nastawionych, w większości przypadków nazistów i za pomocą dostępnego arsenału dokonuje ich systematycznej i efektownej eliminacji.

Ten rodzaj rozrywki w sposób najpełniejszy oddaje (czy też stara się oddać) piekło walki, co wiąże się z perspektywą oglądanej akcji (świat widzimy oczami naszego protagonisty) i towarzyszących temu doznań. Wśród morza wojennych shooterów zdarzają się produkcje lepsze i słabsze, wspomnieć jednak z pewnością należy o trzech.

Seria Call of Duty (ze stajni Infinity Ward) wysuwa się tutaj w opinii większości graczy na czoło stawki, a to dzięki odwzorowanemu polu walki, interakcji z otoczeniem i udźwiękowianiu poszczególnych tytułów. Dbałość o szczegóły stała się dla twórców Call of Duty tak ważna, że w kolejnych częściach korzystali z konsultacji z osobami, którzy na własnej skórze poznali smak bitewnego zgiełku.

Podobny zabieg stosowano ponoć podczas tworzenia gry Medal of Honor: Allied Assault (z Electronic Arts) – tytułu, który powstał zanim przemierzaliśmy pola bitwy z bohaterami Call of Duty (oni sami go zresztą współtworzyli, by potem stworzyć własną firmę i własnym produkt). To z Medal of Honor pochodzi jedna z najlepszych w historii gier komputerowych sekwencja, zainspirowana słynnym lądowaniem Aliantów na plażach Normandii w czerwcu 1944 roku, którą zawarł w filmie „Szeregowiec Ryan” również Steven Spielberg.

Autentyzm sceny, podczas której kierowany przez nas żołnierz bierze udział w desancie na Plaży Omaha wśród gradu kul, krzyków i ginących kompanów poraził graczy na całym świecie i jest po dziś dzień, choć od premiery tego tytułu minęło jedenaście lat, swoistym wzorem tego, w jaki sposób należy odwzorować w grze chaos pola walki.

Twórcy gier bardzo szybko zauważyli również, że realizm bez wprowadzenia odpowiedniego klimatu rozgrywki, negatywnie wpływa na poziom całego projektu. W trylogii Brothers in Arms (Ubisoft), czerpiącej garściami z popularnego serialu „Kompania Braci”, poza prostolinijnym „idź i zabij wszystko, co stanie ci na drodze” dodano elementy strategiczne (dowodzenie grupką żołnierzy), a całość zanurzono w prostej, choć ciekawej fabule nie rezygnując przy tym z interesującej narracji.

Ci, którzy ponad doznania towarzyszące bieganiu po polu bitwy, cenią strategiczne aspekty II wojny światowej również zostali hojnie obdarowani przez rynek gier. Strategie czasu rzeczywistego (w skrócie RTS) – wśród nich warto wspomnieć o Company of Heroes: Kampania Braci (THQ Inc.), czy Codename Panzers (InnoGlow) – postawiły na balans pomiędzy widzianym z pewnej perspektywy polem walki, a możliwością decydowania o losach nie jednego bohatera, a całych jednostek.

Jeszcze dalej poszli twórcy gier turowych i „ekonomiczno-politycznych” strategii, którzy rezygnując z efektownych wizualizacji, postawili na dokładne odwzorowanie różnych aspektów prowadzenia danej frakcji w zbrojnym konflikcie. Najwyższy poziom osiągnął tutaj Hearts of Iron (z Paradox Interactive) – gra, w której prowadząc jedną ze stron, poza decyzjami związanymi z walką (rozwinięty aspekt dyplomacji), musimy zapanować nad gospodarką naszego kraju, rozwojem różnych gałęzi przemysłu, nowymi technologiami i nastrojami społecznymi. To rzecz jasna propozycja dla osób poszukujących mniej zręcznościowej, a nastawionej bardziej na główkowanie rozgrywki, podczas której będziemy mogli poczuć się, niczym sam Lis Pustyni Erwin Rommel, albo i prezydent Roosevelt.

Screen z gry "Hearts od Iron III"

Screen z gry “Hearts od Iron III”

Warto przy tej okazji wspomnieć o Codename Panzers: Faza 1, która przedstawiła Polaków (w zasadzie tylko jednego, ale przy tego typu sekwencji może być to traktowane, jako emblematyczne dla całej grupy), jako „nie wylewających za kołnierz”, co pewnie jeszcze byśmy jakoś znieśli, natomiast sugestia, jakoby to nasi rodacy sprowokowali wybuch wojny była już grubą przesadą, choć pamiętajmy, że temat ten został pokazany z perspektywy niemieckiego dowódcy, a ten otrzymał wówczas takie, a nie inne rozkazy. Polski dystrybutor zdecydował się z tego powodu na ocenzurowanie gry, usuwając z niej sfałszowany rozkaz i dołączając ulotkę objaśniającą tło historyczne (chodziło o prowokację gliwicką, która miała być rzekomym powodem rozpoczęcia niemieckiej inwazji).

- Na tyłach wroga -

Powieści Alistaira McLeana, czy filmy z serii „Szklana pułapka” stały się inspiracją dla gier, w których rozmaite sposoby rozgrywki koncentrują się wokół tematu przerzuconego na tyły wroga dywersanta. Kultowym tytułem tego podgatunku jest licząca aż pięć tytułów seria Commandos, wyprodukowanych przez hiszpańską firmę Pyro Studios i wydana przez Eidos Interactive

Archetypowi bohaterowie (Zielony Beret, Snajper, Szpieg) i skomplikowane misje (w stylu przemknij niepostrzeżenie przez opanowane przez wroga miasta, a potem zdobądź mundur oficera Wehrmachtu i porwij generała, jednocześnie wysadzając w powietrze niemieckie stanowiska artylerii przeciwlotniczej) spowodowały, że dzieło Pyro Studios stało się jednym z najbardziej kasowych tytułów w historii gier PC. A czy przygody siejących popłoch za linią wroga bohaterów miały coś wspólnego z rzeczywistością? Cóż, czytając wspomnienia chociażby naszych Cichociemnych, nie mamy wątpliwości, że tego typu zadania w trakcie II wojny światowej były wykonywane, choć rzecz jasna nie należy stosować w tym przypadku skali 1:1 pomiędzy grą, a rzeczywistością.

Screen z gry The Saboteur

Screen z gry The Saboteur

Wśród gier tego typu można znaleźć produkcje, które wymuszały od graczy cierpliwości i starannego zaplanowania każdego kroku (zwracanie uwagi wrogich żołnierzy w serii Commandos poprzez podrzucanie paczek papierosów choć nieco zabawne jest tu emblematyczne), inne stawiały na gęstą akcję (The Saboteur) i spryt (ciekawa seria Hidden & Dangerous to jedna z niewielu gier, w której giniemy, jak na prawdziwym polu bitwy, od jednej celnej kuli, a nie piętnastu, jak ma to miejsce w innych grach).

Znalazły się także i takie produkcje, które podejmowały tematy nigdy w grach komputerowych nie wykorzystywany. Ucieczki z obozów jenieckich w Prison of War firmy Wide Games, pomysł wydawałoby się genialny, zapewne stałby się hitem, gdyby za kapitalnym konceptem poszło ciut lepsze wykonanie i przede wszystkim wyższa grywalność. Ucieczka z każdego z czterech obozów (w tym z słynnego Zamku Colditz) dzieliła się w tej grze na dwie fazy. W pierwszej fazie staraliśmy się odkryć wszystkie tajniki obozu, w tym możliwe drogi ucieczki, a w drugiej przystępowaliśmy do działania.

Uciekając z obozu w "The Great Escape" i "Prisoner of War" często zaglądamy przez dziurkę od klucza.

Uciekając z obozu w “The Great Escape” i “Prisoner of War” często zaglądamy przez dziurkę od klucza.

Podobny, składankowy system rozgrywki, uświadczyliśmy w Death to Spies (rosyjskiej Haggard Games), gdzie wcielaliśmy się w przerzuconego na tyły wroga radzieckiego szpiega i wykradaliśmy bezcenne dokumenty, mordowaliśmy wysokich rangą niemieckich oficerów, lub też niszczyliśmy ważne punkty dowodzenia wroga. Choć tytuł przypominał kultowego Hitmana i był nieźlewykonany, został w świecie (z wyjątkiem swojej ojczyzny) przyjęty równie chłodno, jak rosyjska pogoda, zapewne dlatego, że nasz bohater w sercu zamiast amerykańskich gwiazdek miał sierp i młot.

Ogromną dawkę zabawy przyniosła natomiast zaprezentowana w 2003 roku gra wytwórni Pivotal Games pod tytułem The Great Escape, która nawiązywała wprost do słynnego filmu („Wielka ucieczka”) z 1963 roku z Stevem McQueen, Charlsem Bronsonem i Richardem Attenborough w rolach głównych. W grze wcielaliśmy się w czterech żołnierzy alianckich, których zadaniem była ucieczka z niemieckiego obozu jenieckiego Stalag Luft III, a każdy z naszych protagonistów starał się wydostać z niewoli na inny sposób. Znakomity scenariusz (fakt, że oparty na filmie), przygodowy klimat i możliwość zwiedzenia wielu interesujących lokacji spowodowały, że tytuł należy ocenić pozytywnie, szkoda jedynie, że tego typu produkcję można policzyć na palcach dwóch dłoni.

Screen z gry "The Great Escape" (źr. gry-online.pl)

Screen z gry “The Great Escape” (źr. gry-online.pl)

- Na bezrybiu… -

Choć gier osadzonych w okresie II wojny światowej jest milion i jeszcze kilka, to jednak dwa popularne gatunki obeszły się z zajmującym nas tematem po macoszemu. Szkoda, bo oba stawiają mniej na zawrotne tempo rozgrywki, a na jej klimat i stronę fabularno-narracyjną. Owymi gatunkami są tzw. przygodówki i gry cRPG (fabularne). Tutaj ze świecą szukać tytułów, które sprostałyby choćby umiarkowanym oczekiwaniom graczy.

W przypadku gier fabularnych mamy do czynienia z zaledwie trzema (!) tytułami (jeśli się myślę, sprostujcie). Pierwszym z nich jest Partisan (rosyjskiego Novi Dysk), będący połączeniem cRPG z grą akcji. Batalion naszego radzieckiego kapitana został zwyciężony, zaś garstka pozostawionych przy życiu uwięziona i wzięta do niewoli. Naturalnie naszym zadaniem jest ten stan rzeczy zmienić, a drogą do tego jest zwerbowanie pomocników i zakupienie ekwipunku.

Another WarTo jedyna pozycja spośród wymienionych w tym artykule, której nie miałem przyjemności posmakować, posiłkuję się więc zdawkowymi informacjami dostępnymi w sieci. To na ich podstawie zaryzykuję stwierdzenie, że gra bardziej grę fabularną przypomina, niż jest nią w rzeczywistości, ponadto nie wnosi w kwestii gier wojennych nic odkrywczego.

Znacznie więcej zabawy i elementów charakterystycznych dla gry fabularnej odnajdziemy w Another War (Mirage Interactive) – jedynym klasycznym, wojennym cRPG, w którym ciekawa historia łączy się z niezłym humorem, pełnym licznych nawiązań do postaci znanych z książek i filmów takich, jak: „Indiana Jones”, „Allo Allo’”, „Paragraf 22”, „Szeregowiec Ryan”, „Parszywa Dwunastka”, „Stawka większa niż życie” czy „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”.

Nasz bohater z Another War, by uratować swego przyjaciela wplątuje się w niesamowitą intrygę rozgrywającą się między walczącymi mocarstwami. Dość powiedzieć, że przygodę rozpoczynamy w kawiarni poczciwego Rene (bohatera kultowego „Allo Allo”), a podczas wyprawy odwiedzimy spory kawałek globu, trafiając między innymi do oblężonego Leningradu. Warto w tym miejscu nadmienić, że Mirage Interactive stworzył jeszcze jeden action/RPG, o którym wspomnimy później.

Koniec końców nie ma się jednak co oszukiwać. Twórcy gier cRPG zawiedli na całej linii, nie wykorzystując choćby w małym stopniu, potencjału tkwiącego w temacie II wojny światowej. Od lat grono niespełnionych graczy (w tym i autor tego artykułu) oczekuje na produkcję, która przeniesie nas do okupowanej Warszawy, i w której dzięki elementom charakterystycznym dla gatunku, a więc interakcji z otoczeniem, wprowadzeniem dialogu, fascynującą fabułą (którą z grubsza wcale nie trzeba wymyślać, napisała ją bowiem sama historia) poczujemy namiastkę trwogi towarzyszącej każdemu dniu w okupowanym mieście. Ciekawe, czy czekać na to będziemy do końca swych dni…

Undercover- Pogadaj z Goebbelsem, zaplanuj zamach na Hitlera -

Nie tylko twórcy cRPG zawodzą nasze oczekiwania. Nie inaczej jest w przypadku innego, niezwykle popularnego gatunku, którym jest gra przygodowa (czyli ta, która najczęściej wykorzystuje tzw. interfejs point&click – wskaż i kliknij). Podobnie, jak w przypadku gier fabularnych, również i dobre przygodówki słynąć powinny z ciekawie rozbudowanej płaszczyzny fabularnej i klimatu opowiadanej historii.

Undercover: Operation Wintersun austriackiego studia Spring Interactive opowiada o sławnym fizyku Johnie Russellu, który przybywa do III Rzeszy z misją szpiegowską, a jego zadaniem jest odkrycie nad jakim rodzajem broni pracują hitlerowcy. Choć zarys fabuły brzmi intrygująco to jednak kiepskie wykonanie spowodowało, że miast poczuć grozę towarzyszącą spacerowi po rządzonym przez nazistów Berlinie, mamy wrażenie grania w podchody na koloniach, co psuje całą zabawę.

Znacznie lepsza, choć daleka od ideału okazała się realizacja projektu o nazwie A Stroke of Fate (stworzona przez rosyjską firmę Akella – dlaczego nikt nigdy nie wydał jej w Polsce?) – szpiegowsko-detektywistyczna przygodówka, której fabuła opiera się na fascynującym połączeniu faktów i fikcji. W grze wcielimy się w agenta, który przybywa do Berlina z jednym celem – ma przygotować, a potem przeprowadzić zamach na Hitlera, a na drodze do realizacji tego zadania, musi wkupić się w łaski zaufanych ludzi z najbliższego grona Führera.

Screen z gry A Stroke of Fate

Screen z gry A Stroke of Fate

Mamy tu do czynienia i ze świetnie napisaną historią, i wartką akcją (oczywiście, jak na konwencję gry przygodowej), i uczuciem grozy, które przypomina najlepsze filmy szpiegowskie. Brak polskiej lokalizacji i mocno ograniczona dystrybucja powoduje, że zetknięcie się z tą grą w naszym kraju graniczy z cudem.

Co jednak ważne A Stroke of Fate być może nie będzie jedynym godnym uwagi reprezentantem gier przygodowych osadzonym w realiach II wojny światowej. W tym roku z niecierpliwością będziemy oczekiwać premiery Generation Zero (z Reality Twist), a to, jak czytamy w zapowiedzi producenta, ambitna gra przygodowa ukazująca losy niemieckich dzieci, które przeżyły II wojnę światową i teraz próbują odbudować własne życie.

Screen z gry A Stroke of Fate

Screen z gry A Stroke of Fate

Śledząc losy tej grupy gracze lepiej zrozumieją tytułową generację zero, która stworzyła fundamenty współczesnego niemieckiego społeczeństwa (źr. opis z gry-online.pl). Co ciekawe, nasze czyny i zachowania znacząco wpływają na fabułę, zmieniają bowiem stosunek innych postaci do Emila, a tym samym kształtują bieg wypadków. Być może tego typu produkcje przekonają twórców, że gry traktujące o II wojnie światowej można osadzić w nieliniowej płaszczyźnie fabularnej.

- Na morzu i niebie -

II wojna światowa, co nie trudno było przewidzieć, okazała się wdzięcznym tematem dla wszelkiej maści gier-„symulatorów” (choć słowo symulacja jest tu bardziej pewnego rodzaju figurą retoryczną). Najwięcej spośród nich dotyczy walk na nieboskłonie. Symulatorów myśliwców i bombowców, które pozwalają wcielić się nam w pilota słynnych Hurricane-ów, Spitfire-ów, czy Messerschmittów jest cała masa. Jedne są tylko arcadową, niezobowiązującą i nie roszczącą sobie praw do miana symulatorów zabawą, inne idą krok dalej i stawiają na realizm.

Jednym z tych drugich jest Il-2 Sturmovik (Ubisoftu) – symulator myśliwca, który przenosi nas na wschodni front i umożliwia toczenie heroicznych podniebnych batalii na terenie Niemiec i Rosji. To właśnie fanom (to chyba zbyt małe słowo) tej gry, swój dokument poświęcił reżyser Jacek Bławut. W „Wirtualnej wojnie”, którą będzie można zobaczyć 26 lutego w Kinie Łódzkiej Szkoły Filmowej (w programie spotkanie z reżyserem, wstęp bezpłatny) autor filmu wniknął do międzynarodowej społeczności graczy, pokazując ich pasję, determinację i co tu ukrywać – pewną formę uzależnienia.

Frapujące jest to, że prezentowani przez Bławuta gracze, pochowani w kabinach swoich komputerowych stanowisk, podczas rozgrywki do złudzenia przypominają pokazywanych na filmach pilotów z okresu II wojny światowej. I nie chodzi tu bynajmniej o porównanie umiejętności, znaczenia, sensu, czy skali walki, a jedynie przyłożenie pewnych emocji.

Podobne towarzyszą internautom zrzeszonym przy kultowym już World of Tanks (studio Wargaming.net), sieciowej grze akcji, w której gracze mają okazję dowodzić rozmaitymi rodzajami czołgów. Swoich wiernych fanów ma również legendarna seria Silent Hunter, w której godzinami śledzimy przy mapach i peryskopie tylko po to, aby koniec końców nacieszyć się kilkunastoma sekundami, podczas których nasz U-boot zatapia angielski statek dostawczy. Ostatni spośród wymienionych tytułów doczeka się wkrótce edycji przeglądarkowej.

U-boot na tropie swej ofiary. Screen z gry Silent Hunter

U-boot na tropie swej ofiary. Screen z gry Silent Hunter

- Polskie tropy w grach -

Trudno wymagać, aby amerykańskie, brytyjskie, czy francuskie wytwórnie filmowe zajmowały się polskim rozdziałem historii rozgrywającym się w czasie lat 1939-1945, wszakże koszula zawsze bliższa jest ciału. Nie inaczej jest w przypadku rynku gier komputerowych, w którym Polacy (z kilkoma chlubnymi wyjątkami) nie należą do pierwszej ligi, nie ma się więc co dziwić, że o bohaterach Armii Krajowej, Powstańcach Warszawskich, bohaterach Kampanii Wrześniowej, spod Monte Cassino i Dywizjonu 303 gier nie ma, a gdy już powstają, to są to produkcje bardzo często słabe.

Okładka gry Fall Weiss z 1998 roku.

Okładka gry Fall Weiss z 1998 roku.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnijmy o kilku tytułach z polskim tropem w tle. Jednym z pierwszych (a może pierwszym w ogóle), traktujących o udziale Polaków w II wojnie światowej jest wydana przez MarkSoft w 1998 roku gra pod tytułem Fall Wess 1939 (taki właśnie kryptonim Niemcy nadali planowi ataku na Polskę). Ta turowa gra z elementami strategii czasu rzeczywistego jest dziś już zupełnie zapomniana, choć wkrótce być może doczeka się pewnego rodzaju kontynuacji – na ten rok przewidziano bowiem premierę Fall Weiss. Wrzesień ’39 (studio Wastelands Interactive).

Jak czytamy w oficjalnej zapowiedzi wydawnictwa: Zmagania w Fall Weiss. Wrzesień ’39 toczyć się tu będą na mapie Polski podzielonej na około 20 tysięcy heksów. Twórcy położyli duży nacisk na wierność historycznym faktom, a ciekawostką jest możliwość rozegrania „alternatywnego scenariusza z polską linią obrony opartą na wielkich rzekach”. Być może komuś uda się dzięki temu odmienić los Kampanii Wrześniowej.

Bronić polskich granic mogliśmy również w pierwszej części Theatre od War Pola Zagłady (Maddox Games), choć tutaj szanse na powstrzymanie pancernych zagonów i Blitzkriegu były iluzoryczne (co nie jest rzecz jasna zarzutem). Z kolei Jak rozpętałem II wojnę światową: Nieznane przygody Franka Dolasa (Mirrage Interactive – twórcy Another War, o której wspomnieliśmy przy okazji omawiania gier fabularnych) to średnio udany miks gry fabularnej z akcją, w której warta odnotowania jest postać znanego bohatera i specyficzny humor. Franek alias Grzegorz Brzęczyszczykiewicz, lawirując pomiędzy agentami Gestapo i Aliantami, przemierzy wraz z wiernym wielbłądem Leonem ponad 150 lokacji, a na swej drodze spotyka 50 niezależnych postaci.

Screen z gry Mortyr III, podczas której walczymy również na ulicach Warszawy.

Screen z gry Mortyr III, podczas której walczymy również na ulicach Warszawy.

Mortyr III: Akcje Dywersyjne (CITY interactive) pozwoli natomiast wcielić się nam w polskiego komandosa wysłanego do ojczyzny przez Rząd na Uchodźstwie. Nasz partyzant uprzykrza Niemcom życie, jak tylko się da i gdzie tylko się da, m.in. napadając na niemieckie pociągi, organizując zasadzki i obrabiając banki, z czasem przedostając się nawet do okupowanej Warszawy i trafiając na ślad rakiet V2. Sabotaż i dywersja jest również zadaniem bohaterki słabo przyjętego przez środowisko graczy Velvet Assassin (Replay Studios GmbH). Wraz z Violette Summer udajemy się w jednej z misji do okupowanej Warszawy.

Na samym końcu należy wspomnieć o największym zawodzie ostatnich miesięcy (a może i lat). Koneserzy wirtualnej rzeczywistości i pasjonaci historii z wielkimi nadziejami oczekiwali premiery gry Uprising 44: Silent of Shadow (studio DMD Enterprise), której akcja rozgrywa się w trakcie Powstania Warszawskiego (temat jednej z największej bitw II wojny światowej zaistniał w świecie gier komputerowych po raz pierwszy). Słabiutkie wykonanie, błędy w odwzorowaniu realiów, słaba grywalność, wołający o pomstę do nieba brak polskiej wersji językowej (!), a na samym końcu brak płytowej dystrybucji spowodowały, że tę grę poczytywać należy jako gigantyczne rozczarowanie. Wielka szkoda.

Powstaniec na barykadach. Screen z gry Uprising 44

Powstaniec na barykadach. Screen z gry Uprising 44

- Pytanie o granice -

Twórcy gier dotknęli tematu wojny z różnych, acz mimo wszystko dość ograniczonych stron. Pojawia się więc pytanie o kwestie wyznaczenia etycznych granic w świecie tworzonym za pomocą kodu komputerowego. Czy platforma służąca do zabawy może opowiadać o wydarzeniu, które pochłonęło miliony ludzkich istnień, a jeśli tak, to o czym może mówić swobodnie, a jakich tematów nie wypada jej poruszać?

Wydaję się, że podobnie jak ma to miejsce w kinie, literaturze, muzyce i sztuce, wszystko zależy od przyłożenia odpowiedniej konwencji do odpowiedniego tematu. I tak na przykład ucieczki z obozów jenieckich zawarte w Prison of War czy The Great Escape nie powinny nikogo gorszyć, skoro przedstawiono je w stylu przygodowego kina akcji, bezpośrednio nawiązując do znanych produkcji filmowych.

Podobnie rzecz się ma z dramatycznymi losami bohaterów Brothers in Arms, Medal of Honor i wielu innych tytułów, którzy zostali wystylizowani na postaci wykorzystane już wcześniej w szeroko rozumianym świecie kultury masowej powiązanym z etosem wojennym. Być może właśnie tutaj kryje się odpowiedź na pytanie o brak polskich tropów w grach komputerowych.

Twórcy gier po pierwsze nie chcą, a po drugie – nie za bardzo wiedzieliby, jak podejść w grze komputerowej do tematu łapanek, rozstrzeliwań cywili, czy innych elementów niemieckiego terroru stosowanego w okupowanej Polsce. Być może twórcy odpowiedzialni za najlepszą polską grę w historii, legendarnego już Wiedźmina, zechcą przenieść kiedyś jednego ze swych bohaterów do takiej rzeczywistości i dać niedzielnemu graczowi, wyczekującemu klimatycznej rozgrywki w wojennym anturażu, wreszcie nieco rozgrywki o nieliniowym charakterze. Do tego czasu pytanie to będzie otwarte.

Powstańcza Warszawa. Screen z gry Uprising 44

Powstańcza Warszawa. Screen z gry Uprising 44

Do każdego z tematów zachowując pewną dozę subtelności i wrażliwości można, jak sądze, podejść w sposób właściwy i nie uwłaczający godności zbiorowej pamięci. Przekonać ma o tym wspominana już tutaj gra przygodowa Generation Zero, która być może przetrze szlak następcom, którzy z gry osadzonej w realiach lat ‘40 XX wieku, postarają stworzyć się coś więcej, niż tylko bezpieczny, liniowy schemat „zabij i idź dalej”.

Na pytanie zaś, czy gry komputerowe są w stanie opowiedzieć o II wojnie światowej tak przekonująco i w sposób tak pełny, jak ksiązka, czy film odpowiem – nie, nie jest w stanie. Wiem natomiast, że dobre gry komputerowe mogą stać się fascynującym dopełnieniem powyższych i wbrew pozorom nie muszą stanowić bezmyślnej rozrywki dla mas.

*  *  *

Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA