Monthly Archives: Styczeń 2013

KAPRAL NA MONTE CASSINO

Jan Piotrowski ZdjęcieStraszliwy widok przedstawiało pobojowisko. Naprzód zwały niewystrzelonej amunicji wszelkiego kalibru i każdej broni. Gdzieniegdzie stosy min. Trupy żołnierzy polskich i niemieckich, czasem splecione w ostatnim śmiertelnym zwarciu. Powietrze przesycone wyziewami rozkładających się zwłok. (…) A potem ruiny klasztoru. | Ze wspomnień gen. Władysława Andersa.

Mój pradziadek Władysław Piotrowski, o którego śmierci w obozie Auschwitz pisałem w artykule „Więzień numer 62754” miał brata. Jan Piotrowski, syn Józefa i Julianny z Pakułów, urodził się 26 kwietnia 1905 roku w Łaszczynie, niedaleko Rawy Mazowieckiej. To jedna z tych postaci, która w sposób szalenie dobitny symbolizuje los polskiego żołnierza w okresie II wojny światowej, a ten by wrócić do ojczyzny, musiał pokonać długą i szalenie trudną drogę naznaczoną mogiłami przyjaciół-kompanów.

Historia mojego dalekiego krewnego jest ponadto doskonałym pretekstem do przypomnienia jednej z najbardziej zaciętych bitw II wojny światowej – walk o Monte Cassino, w której to brał udział i został odznaczony Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino, Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Gwiazdą Italii. Legendarny II Korpus generała Andersa, w którym służył mój krewny, przelał we Włoszech krew za „wolność naszą i Waszą”, w zamian nie otrzymując od sojuszników niczego, prócz wiecznej chwały.

Italia 1946

– Ucieczka za Andersem –

Kiedy 1 września 1939 roku w godzinach wczesno porannych zastępy hitlerowskich czołgów przekroczyły granicę II Rzeczpospolitej, a Szlezwik-Holstein ostrzelał po raz pierwszy Wojskową Składnicę Tranzytową na Westerplatte rozpoczynając tym samym najbardziej okrutną wojnę w historii nowożytnego świata, Jan Piotrowski znalazł się w Wileńskiej Brygadzie Kawalerii pod dowództwem płk. dypl. Konstantego Druckiego-Lubeckiego, która wchodziła w skład Północnego Zgrupowania Armii „Prusy”, a w nocy z 31 sierpnia na 1 września wyładowała się w Koluszkach i Rogowie z transportu kolejowego.

W składzie Wileńskiej Brygady Kawalerii (w skrócie WBK) znajdowało się sześć oddziałów (między innymi uznane pułki Ułanów), niestety nie wiadomo, do której konkretnie należał brat mojego pradziada. Ta wielka jednostka kawalerii Wojska Polskiego, chluba naszego oręża, nie mogła sprostać nowoczesnej armii Hitlera, która w Polsce po raz pierwszy udowodniła niszczycielską siłę taktyki Blitzkriegu. Część oddziałów WBK w drugiej połowie września weszły w skład Grupy Operacyjnej Kawalerii gen. bryg. Władysława Andersa, a podczas przebijania się na Węgry zostały rozbite i otoczone przez nacierającą ze wschodu Armię Czerwoną.

Do sowieckiej niewoli trafiły tysiące polskich żołnierzy, w tym mój krewny. Kapral Jan Piotrowski nie podzielił jednak losu 22 tysięcy pomordowanych przez NKWD w Katyniu. Niżsi rangą żołnierze zostali wysłani bydlęcymi wagonami na wschód i trafili do obozów koncentracyjnych Gułagu. Niewola dobiegła końca wraz z atakiem III Rzeszy na Związek Radziecki w 1941 roku, po którym, przynajmniej oficjalnie, Polski Rząd na Uchodźstwie w Londynie i władze ZSRR związały się sojuszem, co po zawarciu układu Sikorski-Majski i tzw. amnestii dla obywateli polskich z Rzeczypospolitej, umożliwiło Janowi Piotrowskiemu oraz tysiącom Polaków opuszczenie obozów i trafienie do tzw. Armii Andersa.

Dziesiątkowana przez głód, mróz i malarię Armia, dopiero w okresie ofensywy niemieckiej na Kaukaz i bitwy o Stalingrad uzyskała zgodę Stalina na ewakuację już sformowanych oddziałów do Iranu, Iraku, aż wreszcie Palestyny, gdzie Polacy trafili pod brytyjskie rozkazy i mogli zostać, już jako II Korpus Polski, przetransportowani na front włoski.
Nie dysponuję żadnymi dokumentami, które dałyby wskazówki co do losów Jana Piotrowskiego tym okresie, nie mam jednak wątpliwości, że przebył on całą drogą wraz z Armią Andersa, a na przełomie 1943/1944 trafił do Italii.

Żołnierze

– Czy widzisz te gruzy na szczycie… –

Alianci przez cztery miesiące (od połowy stycznia do połowy maja 1944 roku) bezskutecznie starali się sforsować niemiecką Linią Gustawa – rozciągające się wzdłuż rzek: Garigliano, Rapido, Sangro na długości 130 km, z kluczową pozycją obronną wojsk niemieckich na wzgórzu Monte Cassino umocnienia, które dzięki swemu położeniu, uniemożliwiały dotarcie Aliantom do Rzymu.

Podczas trzech morderczych bitw zadaniu nie sprostali Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi, Nowozelandczycy i Hindusi. 24 marca 1944 roku gen. Olivier Leese, dowódca brytyjskiej 8. Armii, zaproponował gen. Andersowi, dowódcy 2. Korpusu Polskiego, zadanie przełamania niemieckiej obrony na Monte Cassino, zdobycie klasztoru i otworzenie drogi Sprzymierzonym do Wiecznego Miasta.

Dla bijącego się z myślami Andersa, który zdawał sobie sprawę z sytuacji politycznej i który wierzył, że tylko dzięki obiegającym cały świat zwycięstwami polskiego orężą możliwe będzie zwrócenie uwagi wszystkich narodów na sprawę polską, stało się jasne, że musi podjąć się tego zadania. Choć w głowach pochodzących w dużej mierze z kresów wschodnich żołnierzy, którzy zaczęli zdawać sobie sprawę, że ich rodzinne miasta po wojnie nie będą już należeć do Rzeczpospolitej, a Związku Radzieckiego, kłębiły się złe myśli, nikt nie miał wątpliwości, że Polacy podejmą się swego zadania z pasją.

M Cassino For your freedom

„Ich motywy były równie oczywiste, co proste. Chcieli tylko zabijać Niemców” – wspominał brytyjski oficer, który był świadkiem bitwy o Monte Cassino. Inni dochodzili do podobnych wniosku. Uważali niekiedy, że Polacy gardzą Anglikami i Amerykanami:
„Uważali, że zbyt mało się wszystkim przejmujemy, bo nie dyszymy przez cały czas ślepą nienawiścią do Niemców”.

