WIĘZIEŃ NUMER 62754

Transporty rosną w tygodnie, miesiące, lata. Gdy skończy się wojna, będą liczyć spalonych. Naliczą cztery i pół miliona. Najkrwawsza bitwa wojny, największe zwycięstwo solidarnych i zjednoczonych Niemiec. Ein Reich, ein Volk, ein Führer – i cztery krematoria. Ale krematoriów będzie w Oświęcimiu szesnaście, zdolnych spalić pięćdziesiąt tysięcy dziennie. Obóz rozbuduje się, aż się oprze naelektryzowanym drutem o Wisłę, zamieszka go trzysta tysięcy ludzi w pasiakach, będzie się zwał Verbrecher-Stadt – „Miasto przestępców”. Nie, ludzi nie zabraknie. Spalą się Żydzi, spalą się Polacy, spalą się Rosjanie, przyjdą ludzie z zachodu i południa, z kontynentu i wysp.| Tadeusz Borowski – „Proszę państwa do gazu”

Spisywana na łamach kronik historia lubuje się w dużych liczbach, dużych ludziach, dużych miastach i doniosłych wydarzeniach. W przypadku naukowych opracowań zaciera się perspektywa pojedynczego człowieka, pamiętajmy więc, że wielkie dzieje tworzone są przez losy konkretnych ludzi, którzy sumując swoje doświadczenia i przypadki kreują bieg wielkiej polityki i historii.

O moim pradziadku (na zdjęciu), jak i o wielu spośród milionów, którzy ginęli samotnie w Oświęcimiu, Majdanku, Powstaniu Warszawskim i podczas całej niemiecko-sowieckiej okupacji nikt nie napiszę książki i trudno mieć o to do historyków jakikolwiek pretensje. Wisława Szymborska w jednym ze swoich wierszy napisała jednak, że milion nieszczęść nigdy nie zrobi takiego wrażenia, jak jedno nieszczęście, bo rzeczony milion do tylko sucha liczba. – Statystyka.
Docierając do historii pojedynczych ludzi nie wysnujemy więc wniosków pozwalających nam na ocenę przebiegu wojny, czy jakiejkolwiek dziedziny życia. Dotarcie do historii pojedynczych ludzi pozwoli jednak zachować nam ostrość rzeczonej perspektywy i przypomni, że tu nie z abstrakcyjnymi liczbami mamy do czynienia, ale z losem ludzi z krwi i kości.

Mój pradziadek, Władysław Piotrowski, mieszkał wraz z żoną Józefą i dziewięciorgiem swoich dzieci w Łaszczynie, niewielkiej wsi położnej dziś w województwie łódzkim, powiecie rawskim, gminie Cielądz. Był człowiekiem ubogim, a na życie zarabiał prowadząc skromne gospodarstwo, z którego utrzymać rodzinę w raczkującym dopiero po 123 latach zaboru państwie było zadaniem niezwykle trudnym.

Cieszącą się dwudziestoletnią zaledwie niepodległością Rzeczpospolitą zamieszkiwali poza Polakami – Żydzi, Ormianie, Rosjanie, Litwini, Białorusini oraz Niemcy. Nie trudno domyślić się, że to właśnie ci ostatni po agresji hitlerowskiej we wrześniu 1939 roku, ze zwykłych sąsiadów stali się panami życia i śmierci, nie tylko w dużych miastach, ale i na prowincji.

Zajęty przez Niemców Łaszczyn znalazł się w granicach Generalnej Guberni, ziem nie wcielonych bezpośrednio do III Rzeszy, a pełniących rolę eksperymentu nazistowskich ideologów. Eksperymentu, w ramach którego wprowadzano w życie teorię rasy panów i tworzono świat, w którym polska ludność stać się miała ogromną rzeszą niewolników.

Pełne trosk przed wojną życie Władysława Piotrowskiego po wkroczeniu hitlerowców stało się jeszcze cięższe. Niekończące się represje w tym system racjonowania żywności, czy policyjny terror dawały się we znaki nie tylko mieszkańcom Warszawy, czy Krakowa, ale i polskim wsiom.
Pewnego dnia (dziś nie sposób ustalić dokładnej daty) w Łaszczynie pobity został jeden z Niemców. Nie wiadomo w jakich okolicznościach doszło do napadu, ani kto za niego odpowiadał – powodów (rabunek, nienawiść?), jak i odpowiedzialnych za to osób (członkowie partyzantki, ludzie będący w okolicy przejazdem, mieszkańcy wsi) mogło być przecież wiele.

Ktoś jednak musiał odpowiedzieć za podniesienie ręki na niemieckiego Pana, a ponieważ mój pradziadek podpadł kilku mieszkańcom Łaszczyn, do żandarmerii niemieckiej dotarł donos, że za pobicie odpowiada właśnie on. Niemcy zjawili się w biednym chłopskim gospodarstwie mojego pradziada jeszcze tego samego dnia i rozkazali mu pójść ze sobą. Józefa – żona Władysława oraz dziewięcioro ich dzieci (w tym mój dziadek) mogli jedynie patrzeć, jak żandarmi wsadzają ich męża i ojca do samochodu i wywożą w nieznanym kierunku.

Hitlerowcy nie zamierzali prowadzić śledztwa w sprawie wspomnianego pobicia. Wystarczył fikcyjny donos, a oskarżony z miejsca stawał się winnym. Nie inaczej było i tym razem. W setkach podobnych przypadków stosowano rozmaite kary (od więzienia po karę śmierci), na mojego pradziadka spadło zaś coś, czego skali cierpienia, jeszcze nikt wówczas nie potrafił ani zrozumieć, ani właściwego ocenić.

Mój przodek trafił do transportu oznaczonego literą „R”, co oznacza, że więźniowie przybyli do miejsce przeznaczenia z Radomia. Być może tam właśnie pradziadek został osądzony i tymczasowo przetrzymywany, wszakże bliższy od Radomia ośrodek miejski – Łódź, został wcielony do Rzeszy.0000000000000000000000000
Ważnym jest jednak, co innego – miejscem docelowym transportu „R” był Obóz Auschwitz-Birkenau, a mój pradziadek przestał być Władysławem Piotrowskim. Stał się więźniem numer 62754.

Obecnie nie dysponujemy informacją na temat konkretnego dnia, w którym pradziadek trafił do Oświęcimia (pracownicy Muzeum Auschwitz-Birkenau dzięki działaniom podjętym przez mojego ojca, starają się nam w tej, jak i wielu innych kwestiach dotyczących pobytu pradziadka w obozie, pomóc i mam nadzieję, że wkrótce będziemy dysponować dokładniejszymi danymi). Wiadomo natomiast, że wspomniany transport przybył na teren obozu w latach 1940-42.

Pomysł utworzenia obozu w miejscu starych polskich koszar wojskowych w Oświęcimiu powstał pod koniec pierwszego roku wojny we Wrocławiu w ówczesnym Urzędzie Wyższego Dowódcy SS i Policji Nadokręgu „Südost”. 20 maja 1940 roku przywieziono tutaj pierwszych 30 więźniów – przestępców kryminalnych narodowości niemieckiej, wybranych na żądanie pierwszego komendanta obozu Rudolfa Hößa z obozu w Sachsenhausen.

Obóz zanim stał się symbolem Holokaustu, został przeznaczony na miejsce przetrzymywania polskiej inteligencji oraz Polaków zaangażowanych w walkę (w tym okresie okupantowi zaczął dawać się we znaki polski ruch oporu). Pierwszy masowy i polski zarazem transport do Auschwitz odbył się 14 czerwca 1940 roku, a znaleźli się w nim osadzeni z więzienia w Tarnowie więźniowie polityczni (głównie Polacy oraz kilku polskich Żydów).

Po wizycie Himmlera w marcu 1941 zdecydowano o rozbudowie obozu, tak aby mógł pomieścić 30 tysięcy więźniów, a także postanowiono stworzyć drugi obóz Auschwitz II, który w przyszłości miał stać się miejscem eksterminacji przede wszystkim Żydów. W tym też mniej więcej okresie nad bramą wejściową do obozu umieszczono słynny napis „Arbeit macht frei” i być może niedługo potem do obozu przybył transport radomski, w którym znajdował się mój pradziadek.

O tym, że polskich więźniów przeznaczono w Oświęcimiu do niewolniczej, morderczej pracy ponad ludzkie siły oraz o tym, w jakim zimnie, zatrważającym głodzie, bólu i strachu żyli osadzeni napisano i powiedziano tak wiele, że nie ma sensu tego powtarzać.
O pobycie dziadka w Oświęcimiu wiemy niewiele i dysponujemy zaledwie dwoma informacjami, które jednak same w sobie również dają wiele do myślenia i to nie tylko historykowi.

Ponoć pewnym jest (informację tę zawdzięczamy pracownikom Muzeum w Oświęcimiu), że Władysław Piotrowski trafił do obozowego szpitala. Nie trudno odgadnąć, co mogło być powodem pobytu w tej pozornej, w porównaniu z piekłem baraków, apeli, katorżniczej pracy i ciągłego głodu, oazy spokoju, która rzecz jasna szpitalem była tylko z nazwy, a najwartościowszym lekiem, jakim dysponowali w tamtym miejscu lekarze był spokój (przerywany zresztą dość czesto przez wizyty Niemców). Czy natomiast za pobytem mojego pradziada w tym miejscu stało pobicie przez esesmana, czy też na przykład choroba wywołana brudem i głodem na tę chwilę nie jestem w stanie nic powiedzieć.

Nie znam daty urodzin mojego pradziadka, nie wiem, kiedy został aresztowany w Łaszczynie, kiedy dotarł do oświęcimskiej kaźni i trafił do obozowego szpitala. Znam tylko jedną datę – datę jego śmierci.
Niemcy nie pozwolili mojemu pradziadkowi dożyć Nowego Roku, zamordowali, czy też zamęczyli go 31 grudnia 1942 roku, co bez względu na bezpośrednią przyczynę zgonu (mógł nim być głód, choroba, wypadek przy pracy, rozkaz odwiedzającego szpital esesmana, czy też kaprys jednego z niemieckich żołnierzy) ukazuje pełnię tego piekła.

Jego syn, a mój dziadek powiedział ponoć kiedyś, że pradziadek zginął w komorze gazowej. Najwięcej spośród 150 tysięcy Polaków, którzy zginęli w Oświęcimiu zmarła w komorach gazowych, przez rozstrzelanie lub też w wyniku zastrzyku fenolu. Pamiętajmy jednak, że w świadomości wielu osób, być może i mojego dziadka (syna Władysława) Oświęcim tak silnie kojarzony był ze śmiercią w wyniku zagazowania, że każdy zgon w obozie nieprecyzyjnie (i nieprawdziwie) kojarzono właśnie z komorami gazowymi, przeznaczonymi przede wszystkim dla ludności pochodzenia żydowskiego, a w znacznie mniejszym stopniu polskiego, czy rosyjskiego.

Równie interesujące i jak sądzę poruszające losy, stały się udziałem mojego drugiego pradziadka, przedwojennego dorożkarza warszawskiego, Franciszka Zielenieckiego – oraz jego rodziny mieszkającej przed wojną i podczas okupacji na sławetnym Czerniakowie. Córka pradziadka – Maria, moja babcia, walczyła w Powstaniu Warszawskim, a warte uwagi, bo zwyczajnie ciekawe, są losy również rodziny od strony mojej mamy. O tym również pozwolę sobie napisać w niedalekiej przyszłości.

* * *

– Uzupełnienie artykułu –

Otrzymaliśmy wiadomość z Archiwum Auschwitz, w którym p. Krystyna Leśniak (z biura informacji o byłych więźniach) pisze:
“Władysław Piotrowski, został przywieziony do KL Auschwitz w dniu 1.9.1942 r. transportem z Radomia. W obozie oznaczony jako więzień polityczny Polak (P.Pole) numerem 62754. Dwukrotnie notowany w książce szpitala obozowego, blok 21 chirurgiczny : 21.12.1942 r. – wpis: abscessus femoris dex. – ropień mięśnia dużego uda prawego oraz 23.12.1942 r. – wpis: abscessus humeri dex – ropień kości ramiennej prawej. W dniu 31.12.1942 r. odnotowano jego zgon w obozie. Zwłoki do obozowej kostnicy dostarczono z bloku szpitalnego 28.”

*  *  *

Remek Piotrowski

Reklamy

4 komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, PORTRETY

4 responses to “WIĘZIEŃ NUMER 62754

  1. razazaza

    nie chce być posądzany o rewizjonizm, ale mam pytanie. Czy przy technologii z lat ’40 realnym jest palenie 2 ciał na minutę w jednym piecu (zakładając, że piec będzie działał nieustannie 24h na dobę) ? Bo teraz w firmach krematoryjnych, przy piecach gazowych osiągających o wiele większą temp. trwa to dłużej, dla tego wnoszę, że to 50 tys dziennie to jakaś bajka.

  2. mir

    „O tym, że polskich więźniów przeznaczono w Oświęcimiu do niewolniczej, morderczej pracy ponad ludzkie siły” należy dodać dla Niemieckiego koncernu IG farben

  3. Bardzo dziękuję za informację i zgadza się. Niedawno mój tata (wnuk Władysława Piotrowskiego) otrzymał wiadomość z Archiwum Auschwitz (już po opublikowaniu powyższego artykułu), w którym p. Krystyna Leśniak (z biura informacji o byłych więźniach) pisze:
    „W odpowiedzi Pana email z dnia 19.9.012 r. uprzejmie informuję, iż po kwerendzie przeprowadzonej wśród akt będących w naszym posiadaniu ustalono, co następuje:
    Władysław Piotrowski (bliższych danych personalnych brak), został przywieziony do KL Auschwitz w dniu 1.9.1942 r. transportem z Radomia. W obozie oznaczony jako więzień polityczny Polak (P.Pole) numerem 62754. Dwukrotnie notowany w książce szpitala obozowego, blok 21 chirurgiczny : 21.12.1942 r. – wpis: abscessus femoris dex. – ropień mięśnia dużego uda prawego oraz 23.12.1942 r. – wpis: abscessus humeri dex – ropień kości ramiennej prawej. W dniu 31.12.1942 r. odnotowano jego zgon w obozie. Zwłoki do obozowej kostnicy dostarczono z bloku szpitalnego 28.”

  4. QUATAR

    Dnia 1.IX.1942 roku do obozu Auschwitz-Birkenau oznaczono numerami
    od 62333 do 62846 (moze byl wsrod Nich Pana dziadek z numerem 62754) oznaczono 514 wiezniow skierowanych do obozu Sipo u. SD z wiezienia w Radomiu… Tekst z KALENDARZ WYDARZEN W KL AUSCHWITZ DANUTA CZECH.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s