11 maja Jan Piotrowski i jego kompani poznali rozkaz dowódcy:
„Żołnierze! Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego Narodu, podtrzymywać nas będą duchy poległych naszych towarzyszy broni. Niech lew mieszka w Waszym sercu.
Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna.”
– Generał dywizji Władysław Anders

– W piekle –

Dzień później 12 maja 1944 roku o godzinie 1:00 w nocy Polacy zstąpili do piekieł. Rozpoczęła się czwarta bitwa o zdobycie strategicznych pozycji na czele ze wzgórzem Monte Cassino, na szczycie którego znajdował się średniowieczny, zabytkowy klasztor – po marcowych bombardowaniach Aliantów zrównany niemal z ziemią.
Ten szaleńczy bój porównywany jedynie z bitwą pod Stalingradem, Inwazją w Normandii i Powstaniem Warszawskim pochłonął do momentu polskiego ataku ponad 50 tysięcy istnień – wśród żołnierzy alianckich i niespełna 20 tysięcy Niemców.

Polacy mieli naprzeciw siebie najlepszą, zdaniem wielu fachowców, jednostkę II wojny światowej. Niemiecka 1 Dywizja Spadochronowa pod dowództwem generała Heidricha, choć wykończona czteromiesięczną bitwą, nadal stawiała nieludzki wręcz opór.
„Niektórzy wygrzebali się na powietrze tylko po to, by ponownie zostać pogrzebanym… Całe sekcje legły pokotem pod bombami… wszyscy zatykali sobie uszy, a większość przemieszczała się w zwartych szykach tak, by uniknąć rozproszenia podmuchem detonacji” – wspominał po latach piekło Monte Cassino jeden z niemieckich żołnierzy.

„Piekło” to bodaj najczęściej używane pojęcie w odniesieniu do tego, co działo się podczas decydujących uderzeń na masyw w maju 1944 roku.
„Rozpętało się piekło – wspominał kapral Zbigniew Fleszar. – Między nami zaczęły rozrywać się pociski ciężkiego kalibru. (…) Wybuchy brzmiały jak odchrząkiwania jakiegoś olbrzyma. Miałem niezwykłe pragnienie – stać się jednym z najmniejszych kamyków pod jedną z największych skał”.

Pełen przejęcia opis tamtych dni zapisał również Feliks Konarski – autor legendarnej pieśni „Czerwone maki nad Monte Cassino”, który jadąc ciężarówką, z oddali śledził bitwę.
„Momentami błyski następowały po sobie w tak krótkich odstępach czasu, że tworzyły na ogromnej połaci czarnego nieba jedno długie białe pasmo. Tam jest Monte Cassino. Tam dzieje się coś, czego jeszcze w tej chwili nie mogę objąć myślą. Wyczuwam tylko, że gdzieś pod białym pasmem rozwarło się piekło. Tam oni biją się o klasztor… Położyłem się na łóżku i zamknąłem oczy… (…) I nagle… Samo przyszło… Czy widzisz te gruzy na szczycie? Tam wróg twój się kryje, jak szczur / Musicie… Musicie… Musicie / Za kark wziąć i strącić go z chmur (…)”

„Czerwone maki” staną się czymś więcej niż piosenką. Po wojnie będzie to utwór, przy którym, jak przy hymnie, należało zachować powagę i nie wolno było tańczyć, zresztą stopień emocji, jaki towarzyszył słynnej pieśni znakomicie oddaje kultowa scena wykonania „Czerwonych maków” w filmie Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”, w której grany przez Zbigniewa Cybulskiego Maciej Chełmicki pije za pamięć kolegów podpalony spirytus.

PozwolenieKonarski był wieziony w okolice Monte Cassino ciężarówką. Być może tą samą, którą jeździł mój krewny. Kapral Jan Piotrowski uzyskał jeszcze w marcu 1943 roku pozwolenie na prowadzenie wojskowych samochodów ciężarowych, a jeden z dokumentów sugeruje, że należał do Kampanii Warsztatowej 2 Brygady Czołgów. Ponieważ jesteśmy pewni, że znajdował się w tamtych dniach wraz z II Korpusem pod Monte Cassino nasuwa się pytanie: Czy bezpośrednio, czy tylko pośrednio brał udział w bitwie? – Warto pamiętać, że w pewnym momencie szaleńczych, często toczonych w nocy, walk o Monte Cassino polscy dowódcy nie chcąc tracić cudem wywalczonych pozycji posyłali do ataku wszystkich podopiecznych – z kierowcami i kucharzami na czele. Czy jednak kapral Jan Piotrowski starł się w wrogiem pośród stromych skał niezdobytych wzniesień – nie wiem – choć przyznane potem odznaczenia mogą sugerować, że co najmniej znajdował się bardzo blisko najważniejszych wydarzeń i niewątpliwie przyczynił się do ostatecznej wiktorii.

Po pierwszym zakończonym fiaskiem natarciu Polacy ponowili atak wieczorem 16 maja. Zażarte walki ze spadochroniarzami, brak amunicji i zapasów, a do tego zalewający wszystko ogień artylerii niemieckiej, spowodował, że w szeregach Polaków pojawiły się oznaki histerii. I gdy wydawało się, że nic już nie uratuje załamanych żołnierzy wydarzyło się coś, co nie mieści się w rozumowych ramach pojmowania tego świata.
„Któryś z żołnierzy wolno staje na nogi, a potem siada po turecku, jakby był w parku. Słychać strzał i pada martwy. Inni, kuląc się bezradnie, zaczynają rzucać w Niemców kamieniami. I nagle, nie do wiary, ktoś (sierżant Czapliński) zaczyna śpiewać polski hymn narodowy: <>. Wszyscy żołnierze przyłączają się do chóru na szczycie Colle Sant’ Angelo, góry śmierci”.

Polacy utrzymali pozycję, a drugi atak przyniósł przełom na polskim odcinku: zdobyto i utrzymano „Widmo”, „593”, „Monte Castellone” i „Massa Albaneta, co w połączeniu z brytyjskim manewrem zadecydowało o ucieczce Niemców o 15 kilometrów w głąb Półwyspu Apenińskiego, na tzw. „Linię Hitlera”. Polacy przechwycili meldunek niemiecki o wycofaniu się z klasztoru.

PolishFlagMonteCassino2– Biało-czerwona flaga nad Monte Cassino –

Nazajutrz pułkownik Łakiński dostrzegł zetkniętą w ruiny klasztoru białą flagę i po przekazaniu tej niewiarygodnej informacji przełożonym na szczyt wysłano patrol z 1. Szwadronu 12 Pułku Ułanów Podolskich pod dowództwem podporucznika Kazimierza Gurbiela (na początku patrol miał pochodzić z piechoty, ale z wykończonych bitwą oddziałów nikt nie był w stanie ruszyć w drogę).

Gdy Polacy znaleźli się w klasztorze ich oczom ukazał się przerażający widok. Smród rozkładających się ciał, przysypanych gruzem, nierzadko leżących w śmiertelnym zwarciu, gdy śmierć następowała w momencie walki wręcz na bagnety, w połączeniu z ruinami średniowiecznego klasztoru, pozbawionym głowy posągiem Świętego Benedykta i przerażonymi na widok Polaków kilkunastoma rannymi niemieckimi żołnierzami mógł odebrać rozum. Monte Cassino zostało zdobyte.

O godzinie 9.50 Gurbiel wbił gałąź z naprędce uszytym proporcem 12. Pułku Ułanów Podolskich (zszytym z flagi Czerwonego Krzyża i chustki do nosa), a wkrótce na szczycie zawisła również i biało-czeerwona flaga. W samo południe na ruinach klasztoru Monte Cassino polski żołnierz, plutonowy Emil Czech, odegrał na ruinach klasztoru hejnał mariacki, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy.
„Coś ścisnęło mnie za gardło, gdy wśród pobrzmiewającego echem huku dział dobiegły z opactwa dźwięki hejnału. (…) Ci żołnierze, zahartowani w wielu bitwach, którzy aż za dobrze poznali wstrząsającą rozrzutność śmierci na zboczach Monte Cassino, płakali jak dzieci, gdy po latach tułaczki usłyszeli nie z radia, ale z dotąd niezwyciężonej niemieckiej twierdzy głos Polski, melodię hejnału”.

Opanowanie Monte Cassino umożliwiło Brytyjczykom wejście w dolinę rzeki Liri, a w konsekwencji uderzenie na Rzym. Pierwsza europejska stolica została uwolniona spod jarzma hitleryzmu 4 czerwca. Opanowanie Wiecznego Miasta zajęło więc zaledwie dwa tygodnie. Zdobycie Monte Cassino – cztery miesiące.

Nie mogą zatem dziwić słowa generała Harolda Alexandra, dowódcy 15 Grupy Armii, który skierował do 2 Korpusu Polskiego rozkaz, w którym dziękował im za zwycięstwo:
„Żołnierze 2 Polskiego Korpusu! Jeżeliby mi dano do wyboru między którymikolwiek żołnierzami, których bym chciał mieć pod swoim dowództwem, wybrałbym Was – Polaków.”

2 Korpus Polski

– Przechodniu powiedz… –

Zbudowany na płaskim odcinku terenu pomiędzy Monte Cassino i wzgórzem „593” Polski Cmentarz Wojenny znajduje się w miejscu, którym szły główne natarcia 3 Dywizji Strzelców Karpackich i skąd po bitwie miały zakwitnąć maki „czerwieńsze, bo z polskiej wzrosły krwi”. Jest to jeden z najważniejszych dla Polaków miejsc pamięci narodowej. Setki krzyży ozdobiono różańcami oraz dwoma sentencjami: „Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie” oraz „Za naszą i waszą wolność my żołnierze polscy oddaliśmy Bogu ducha, ciało ziemi włoskiej, a serca Polsce”. Spoczywa tu 1072 poległych żołnierzy Rzeczypospolitej, w tym pochowany na własne życzenie w 1970 roku generał Władysław Anders.

Jan Piotrowski, uczestnik tych niezwykłych wydarzeń, został odznaczony m.in.: Krzyżem Pamiątkowym Monte Cassino, Brązowym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Gwiazdą Italii.

Legitymacja Krzyż pamiątkowy Monte Cassino
Po zakończeniu wojny wyemigrował do Szkocji, skąd wrócił do mieszkającej w Polsce żony Marii (z domu Lesiak) i dwójki dzieci (Zenona i Aleksandry). W przeciwieństwie do wielu walczących w Armii Polskiej na Zachodzie, którzy po wojnie zdecydowali się wrócić do rządzonego przez komunistów kraju, miał sporo szczęścia. Nie był szczególnie represjonowany – co tydzień musiał jedynie meldować się w Urzędzie Bezpieczeństwa. Zmarł w 1956 roku i pochowany jest w rodzinnej miejscowości w Łaszczynie.

Źródła
– Mathew Parker: Monte Cassino: Opowieść o najbardziej zaciętej bitwie II wojny światowej. Przekład Robert Bartołd. Poznań: Dom Wydawniczy Rebis, 2005. ISBN 83-73-01615-5.
– Gazety Wojenne, nr 56 („Monte Cassino”)
– Władysław Anders, Bez ostatniego rozdziału, Londyn 1949.
Foto: własne (archiwum rodzinne)

Artykuł może być aktualizowany w skutek poznania nowych faktów lub w wyniku sprostowań.

* * *

Remek Piotrowski

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, PORTRETY

TAJEMNICA BUNKRA POD SPAŁĄ

Nawet dla dzieciaka nie było tajemnicą, że Niemcy coś budują w Jeleniu i Konewce, a nieco później wiadomym było, że wznoszone są tam olbrzymie bunkry. Robotnicy opowiadali, że pracują przy budowie ogromnego podziemnego miasta. | Wspomnienia Teodora Wołczyka, który w czasie budowy bunkrów miał 14 lat; na podstawie Panoramy Robotniczej nr 16 z 1989 r.

W okresie dzieciństwa niemal każde wakacje spędzałem w Teofilowie – niewielkiej miejscowości letniskowej, która znajduje się niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego, pomiędzy Spałą, Konewką i Inowłodzem, nieco ponad godzinę drogi z Łodzi. Dziecko potykające się tutaj na każdej leśnej wyprawie o niemieckie bunkry i stanowiska obronne, zbierało w głowie bardzo fragmentaryczną, choć mającą w sobie nieodparty urok wiedzę na temat działań wojennych w tym rejonie – wiedzę pełną niesamowitych opowieści i niewiarygodnych tropów.

Opowieści te pochodziły zarówno od ludzi, jak i rzeczy; pochodziły od mieszkańców wsi, jak i napotykanych niegdyś co rusz bunkrów – cała ta otoczona ogromnymi lasami i rwącym nurtem rzeki Pilicy ziemia, poprzecinana była zrujnowanymi po latach, lecz wciąż działającymi na wyobraźnię małego dziecka umocnieniami z okresu hitlerowskiej okupacji. A one skrywały w sobie tajemnicę…

– Polował tu Göring… –

Niemcy po zagarnięciu części terenów II Rzeczpospolitej we wrześniu 1939 roku zauroczyli się w Spale z miejsca, a do gustu, ze względów logistyczno-wojskowych, przypadły im również tereny wokół tej niewielkiej wsi wczasowej, której dzieje sięgały początków XVII wieku. Spała nie była bowiem zwykłym letniskiem, jakich w Polsce przed ’39 rokiem było wiele.

To tutaj zdecydowano się wybudować w 1922 roku letnią rezydencję prezydentów Rzeczypospolitej, w czym ogromna zasługa Stanisława Wojciechowskiego – drugiego prezydenta II RP. Na jego polecenie inżynier Kazimierz Skórewicz zbudował w 1923 roku na miejscu dawnych koszar kozackich przepiękną kaplicę drewnianą w stylu zakopiańskim nazywaną przez długi czas Kaplicą Prezydentów RP pw. Królowej Korony Polskiej, którą zresztą można oglądać do dziś.

W Spale zakochał się również kolejny prezydent Ignacy Mościcki – wielki amator polowań, który wprowadził zwyczaj obchodzenia w Spale dorocznych ogólnopolskich dożynek (na pierwsze polskie święto plonów przybyło 10 tysięcy gości. W zeszłym roku podobną imprezę zorganizował tutaj Bronisław Komorowski). Niemieckie elity poznały Spałę i jej bogactwa jeszcze przed wojną – polował tu na zwierzynę przyszły marszałek III Rzeszy Hermann Göring, a gościem rezydencji Prezydenta RP był minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop.

Nic więc dziwnego, że zaraz po kampanii wrześniowej generał von Manstein zaproponował przeniesienie z Łodzi do Spały sztabu niemieckich wojsk okupacyjnych. Po zajęciu tych ziem hitlerowcy zaadaptowali Spałę pod miejsce kwaterunku sztabu i ważnych oficerów – 20 października jeden z głównych autorów niemieckiego zwycięstwa nad Polską – generał Johannes von Blaskovitz przeniósł tu sztab Wehrmachtu Wschód (Oberost). Słynny dowódca zamieszkał w prezydenckiej rezydencji, domku myśliwskim wybudowanym w 1886 roku tuż nad samą Pilicą, z którego przed prezydentami Rzeczpospolitej korzystał Car Rosji Aleksander III.
.
Spałę w tym czasie poznał również przyszły kat Polaków – Hans Frank, który otrzymał od Hitlera zadanie zarządzenia Generalną Gubernią (część terenów okupowanych nie wcielonych do Rzeszy), a w grudniu 1939 roku dwukrotnie odwiedził miejscowości i spotkał się w niej z generałem von Blaskovitzem celem przejęcia od wojska administracji na terenami okupacyjnymi. Rozpoczęła się trwająca kilka tygodni walka honorowego żołnierza z bezlitosnym prawnikiem. Niemiecki generał sprzeciwiał się terrorowi i sposobowi traktowania cywili, które narzucała polityka Hansa Franka. 6 lutego doszło w Spale do spotkania w tej sprawie – Hitler (nie brał w nim udziału) poparł Franka, rozwiązał Oberost i odwołał ze stanowiska von Blaskovitza. W okolicach Spały zaczął więc rządzić brunatny terror, któremu swoją drogą aktywnie sprzeciwiały się miejscowe oddziały partyzanckie. Wkrótce Berlin powołał Militärbefehlhaber im Generalgouvernement, czyli dowództwo wojskowe w Generalnej Guberni, którego sztab mieścił się w Spale.

– Tajemnicze bunkry i schrony –

W rejonie przybywa wojska i żandarmerii ochraniającej pracę sztabu, wkrótce zapada również decyzja, że musi tu powstać umocnione stanowisko dowodzenia dla sztabu Grupy Armii „Środek” (Mitel), który ma odegrać dużą rolę w planie inwazji na Rosję sowiecką.
Jak piszą w swojej książce Małgorzata i Juliusz Szymańscy – prace projektowe rozpoczęto tu już we wrześniu 1939 roku, ale miały one z początku za zadanie stworzenia wyłącznie odpowiedniego zaplecza dla dowództwa sztabu – rozbudowywano więc sieci dróg, mostów i łącz telefonicznych.

Najpóźniej jesienią 1940 roku, gdy przygotowania do wojny z ZSRR znajdowały się w zaawansowanej fazie planowania postanowiono, że w okolicy Spały powstaną specjalne schrony, którym nadano kryptonim Gefechtsstand „Anlage Mitte” (stanowiska dowodzenia „Obszar Środek”). Zdecydowano się na budowę dwóch wielkich kompleksów – jeden zlokalizowano w Jeleniu (około pięciu kilometrów na południowy-wschód od Tomaszowa Mazowieckiego), drugi – ten często odwiedzany w okresie dzieciństwa przez autora niniejszego artykułu – umiejscowiono we wsi Konewka – miejscu położonym w lesie, przy bocznicy łączącej tartak z linią kolejową Spała-Tomaszów.

Za budowę kolosów odpowiedzialna była firma Askania, funkcjonująca w ramach utworzonej w 1938 roku w nazistowskich Niemczech Organizacji Todt mającej za zadanie budowę obiektów wojskowych. Z początku korzystała ona w Jeleniu i Konewce z pracy 1200 robotników – głównie Niemców, choć odnotowano również grupę Polaków – przymusowych robotników z Pomorza, zakwaterowanych w szkole we wsi Białobrzegi oraz w Tomaszowie i dowożonych autobusami i ciężarówkami. Wkrótce, ze względu na skalę przedsięwzięcia, do pracy zaprzęgnięto 3 tysiące osób, a jeden ze świadków wspominał o 2 tysiącach Włochów.

Żelbetonowe schrony-tunele o przekroju ostrołuku, składające się z kilkunastu segmentów, miały około 350 metrów długości, mierzyły przy podstawie szerokość 15 metrów oraz wysokość 9 metrów. Wzdłuż ich korytarzy biegły tory kolejowe umożliwiające wjazd całego składu pociągu. Oczywiście wokół całości wybudowano inne ośrodki – m.in. kotłownie i siłownie (korzystające z silników Diesla) łączące się ze schronami podziemnymi kanałami. Teren zamaskowano, ogrodzono drutem kolczastym, zabezpieczono polem minowym, wieżami strażniczymi i stanowiskami artylerii przeciwlotniczej, dodatkowo obiekt w Konewce dysponował własnymi bunkrami obronnymi i własnym ujęciem wody.

– Tajemniczy transport –

Imponujących rozmiarów obiekty, schowane w gąszczu spalskich lasów, zostały ukończone latem 1941 roku, ale nie odegrały żadnej roli w Operacji Barbarossa (kryptonim inwazji Niemiec na ZSRR), pełniąc jedynie rolę zapasową.
Polski kolejarz wspomniał jednak po latach o jednym niezwykle tajemniczym wjeździe specjalnego pociągu z Tomasza Mazowieckiego do Konewki. Stało się to pod osłoną nocy, a wzdłuż torów co kilkadziesiąt metrów ustawieni byli niemieccy żołnierze, którzy nikomu nie pozwolili zbliżyć się do składu. Co znajdowało się w wagonach – nie wiadomo do dziś, choć ludzka wyobraźnia stworzyła wiele, czasami niesłychanych i mało prawdopodobnych wersji.

– Zagadki bunkrów –

Po klęskach Wehrmachtu pod Stalingradem i na Kaukazie losy wojny zostały odwrócone. Sowieci z wolna poczęli przeć ze wschodu za zachód, a alianckie bombardowania obracały w pierzynę niemieckie miasta. Minister przemysłu III Rzeszy i jeden z ulubieńców Hitlera – Albert Speer postanowił przenieść ważne gospodarcze obiekty, przede wszystkim fabryki poza zasięg amerykańskich i brytyjskich bombowców. Schrony-tunele w Konewce, o których dokładnej funkcji na przestrzeni lat 1941-1943 ciężko powiedzieć coś z całkowitą pewnością, idealnie nadawały się do realizacji zamierzeń hitlerowskich władz.

Niemiecki katalog dyslokacji obiektów gospodarczych z 1944 roku notuje obiekty w Jeleniu i Konewce. Jak się okazuje należały one w tamtym czasie do firmy Bruim Gmbh, która produkowała tam urządzenia przeładunkowe. Spory ruch w schronach rozpoczyna się już od 1943 roku, gdy do tuneli coraz częściej przybywają składy pociągów liczące (podaje dane za Małgorzatą i Juliuszem Szymańskimi) 35-38 wagonów (w tym cysterny).

To właśnie wówczas wśród miejscowej ludności zyskują na popularności fantastyczne i do dziś niesprawdzone informacje, które mówiły o budowie schronach słynnych rakiet V1 i V2, pracach nad benzyną syntetyczną, czy bronią chemiczną. Nie wykluczone, że i z tego okresu pochodzą pogłoski o umiejscowieniu w Konewce legendarnej bursztynowej komnaty, które usłyszałem osobiście od mieszkańców spalskiego rejonu. Faktem jest, że przez cały okres wojny Niemcy strzegli obu obiektów z dużą starannością, co daje do myślenia, choć nie musi przekonywać do istnienia niesamowitych teorii.

W 1944 roku (zdaniem autorów książki „Kwatery Hitlera…”) w obiektach działała tomaszowska filia zakładów Daimler-Benz, która zajmowała się tam demontażem uszkodzonych silników lotniczych. Być może zajmowano się również montażem silników marki BMW. Pracowali tutaj jeńcy rosyjscy, Polacy, a obiekt był bardzo dobrze strzeżony przez żołnierzy niemieckich. W październiku ’44 roku zaprzestano produkcji, wywieziono cały sprzęt, w nieznanym kierunku wywieziono również wszystkich przymusowych robotników.

mapkakonewka

Legenda (źr.bunkierkonewka.eu)
1. bunkier dla pociągu sztabowego (kolejowy)
2. bunkier kompleksu energetycznego (maszynownia)
3. bunkier stacji uzdatniania wody
4. zbiornik wody technologicznej, hydrofornia
5. ujęcie wody
6. zbiornik paliwa (ok. 50. 000l)
7. kanały techniczne
9. bocznica kolejowa

– Zalani przez Sowietów i… wodę –

Wobec postępów Armii Czerwonej niemieckie władze wojskowe postanowiły na przełomie pod koniec 1944 roku zorganizować na okupowanych ziemiach polskich wielokilometrowe odcinki umocnień. W rejonie Spały znalazły się trzy grupy schronów, rozlokowano tu również wiele mniejszych pozycji obronnych, które wiele lat później znajdowałem na swojej drodze podczas pieszych wypraw w kierunku Spały i Inowłodzu (wpadałem na nie zarówno przy drodze, jak i w lesie). Rosjanie uderzyli jednak w 1945 roku z taką siłą, że hitlerowskie pozycje obronne w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego nie odegrały większego znaczenia, a uciekające w popłochu przez zamarzniętą Pilicę niemieckie oddziały zostawiły na dnie rzeki dziesiątki wozów bojowych, które są odkrywane pośród mułów dnia po dziś dzień.

Po wojnie gigantyczne schrony w Konewce i Jeleniu wzbudzały wiele kontrowersji. Niestworzone legendy przekazywane z ust do ust oraz fakt zatopienia schronów przez wycofujące się oddziały niemieckie zrodziły wiele mitów i podsycały wcześniejsze legendy– m.in. na temat istnienia tajnych, podziemnych kondygnacji, do których dotarcie ze względu na stan wody i jej zamulenie okazało się niemożliwe i to pomimo prób poczynionych przez profesjonalnych nurków i kluby odkrywców (ciekawostką jest również to, że tereny odwiedził Bogusław Wołoszański autor popularnego w latach ‘90 cyklu „Sensacje XX wieku”). Wody nie sposób było wypompować z kanałów nawet za pomocą profesjonalnych urządzeń (gdy się za to zabrano, po kilku godzinach prac stan wody powrócił do pierwotnego).

Wiele lat temu, gdy jako dziecko odwiedzałem schron-tunel w Konewce (całość nie stanowiła wówczas jeszcze trasy turystycznej i Muzeum, który można dziś odwiedzać, do czego gorąco zachęcam) obiekt znajdował się na terenie poligonu wojskowego. Należało się przekraść przez siatkę ogrodzenia i idąc kilka minut dochodziło się do gigantycznej budowli schowanej głęboko w leśnej gęstwinie. Wyraźne ślady po szynach kolejowych, porośnięte mchem betonowe mury, zalane wejście do tajemniczych kanałów, które wzbudzało strach i zaciekawienie zarazem, budziły w wyobraźni mało być może naukowe, ale niesłychanie silną potrzebę zanurzenia się w czarze historii. Występowanie z wyjątkową intensywnością tego typu miejsc w rejonie Spały, Inowłodza, Konewki z pewnością ukształtowało chęć zbadania tajemnicy. Dlatego polecam odwiedzić więc Spałę i Bunkier w Konewce, zachęcam do odwiedzenia kilku pozostałości po innych śladach niemieckich umocnień w tym rejonie, odwiedzenia również Domu Pamięci w Spale i Szańca Hubala, miejsc przypominających o silnym ramieniu polskiego podziemia na tych terenach (o czym opowiemy kiedy indziej). Magia tajemniczej historii wciąż unosi się z nad tym miejscem, choć nie tak silna, jak jeszcze kilkanaście lat temu, wciąż może urzec. Dla mnie w Konewka zawsze będzie skrywać wielką nieodgadnioną tajemnicę.

Źródła:
– Małgorzata i Juliusz Szymańscy, Kwatery główne Hitlera oraz niemieckie stanowiska dowodzenia w Polsce, ŁKE „Labirynt”96”, Łódź, 2002. ISBN 83-906436-9-3 (str. 118-140)
– artykuł oparłem na wspomnieniach, własnych materiałach i przede wszystkim na wskazanym rozdziale książki państwa Szymańskich.
– Oficjalna strona: bunkierkonewka.eu (FOTO i informacje)

* * *

Remek Piotrowski

2 Komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA

KRÓLIK BUGS i KACZOR DONALD W SŁUŻBIE WOJENNEJ PROPAGANDY

Obrazek

Już u początków powstania kinematografii odkryto, że nie musi ona spełniać jedynie funkcji rozrywkowej – doskonale sprawdza się również jako nosicielka idei. Ruchome obrazy okazały się idealnym medium, które w przystępny sposób docierało do odbiorców i wytwarzało w nich pożądane postawy zgodne z aktualną linią polityczną. Obok filmów aktorskich i dokumentalnych często wykorzystywanym polem działalności artystycznej była animacja. W służbie amerykańskiej propagandy działały popularne postaci komiksowe, które rozładowywały napięcie wojenne poprzez ośmieszanie wrogów, natomiast radzieckie agitki opierały się na straszeniu obywateli. Mimo tego, że animacje przedstawiały całkowicie wyobrażony świat, w dobie konfliktów międzynarodowych miały realny wpływ na życie swoich odbiorców | Zapowiedź pokazu Animacja w służbie propagandy.

Pod koniec listopada w łódzkim klubie Szafa mieszczącym się na ul. Rewolucji 1905 roku 10 odbyła się projekcja cyklu filmów animowanych pod tytułem „O propagandzie w Stanach i Rosji”. Wspólnym mianownikiem 27 produkcji zaprezentowanych w klimatycznej sali projekcyjnej łódzkiej Szafy była animacja i propaganda polityczno-wojskowa z okresu II wojny światowej.
Dawno zapomniane, nie prezentowane od lat, a przecież niesłychanie ciekawe dla każdego miłośnika historii i kultury filmy ze stajni animowanych gigantów – Disneya i Warner Bros bawiły i jednocześnie skłaniały do myślenia.

– Wojna na froncie rysunkowym –

Podczas łódzkiego pokazu zaprezentowano, oprócz amerykańskich, również filmy radzieckie, które omówimy przy innej okazji skupiając się tym razem wyłącznie na produkcjach zza Oceanu. Tam początek II wojny światowej został przyjęty z chłodnym sceptycyzmem i choć w miarę pojawiania się informacji o bestialstwie panoszących się po Europie hitlerowców, wśród Amerykanów rosło współczucie dla narodów zniewolonych to jednak dopiero japoński imperializm i szokujący dla całego świata atak na bazę marynarki wojennej USA w Perl Harbor popchnęły Amerykanów do wstąpienia na wojenną ścieżkę z Hitlerem, Mussolinim i Cesarstwem Japonii.

Prezydent Roosevelt nakazał wszystkie działania swojego gabinetu i każdą gałąź życia w państwie podporządkować wojnie – rozgorzała walka na każdym z możliwych frontów, również tym kulturowym. Poza tysiącami żołnierzy i tonami sprzętu wojskowego, poza radiem, prasą również kultura i rozrywka została „powołana” do służby na czas okrutnego konfliktu. Amerykanie wyszli z słusznego założenia, że ikony dziecięcej kinematografii, takie jak Marynarz Popeye, Kaczor Donald, Myszka Miki, Królik Bugs, czy Kaczor Duffy również mogą wziąć czynny udział w wojennej propagandzie, która skoordynowana z dziesiątkami innych tego typu działań, silnie wpłynie na morale tak żołnierzy, jak i zwykłych obywateli.

Donald kontra Hitler, Bugs kontra Gőring –

Spośród szesnastu filmów, które mieliśmy okazję obejrzeć podczas projekcji w łódzkiej Szafie znajdują się, jak to zwykle bywa podczas obcowania z propagandą polityczną – zarówno banalne historyjki o tendencyjnej i jednoznacznej wymowie, jak i nieco ambitniejsze, choć przecież cały czas przeznaczone zarówno dla starszego, jak i młodego widza filmy, które  rodziły proste schematy myślowe, a dziś pobudzają do przemyśleń nad mechanizmem propagandy w okresie II wojny światowej.

Seria o szeregowym Snafu, który wyszła ze studia Warner Bros była, jak można było przeczytać w opisie filmów, przeznaczona do użytku wyłącznie wewnątrzwojskowego i stworzono ją na zamówienie armii amerykańskiej. Nazwisko bohatera to skrót od pierwszych liter słów „Situation Normal, All Fouled Up” (sytuacja normalna, wszystko spieprzone).

Snafu w przystępnej formie (a cóż może być bardziej przystępnego niż rysunkowy, gapowaty żołnierz) ukazywał najcięższe grzechy, jakich może dopuścić się żołnierz. W filmie „Szpiedzy” poruszono na przykład problem tajemnicy wojskowej i dyskrecji w czasie wojny. W sposób wręcz łopatologiczny wyjaśniono żołnierzom, że niebezpieczeństwo kryje się wszędzie – w każdej szklance whiskey i w każdym łóżku spotkanej przypadkowo dziewczyny. Podobne „instruktażowe” produkcje wychodziły i z innych studiów filmów animowanych.

Obrazek

Famous Studio, czyli główny rywal Disneya, wyprodukowało w czasie wojny kilka filmów z udziałem swojej największej gwiazdy – słynnego Marynarza Popeye. Wcinający ze smakiem szpinak sympatyczny osiłek ośmiesza hitlerowców sprowadzając (zastosowanie podobnego zabiegu często zauważamy w filmach Warner Bros, znacznie rzadziej Disneya) wojnę do potyczki swojskich „My” ze złymi, obcymi, nieudolnymi i obrzydliwymi wrogami. Znakomicie widać to w filmie „Szpinak dla Brytanii”, w którym wielokrotnie storpedowany przez U-boota Popeye, koniec końców pokonuje przeciwności i dowozi szpinak na Downing Street.

Filmy Warner Bros w trakcie „wojennej służby” nie zmieniły charakteru, z którego zasłynęły na całym świecie. Królik Bugs z rozbrajającą bezczelnością i charakterystycznym „Co jest doktorku?” nadal doprowadzał do furii przeciwników, tak jak w filmie „Herr spotyka zająca”, samego Hermana Gőringa. To tutaj Królik Bugs wypowiada jedną z najsłynniejszych kwestii; kiedy wychodzi spod ziemi w niemieckim Schwarzwaldzie, mówi: „czułem, że trzeba było skręcić w lewo za Albuquerque”.

Pola nie ustępuję mu Kaczor Daffy, który w „Oblatanym Daffy’m” przyczynia się do samobójstwa Gőringa i Goebbelsa. Ta pozycja została zgodnie uznana za jedną z najzabawniejszych parodii wojennych filmów szpiegowskich (Daffy rozwiązuje zagadkę znikania gołębi przenoszących tajemnice wojskowe), choć przecież, jak inne filmy z serii „Looney Tunes” i „Merrie Melodies” „gra” na prostym schemacie.

Filmy ze stajni Walta Disneya w większości przypadków nie różnią się, jeśli mamy na myśli klimat i przekaz opowieści, od wspomnianych produkcji propagandowych innych znanych wytwórni. Kaczor Donald, siostrzeńcy i Myszka Miki występują w filmach wyśmiewających tchórzostwo, piętnujących złe nawyki, zachęcających do służby wojskowej i drwiących z wroga. Znalazły się jednak w produkcjach Disneya również prawdziwe perełki, którym należy poświęcić osobny akapit.

„Twarz Wodza” („Der Fuehrer’s Face”) w reżyserii Jack Kinney’a  to najgłośniejszy z wojennych filmów Disneya, który w 1943 roku otrzymał Oscara dla najlepszego krótkiego filmu animowanego. Kaczor Donald jest tu robotnikiem z Świrlandzie (Nutziland), który rzecz jasna stanowi metaforę Niemiec pod jarzmem nazistów. W rzeczonym Świrlandzie każdy dzień jest taki sam, każdy zaczyna się (od hitlerowskiego pozdrowienia) i kończy (po morderczej pracy ponad siły – oczywiście pracy w przemyśle zbrojeniowym) identycznie, w każdym „ja” podporządkowane jest ogółowi.

Jedynym poważnym („Twarz wodza” nosi w sobie mimo wszystko wiele elementów humorystycznych) animowanym filmem Disneya o wymowie antynazistowskiej jest „Wychowanie dla śmierci” („Education for Heath”), który został zrealizowany przez najstarszych animatorów studia – tych, którzy pracowali m.in. przy „Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach”.
Film pokazuje indoktrynację, której w III Rzeszy poddawane jest młode pokolenie. Nie dla matek, nie dla rodziny i jej szczęścia, ale dla partii i swojego Führera, a w sensie dosłownym dla anonimowego mundury i anonimowej śmierci na froncie, wychowywany jest każdy z młodych Niemców – o tym w sposób poruszający, zgodny z prawdą, choć nadal tendencyjny opowiada „Wychowanie dla śmierci”, który został wycofany przez Walta Disneya z dystrybucji bezpośrednio po wojnie i niepublikowano go aż do roku 2004. Jak czytamy w opisie filmu „odbiega on nastrojem od całej pozostałej animowanej propagandy amerykańskiej na tyle, że stanowi całkowicie osobne zjawisko”.

– Pranie mózgu? –

Propagandowe filmy z okresu II wojny światowej nie zostawiają suchej nitki na wrogu, czyniąc z hitlerowców śmieszne kreatury („Szpinak dla Brytanii”, „Herr spotyka zająca”, „Rosyjska rapsodia”) przedstawiane najczęściej w biało-czarnych barwach, ślepo oddane Führerowi (ciągłe powtarzanie „Heil Hitler” w „Szpinaku dla Brytanii”), które są w stanie do największych nawet zbrodni na każdym narodzie, w tym i swoim („Wychowani dla śmierci” i „Twarz wodza”).

Hitlerowcy bonzowie ukazani są, jako pozbawieni skrupułów, psychodeliczni bandyci (obowiązkowo w groteskowej do granic formie – Hitler o diabolicznym wzroku, Gőring wyglądający jak spasiona świnia). W nieco innych, choć rzecz jasna nadal szarych barwach zobaczymy zwykłych szeregowych „żołdaków”, często przedstawionych, jako naiwnych, niezbyt rozgarniętych, podatnych na manipulację, ale i oszukanych przez swego wodza, nieszczęśliwych ludzi.

Propaganda używana w filmach animowanych korzysta z tego samego szafarza narzędzi, którymi żywiły się od wieków bajka, groteska, fraszka i inne podobne gatunki literackie. Świat ukazany w nich musi być czarno-biały, aby możliwie najdobitniej rozgraniczyć kategorię MY – ONI i aby widz nie miał najmniejszych nawet wątpliwości, do którego z przedstawionych (cóż, że mocno uproszczonych) światów chce należeć. Dlatego hitlerowiec, podobnie jak chociażby w naszych bajkach Ignacego Krasickiego, jest brzydki, ale sprytny i przebiegły (niczym zły lis). I dlatego pozytywny bohater Snufy bywa naiwny, a Królik Bugs robi z zastępcy Adolfa Hitlera ostatniego durnia i idiotę.

Disney, Warner Bros, czy Famous Studio nie stworzyły nowego gatunku filmowego – na utartą już ścieżki, na której spotkały się propaganda oraz literackie tropy zaczerpnięte z bajki, fraszki, czy baśni, wstąpiły filmowe ikony świata animowanego – gwiazdy z Kaczorem Donaldem, Królikiem Bugsem, Marynarzem Popeyem i Daffym na czele.
Podobnemu kulturowemu „praniu mózgu”, na pierwszy rzut oka działającemu dzięki prostym i łatwo wykrywalnym mechanizmom psychologiczno-społecznym, a oddziałującemu na społeczeństwo żyjące w czasie wojny, więc podatnemu na zupełnie inne bodźce, bardzo silnie, podawany był w pierwszej połowie XX wieku niemal cały świat.

FILMY PROPAGANDOWE PREZENTOWANE PODCZAS LISTOPADOWEGO POKAZU W ŁÓDZKIM KLUBIE SZAFA I ŁÓDZKIM MUZEUM KINEMATOGRAFII (posiadam w swojej kolekcji)

Odmłodzenie Eulalii (Eulalias Verjűngung)
rysunki: Harry Jaeger; produkcja: Niemcy 1920.
czas: 1’57”
Przewrotna reklama maści i pudru Nivea – zabawnie traktująca świat kobiecych wyobrażeń o kosmetykach.

Wilk Agresor (Blitz Wolf)
reżyseria: Tex Avery; scenariusz: Rich Hogan; muzyka: Scott Bradley; animacja: Ray Abrams, Irven Spence, Preston Blair, Ed Love; produkcja: USA 1942.
czas: 9’50”
Pierwszy film Texa Avery’ego dla MGM po zerwaniu współpracy z Leonem Schlesingerem; wariacja na temat “Trzech małych świnek”, tym razem walczących z wilkiem – agresorem upozowanym na karykaturę Hitlera.

Komandos Daffy (Daffy-the-Commando)
reżyseria: Friz Freleng; scenariusz: Michael Maltese; animacja: Ken Champin; opracowanie muzyczne: Carl W. Stalling; głosy: Mel Blanc; produkcja: Leon Schlesinger, USA 1943.
czas: 7’22”
Z cyklu “Looney Tunes”: kaczor Daffy, jako komandos, doprowadza do obłędu niemieckiego oficera, by na koniec, jako żywa kula armatnia, spaść na samego Hitlera.

Komandos Kaczor (Commando Duck)
reżyseria: Jack King; muzyka: Oliver Wallace; głosy:Clarence Nash (kaczor Donald); animacja: Rudy Cataldi; produkcja: Walt Disney, USA, 2.06.1944.
czas: 6’50”
Kaczor Donald jest komandosem; zostaje zrzucony na spadochronie z zadaniem zniszczenia japońskiego lotniska… czego dokonuje, pomimo wielu przeciwieństw.

Donald wstępuje do wojska (Donald Gets Drafted)
reżyseria: Jack King; scenariusz: Carl Barks, Jack Hannah, Harry Reeves; muzyka: Paul J. Smith; animacja: Paul Allen, Bill Herwig; głosy: Clarence Nash (kaczor Donald), Billy Bletcher (sierż. Pete), John McLeish (oficer werbunkowy, lekarze); produkcja: Walt Disney, USA, 1.05.1942
czas: 8’52”
Reklama armii USA: kaczor Donald, zachęcony urokami życia w wojsku, zaciąga się do lotnictwa… i ląduje przy obieraniu ziemniaków. Ale „w armii nie jest strasznie, ani źle, jest lepiej niż bywało w dawne dnie…”

Lotnicy (Sky Trooper)
reżyseria: Jack King; scenariusz:Carl Barks, Jack Hannah; muzyka: Frank Churchill; animacja: Paul Allen, Bill Herwig; głosy: Clarence Nash (kaczor Donald), Billy Bletcher (sierż. Pete); produkcja: Walt Disney, USA, 6.11.1942
czas: 7’12”
Kaczor Donald nadal chce być lotnikiem; jego strach przed przestrzenią powoduje całą serię nieszczęśliwych zdarzeń – ze zbombardowaniem kwatery generała włącznie.

Twarz Wodza (Der Fuehrer’s Face)
rezyseria: Jack Kinney; scenariusz: Joe Grant, Dick Huemer; muzyka: Oliver Wallace; animacja: Bob Carlson, Don DaGradi; głosy: Clarence Nash (kaczor Donald); produkcja: Walt Disney, USA, 1.1.1943
Oscar 1943 dla najlepszego krótkiego filmu animowanego
czas: 7’54”
Najgłośniejszy z wojennych filmów Disney’a: kaczor Donald jest robotnikiem z Świrlandzie (Nutziland), będącym satyrą na hitlerowskie Niemcy. Kiedy koszmar okaże się snem, wypowie słynne słowa: „Jak dobrze być obywatelem USA”.

Obrona cywilna (Home Defense)
reżyseria: Jack King; scenariusz: Carl Barks, Jack Hannah; muzyka: Paul J. Smith; animacja: Paul Allen, Hal King; głosy: Clarence Nash (kaczor Donald i trzech jego siostrzeńców); produkcja: Walt Disney, USA, 26.11.1943
czas: 7’43”
Kaczor Donald i jego siostrzeńcy są załogą stacji nasłuchowo-artyleryjskiej strzegącej wybrzeża USA przed atakiem wrogiej floty.

Kaczyktatorzy (The Ducktators)
reżyseria: Norman McCabe; scenariusz: Melvin Millar; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: John Carey, David Hilberman; głosy: Mel Blanc (kaczy Hitler, kaczy Hirohito, Gołąbek Pokoju, zając Zwariowany Jerry) Michael Maltese (gąsior Mussolini), John McLeish (narrator); produkcja: Leon Schlesinger, USA, 1.08.1942
czas: 7’42”
Chyba najbardziej zjadliwy z wojennej serii „Looney Tunes”: karykatury Hitlera, Mussoliniego i Hirohito zgodne z wojenną retoryką – ale całość kończy się wezwaniem do kupowania bonów i znaczków amerykańskiej pożyczki wojennej. Bezpośrednio po wojnie wycofany z dystrybucji jako „zbyt agresywny wobec przegranych”.

Wychowanie dla śmierci (Education for Death)
reżyseria: Clyde Geronimi; scenariusz: Gregor Ziemer, Joe Grant; muzyka: Richard Wagner; animacja: Milt Kahl, Ward Kimball, Bill Tytla, Herbert Ryman; głosy: Art Smith (narrator), Adolf Hitler (nagrania archiwalne); produkcja: Walt Disney, USA, 15.01.1943 czas: 10’08”
Jedyny poważny film propagandy antynazistowskiej jaki wyszedł ze studia Disney’a. Skrótowo pokazujący „pranie mózgu” dokonywane przez nazistów na dzieciach i młodzieży. Wycofany przez Walta Disney’a z dystrybucji bezpośrednio po wojnie i niepublikowany aż do roku 2004; odbiega nastrojem od całej pozostałej animowanej propagandy amerykańskiej na tyle, że stanowi całkowicie osobne zjawisko. Zrealizowany przez najstarszych animatorów studia – tych, którzy pracowali m.in. przy „Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach”.

Herr spotyka zająca (Herr Meets Hare)
reżyseria: Friz Freleng; scenariusz: Michael Maltese; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: Gerry Chiniquy, Jack Bradbury; głosy: Mel Blanc (królik Bugs, Gőring, Hitler); produkcja: Edward Selzer, USA, 13.01.1945
czas: 7’13”
Z serii „Merrie Melodies”. Jeden z nielicznych propagandowych filmów animowanych, którego bohaterem jest nie Hitler, a Gőring. Królik Bugs wypowiada tu jedną z najsłynniejszych kwestii; kiedy wychodzi spod ziemi w niemieckim Schwarzwaldzie, mówi: „czułem, że trzeba było skręcić w lewo za Albuquerque”.

Oblatany Daffy (Plane Daffy)
reżyseria: Frank Tashlin; scenariusz: Warren Foster; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: Cal Dalton, Arthur Davis, Izzy Ellis; głosy: Mel Blanc (kaczor Daffy, gołąb 13, Hitler, Gőring, Goebbels), Robert C. Bruce (narrator), Sara Berner (Hatta Mari); produkcja: Edward Selzer, USA, 16.09.1944
czas: 7’17”
Seria „Looney Tunes”: zwariowany kaczor Daffy rozwiązuje zagadkę znikania gołębi przenoszących tajemnice wojskowe i – przy okazji – powoduje samobójstwo Gőringa i Goebbelsa. Jedna z najzabawniejszych parodii wojennych filmów szpiegowskich.

Rosyjska rapsodia (Russian Rhapsody)
reżyseria: Robert Clampett; scenariusz: Lou Lilly; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: Rod Scribner; głosy: Mel Blanc (Hitler, wszystkie gremliny), Robert C. Bruce (spiker radiowy); produkcja: Leon Schlesinger, USA, 20.05.1944
czas: 7’01”
Z warnerowskiej serii „Merry Melodies: nad Moskwą znikają niemieckie samoloty. Zagadkę osobiście chce zbadać Hitler. Winnymi okazują się być gremliny – powietrzne duszki z Kremla, niszczące wrogie lotnictwo. Dodatkową atrakcją było sportretowanie w twarzach gremlinów prominentów studia animacji braci Warner: Leona Schlesingera, Mela Blanca, Michaela Maltese Roda Scribnera i Fritza Frelenga.

Marynarz Popeye – Potężna marynarka (Popeye the Sailor – Mighty Navy)
reżyseria: Dave Fleischer; scenariusz: Bill Turner, Tedd Pierce; muzyka: Sammy Timberg; animacja: Seymour Kneitel, Abner Matthews; głosy: Jack Mercer (Popeye), Tedd Pierce (kapitan); produkcja: Max Fleischer, USA, 14.10.1941
czas: 6’59”
Główny rywal Disney’a również wysłał swego “silnego szpinakiem” bohatera na wojnę; tym razem Popeye udowadnia, że nawet rekruci marynarki są w stanie pokonać wrogą flotę.

Marynarz Popeye – Szpinak dla Brytanii (Popeye the Sailor – Spinach fer Britain)
reżyseria: Izzy Sparber; scenariusz: Carl Meyer; muzyka: Winston Sharples, Sammy Timberg; animacja: Abner Kneitel, James Tyer; głosy: Jack Mercer (Popeye); produkcja: Famous Studios, USA, 22.01.1943
czas: 6’15”
Popeye przewozi przez Atlantyk ładunek szpinaku; zostaje wielokrotnie storpedowany przez U-boota – ale pokonuje przeciwności i dowozi szpinak na Downing Street.

Szeregowy Snafu – Szpiedzy (Private Snafu: Spies)
reżyseria: Chuck Jones; scenariusz: Phil Eastman, Dr. Seuss; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: Ken Harris, Phil Monroe; głosy: Mel Blanc (szeregowy Snafu, Adolf Hitler, szpiedzy); produkcja: Warner Bros., USA, sierpień 1943
czas: 3’43”
Seria o szeregowym Snafu była przeznaczona do użytku wyłącznie wewnątrzwojskowego na zamówienie armii amerykańskiej; nazwisko bohatera to skrót od pierwszych liter słów „Situation Normal, All Fouled Up” (sytuacja normalna, wszystko spieprzone); celem serii było uświadamianie żołnierzom czego nie wolno robić. W filmie „Szpiedzy” chodzi oczywiście o trzymanie języka za zębami…

Szeregowy Snafu – Nieprzyjazna wyspa (Private Snafu: No Buddy Atoll)
reżyseria: Chuck Jones; scenariusz: Phil Eastman, Dr. Seuss; muzyka: Carl W. Stalling; animacja: Ken Harris, Phil Monroe; głosy: Mel Blanc (szeregowy Snafu); produkcja: Warner Bros., USA, październik 1945
czas: 4’55”
Szeregowy Snafu dociera na wyspę, na którą chrapkę mają też Japończycy – i pokonuje ich. Pozostałości po wrogach sprzedaje w kiosku z pamiątkami…

Źródło
Opisy filmów zaczerpnięte z materiałów promocyjnych organizatora

*  *  *

Remek Piotrowski

4 Komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA