ŚLEPY MAKS – ŁÓDZKI AL CAPONE

Kokolobolo

Kokolobolo, czyli opowieść o przypadkach Ślepego Maksa i Szai Magnata – Teatr Nowy w Łodzi (afisz)

Jest coś niesłychanie symbolicznego w tym, że obok grobu największego łódzkiego fabrykanta, króla bawełny Izraela Poznańskiego znajduje się grób innego króla miasta włókniarzy – Menachema Bornsztajna, władcy przedwojennego półświatka, „Ojca chrzestnego” żydowskich Bałut; przez jednych nazywanego zwykłym opryszkiem, przez innych łódzkim „Robin Hoodem”.

Pamięć o jednej z najbarwniejszych łódzkich postaci pierwszej połowy XX wieku utrwaliły liczne piosenki, książki (zwłaszcza kultowa w pewnym sensie „Ballada o Ślepym Maksie” autorstwa Arnolda Mostowicza), artykuły prasowe, na podstawie których powstał przedstawiony tu zapis historii, a nawet film telewizyjny, sztuka teatralna (można ją obejrzeć w Teatrze Nowym w Łodzi) i popularna gra miejska.

Kim był człowiek, na dźwięk imienia którego drżała niemal cała Łódź? Skąd się wziął, jak działał, co nim kierowało i czym zasłużył sobie na nieśmiertelną sławę? Dzięki wielu interesującym i rzetelnym opracowaniom znawców tematu jesteśmy dziś w stanie opowiedzieć historię łódzkiego Ala Capone.

– Narodziny Ślepego Maksa –

Urodzony w 1890 roku Menachem Bornsztajn w wieku dziesięciu lat przeprowadził się wraz z rodziną z Łęczycy do Łodzi – wówczas 300-tysięcznego, słynącego z przemysłu włókienniczego miasta. Pewnego dnia Benjamin Bornsztajn, ojciec Menachema, trudniący się ostrzeniem noży na ulicy, wpadł pod wóz Arona Goldberga, syna miejscowego bogacza, który w złości i w asyście stójkowego pobił mężczyznę, a nieszczęśnik w skutek odniesionych ran wkrótce zmarł. Rodzina bezskutecznie starała się dojść sprawiedliwości w sądzie, a przyszły król przestępców po raz pierwszy w życiu przekonał się, że wygrywa nie ten, po stronie którego jest racja, ale ten który ma za sobą siłę i protekcję. Ta lekcja ukształtuje Bornsztajna już na zawsze.

Wkrótce współwinny śmierci starego Bornsztajna – stójkowy, w obawie przed chłopcem rozgłaszającym wszem i wobec o winnych tragedii swojego ojca, zaczaja się na niego w jednej z ciemnych, łódzkich bram chcąc siłą wymóc na młokosie milczenie. Dochodzi do bójki podczas której chłopak zostaje poważnie ranny w oko. W sukurs Menachemowi przychodzi jego kolega Staszek Poneta, który dźga stójkowego nożem, po czym nasz bohater podnosi rewolwer stróża prawa i wyrównuje rachunki. Stójkowy ginie w skutek śmiertelnego postrzału, a jego zabójca uchodzi kary – nikt bowiem nie wierzy, że ten wyrostek o twarzy pacholęcia byłby w stanie odebrać drugiemu człowiekowi życie. W przyszłości odbierze ich jeszcze wiele, a zajęte bielmem oko przysporzy mu przydomka „Ślepy Maks”.

Ballada książka Ślepy Maks– Oko za oko. Życie za życie –

Na północ od Nowego Rynku zaczynały się rejony zwane ściekiem Łodzi. Tutaj, niczym w starych opowieściach z odległych krain, istniało miasto złodziei, gwałcicieli, opryszków, morderców i ludzi w przeważającej większości bardzo ubogich. Wśród tego morza biedy i nieszczęścia kiełkowała rozmaitych rodzajów zbrodnia i właśnie tutaj odnalazł się młody Bornsztajn, który choć aż do drugiej połowy lat ’40 był analfabetą, to jednak w Łodzi studiował z pasją na jednym z najsłynniejszych w Polsce uniwersytetów – uniwersytecie złodziejskim. Młody Menachem ukończył go z wyróżnieniem.

Biografowie żydowskiego władcy łódzkiego półświatka przy każdej okazji wspominają o słynnej marynarce z dzwoneczkami, zawieszonej na manekinie, na której Ślepy Maks ćwiczył w domu złodziejski fach. Oczywiście chodziło o to, aby wyjąć z kieszeni portfel, nie poruszając dzwonków – nasz bohater opanował tę sztukę do perfekcji i zapewne zostałby wyłącznie „utalentowanym” złodziejem, gdyby na swej drodze spotkał Księdza Natana, który w przeszłości przywdziewał zakonny habit, ale potem zszedł na drogę występku. Ta postać ukształtowała mentalnie Bornsztajna, który od tej pory zadawalał się polowaniem wyłącznie na grubego zwierza. Bo jeśli ryzykować życie, to tylko w grze o najwyższą stawkę.

Podczas I wojny światowej w okolicach Dworca Fabrycznego setki wagonów towarowych załadowanych żywnością przeznaczoną dla broniących frontu wschodniego pruskich pułków, czekało na transport. Przewodzący szajce Ślepy Maks (do grupy należeli Fajwel, Szmul, Poneta i Szaja) dogadali się z trzema polskimi kolejarzami, którzy pomagali Żydom nie tylko dla korzyści materialnych, ale i z pobudek patriotycznych. Z transportów znikały, jak kamfora, tony cukru, węgla, żywności i ubrań.

Podczas jednej z takich „eskapad” złodziei przyłapali na gorącym uczynku uzbrojeni po zęby niemieccy żandarmi. Wywiązała się strzelanina, z której Ślepy Maks i jego kompani cudem uszli z życiem. Nikt nie miał wątpliwości, że za wpadką stoi zdrada. Wkrótce okazało się, że Bornsztajna „sypnął” Aron Goldberg – ten sam, który odpowiadał za śmierć jego ojca. W tym momencie należy wspomnieć, że niektórzy badacze uważają, że za zdradą ba Dworcu Fabrycznym stał Franek Zielonka zwany Królem Chojen, którego składy towarów na ulicy Rzgowskiej Ślepy Maks puścił potem z dymem.

Tak, czy owak wydawało się, że za wszystkie krzywdy, które Aron Goldberg zdążył wyrządzić coraz popularniejszemu w mieście złodziejowi z Bałut, syna bogacza czekać może tylko jedna kara – śmierć. Bornsztajn wykazał się w tym przypadku niezwykłym jednak, jak na człowieka swego pokroju, wyrachowaniem – przekonał bowiem największego wroga, by pozwolił mu… ożenić się z jego córką Gołdą. Choć potajemnie kochał inną kobietę, zrozumiał, że tylko w ten sposób zyskać może najwięcej.
Ślepy Maks nie był bohaterem romantycznym. Był inteligentnym, niezwykle przebiegłym i wyrachowanym, choć nie pozbawionym pewnego uroku przestępcą i to w ten sposób należy go postrzegać.

Wesele Maksa Bornsztajna i Gołdy Goldberg odbyło się w cieszącym się złą sławą zajeździe Icchaka Berła Kacenelenbogena przy ulicy Aleksandryjskiej (dziś Bojowników Getta Warszawskiego). Była już późna noc, gdy pan młody spoglądał z wysokości pierwszego piętra, jak do resztek z pańskich stołów dobiera się bałucka biedota. Dziennikarka Joanna Podolska, współautorka świetnego artykułu pod tytułem „Legenda Ślepego Maksa – herszta i łódzkiego Janosika” pisze, że: Bornsztajn patrzył na motłoch bijący się o każdy kawałek z fascynującą pomieszaną z obrzydzeniem.” Był człowiekiem inteligentnym, rozumiał mechanizmy rządzące łódzką ulicą, jednocześnie pamiętał z jakiej klasy społecznej pochodzi sam.

Gdy Aram Goldberg postanowił przepędzić rzeczony tłum, wówczas jeden z przyjaciół Ślepego Maska dźgnął ojca panny młodej nożem, co zdaniem badaczy tej historii nie było wcale dziełem przypadku, ani tragicznym incydentem wywołanym w pijanym amoku. Dość powiedzieć, że ogromny majątek Goldeberga po śmierci ojca dziedziczyła jedyna córka – de facto więc pieniądze wpadły w ręce Bornsztajna. Teraz Ślepy Maks stał się nie tylko sławnym przestępcą. Był sławnym przestępcą z kasą.

– Nietykalny –

W 1928 r. powstało w Łodzi żydowskie stowarzyszenie Ezras Achim („Bratnia Pomoc”), mające w założeniu pełnić funkcję organizacji charytatywnej, pomagającej bałuckiej biedocie. To właśnie przy tym stowarzyszeniu powołano wkrótce sąd polubowny, zwany dintojrą (z hebrajskiego: sąd rabinacki). Był to rodzaj sądu orzekającego w sprawach cywilnych wyroki, od których nie było odwołania, a które de facto służyły do wyrównywania rachunków w bałuckim półświatku. Jednym z czołowych postaci Dintojry stał się zyskujący coraz większe wpływy Ślepy Maks.

Jedną z najsłynniejszych historii związanych z niesławnym sądem kapturowym, była historia Feliksa Świtały zwanego Trupią Główką. Ten rzezimieszek napadał na bogatych łodzian, okradał ich, a nierzadko i torturował. Choć Świtała był ostrzegany przez wysłanników dintojry, którzy tłumaczyli mu, że „szanującemu się bandycie” nie przystoi taki sadyzm, Trupia Główka zupełnie ich ignorował. Wkrótce, wyrokiem dintojry, człowiek ten został zlikwidowany.

W Dintojrze wnet doszło do walki o wpływy i konfliktu między Ślepym Maksem a znanym sutenerem i paserem Srulem Kalmą Balbermanem, który „psuł rynek” wykonując wyroki za mniejszą, niż inni opłatą. Kolejny raz Bornsztajn udowodnił, że nie jest tępym opryszkiem, a przebiegłym graczem, który potrafi znakomicie korzystać z coraz gęstszej sieci znajomości. Ponoć to dzięki przeciekowi Ślepego Maksa, łódzki „Express” opublikował artykuł demaskujący przestępczą działalność całej organizacji, na czele której miał zdaniem dziennika stać właśnie Balberman.

19 września 1929 roku w piwiarni Icka Leipcigera na roku ulic Pomorskiej i Wschodniej doszło do pojedynku pomiędzy dwoma czołowymi postaciami Dintojry. Zwycięsko wyszedł z niego Bornsztajn, który zastrzelił przeciwnika, ale podczas ucieczki został złapany w okolicach Placu Wolności przez policję. Jakież musiało być zdziwienie opinii publicznej w Łodzi, gdy podczas procesu sąd uniewinnił zabójcę orzekając, że śmierć Balbermana to skutek koniecznej obrony własnej.
Menachem Bornsztajn zyskał w mieście włókniarzy status nietykalnego.

– Robin Hood z Bałut –

Przy ulicy Sienkiewicza 9, w mieszkaniu państwa Borsztajnów, w styczniu 1931 roku wieku powstało Biuro Próśb i Podań „Obrona”. To tutaj narodziła się legenda łódzkiego Robin Hooda, czy też jak pisał międzywojenny dziennikarz Jakub Gordon – Janosika z Bałut.

Do biura mógł zgłosić się każdy, kto miał trochę pieniędzy i pragnął dochodzić swych, nie zawsze jednoznacznie rozumianych praw. W tym czasie Ślepy Maks cieszył się w łódzkim środowisku – tym zamożnym oraz tym szemranym – tak wielką estymą, że potrafił ponoć załatwić każdą sprawę, choć jak nie trudno przypuszczać mniej interesowała go sprawiedliwość, a bardziej waga trzosa ofiarowanego przez „klienta”.

Biuro „Obrona” zyskało wśród żydowskiej biedoty miano ostatniej deski ratunku, bo zgłaszali się do niego wszyscy oszukani przez kanciarzy, naciągaczy, złodziei i łowców posagu. Jak pisze Wiesław Pierzchała w ciekawym artykule „Jestem Maks. Ślepy Maks” zamieszczonym w „Dzienniku Łódzkim”:
„Za symboliczną opłatą mogli liczyć na pomoc specjalnego patrolu interwencyjnego. Składał się on z kilku potężnie zbudowanych fachowców, którzy uzbrojeni w takie atrybuty urzędnicze, jak noże, kastety i pistolety, wyruszali na pomoc pokrzywdzonym.”

Gdy klientami były „grubsze ryby” niejednokrotnie zdarzało się, że Biuro przyjmowało wynagrodzenie od obu stron konfliktu, a egzekwowało „prawo” na tym, który dał mniej. Oczywiście należy pamiętać, że Ślepy Maks pomagał również ludziom biedniejszym, a jego prestiż i sławę zwiększały słynne przypadki – to dzięki Borsztajnowi światowej sławy skrzypek Bronisław Huberman w ciągu zaledwie jednej doby odzyskał skradzione, bezcenne skrzypce Stradivariusa, do rąk generała Wieniawy-Długoszewskiego wrócił drogi koc z wielbłądziej skóry, a słynna na Bałutach położna Stanisława Leszczyńska (jej proces beatyfikacyjny trwa) odzyskała torbę z narzędziami do porodu.

Ślepy Maks stał się królem podziemnej Łodzi. Bywał w najpopularniejszych łódzkich restauracjach, knajpach i teatrach, spotykał najznamienitsze postaci ówczesnej Łodzi, ponoć kibicował Łódzkiemu Klubowi Sportowemu.
Jak to jednak zwykle bywa w historiach skrojonych na mafijną modłę, jego wszechpotężne panowanie musiało mieć swój kres.

– Koniec króla –

Sława Bornsztajna zaczęła z czasem ciążyć szefom łódzkiej policji i kilku wpływowym postaciom łódzkiej „elity”. Dziesiątki listów obciążających Ślepego Maska wywołało lawinę zarzutów, a koniec końców przyczyniło się do rzeczy wydawałoby się niemożliwej – uwięzienia króla Dintojry. Jego proces rozpoczął się 6 maja 1935 roku w łódzkim sądzie okręgowym przy placu Dąbrowskiego.

W artykule autorstwa Joanny Podolskiej, na który stale się w niniejszym tekście powołujemy, czytamy m.in.:
„Akt oskarżenia liczył 59 stron, a akta śledztwa – 1100 stron. Powołano 150 świadków, wśród nich policjantów, klientów biura, ofiary i pracowników Maksa. Wśród publiczności siedziały „prostytutki, sutenerzy, apasze z Bałut i Chojen, złodzieje i paserzy, pijanice i oprychy, i tandetni eleganci, których dłoni nigdy praca nie splamiła”.”

Proces wywołał sensację nie tylko ze względu na postać oskarżonego, ale i na jego wyznanie. 12 maja 1935 roku Bornsztajn wyjawił, że był konfidentem na usługach łódzkiej policji. Wyszło również na jaw, że bałucki gangster współpracował z inspektorem Alfredem Noskiem, których razem często można było spotkać w popularnych łódzkich knajpach, zwłaszcza w „Tivoli” na Piotrkowskiej. Ślepy Maks wydawał Noskowi „płotki” podziemnej przestępczej Łodzi, w zamian za ochronę organów ścigania i przymykanie oka na niejednoznaczną działalność.

Wobec niezbitych dowodów obaj trafili do więzienia. Władca podziemnej Łodzi został skazany na trzy i pół roku więzienia i na wolność wyszedł dopiero wiosną 1939 roku, gdy nad Polską gromadziły się już czarne chmury idące od strony hitlerowskich Niemiec.

W przytaczanej przez Joannę Podolską relacji z„Gońca Częstochowskiego” czytamy m.in.: „Łódź. Dalszy ciąg procesu Maksa Borensteina uwypuklił rolę tego przywódcy świata podziemnego w Łodzi. Z zeznań świadków okazuje się, że Ślepy Maks wraz ze swymi podwładnymi szantażował, wymuszał, sądził, groził, a nawet bił opornych kupców. Wyroki jego były respektowane przez kupców, właścicieli domów i drobnych przemysłowców. Kojarzył on nawet albo rozwodził małżeństwa. Nawet świadkowie, którzy świadczą teraz w sądzie przeciwko niemu, czynią to z widocznym lękiem”.

(Na zdjęciu: Jedyna zachowana fotografia Ślepego Maksa zrobiona po wojnie)

– Nie chciał zostać obywatelem ZSRR –

Żydzi Polscy do wybuchu wojny nie przyjmowali do wiadomości faktu niemieckiej polityki w kwestii żydowskiej i to pomimo „plotek” dochodzących do Polski z III Rzeszy. Tym bardziej imponować powinna intuicja Menachema, który przewidując przyszłe represje postanowił uciekać do Związku Radzieckiego i zbiegł do Łucka na Wołyniu. Ponieważ jednak nie zamierzał zostawać obywatelem ZSRR, co również w jakimś stopniu pokazuje charakter tego człowieka, trafił stamtąd, wraz z tysiącami Polaków, do kazachstańskiego gułagu. Zdołał przeżyć.

W „Litzmannstädter Zeitung”, gazecie która za czasów okupacji ukazywała się w Łodzi w języku niemieckim, w 1943 roku opublikowano obszerny artykuł o Ślepym Maksie. Według autora tamtego tekstu Bornsztajn miał zginąć jeszcze przed wojną z rąk polskich policjantów. Okazało się to kłamstwem. Do kraju i swojej Łodzi przedwojenny król podziemia powrócił w 1946 roku, jednak jak czytamy w artykule Rafała Geremka, autora książki „Ziemia zwana obiecaną. Opowieści o żydowskiej Łodzi”, opublikowanym w magazynie „Focus Historia”: „Swojej pozycji już nie odbudował, bo nie było Żydów, którymi mógłby rządzić. Poza tym w totalitarnym państwie takiej władzy, jaką miał gangster przed 1939 r., nikt po wojnie nie tolerował.”

– Współpracował z bezpieką? –

Powojenne losy Menachema Bornsztajna obfitują w wiele niejasności i plotek, które stworzyły mitów. Najciekawszy z nich mówi o rzekomej współpracy Ślepego Maksa z Urzędem Bezpieczeństwa. Wedle tej wersji były król łódzkiego „unterweltu” miał się parać donosicielstwem w Nadzwyczajnej Komisji do Walki ze Spekulacją, ale w archiwach IPN-u brak jest jego teczki, choć świadkowie przysięgają, że Bornsztajn był nieustannie nachodzony przez funkcjonariuszy SB.

Po wojnie zatrudnił się, jako portier w zakładach odzieżowych, ale ponoć była to tylko przykrywka, bo żył do końca swoich dni dostatnio, mieszkając na pierwszym piętrze kamienicy mieszczącej się przy ulicy Gdańskiej 26, dzięki zakopanym jeszcze przed wojną dolarom i kosztownościom. Na dwa lata przed śmiercią ożenił się z młodszą o 42 lata Alicją, która ponoć nadal opiekuje się jego skromnym grobem. Ślepy Maks – król podziemnej Łodzi zmarł 18 maja 1960 roku. Jego grób znajduje się na cmentarzu żydowskim na Bałutach, naprzeciwko mauzoleum Izraela Poznańskiego.

– Co wam bajka powie… –

Najbarwniejsza być może postać przedwojennej Łodzi i zarazem jeden z najciekawszych przestępczych indywiduów II Rzeczpospolitej do dziś budzi wiele kontrowersji.

Analfabeta, który sprytem przewyższał niejednego inteligenta, a umiejętności opowiadania mógł mu pozazdrościć niejeden dziennikarz, czy literat. Wychowany na ulicy złodziei, któremu zdarzało się bezinteresownie pomagać biednym. Morderca i donosiciel, który zdaniem wielu uczciwych Żydów przyniósł wstyd całej łódzkiej społeczności wyznania mojżeszowego. Wreszcie łódzki Al Capone, który tak jak jego potężniejszy i słynniejszy chicagowski odpowiednik, choć był źródłem wielkiego zła, swoimi fascynującymi losami i gorącym sercem stworzył wielką legendę – legendę, którą warto poznać. Należy jedynie pamiętać, że wyjawia się z niej nie romantyczny bohater, a ktoś zupełnie inny.

„Słuchajcie Żydzi, co wam bajka opowie, kamienicznik Lewkowicz od Maksa dostał po głowie”…


Źródła:
– Rafał Geremek, Dintojra to ja w: Focus Historia (marzec 2011 r.)
– Joanna Podolska, Joanna Blewąska, Legenda Ślepego Maksa – herszta i łódzkiego Janosika w: Gazeta.pl
– Wiesław Pierzchała, Jestem Maks. Ślepy Maks w: Dziennik Łódzki (z 20 listopada 2011 r.)
– Materiały Anety Markowskiej (za artykułem Joanny Podolskiej)
– Arnold Mostowicz, Ballada o Ślepym Maksie, Biblioteka „Tygla Kultury”, Łódź 1998
Fot: okładka książki „Legenda o Ślepym Maksie” / plakat spektaklu „Kokolobolo, czyli opowieść o przypadkach Ślepego Maksa i Szai Magnata”

* * *

Post scriptum

Artykuł o Ślepym Maksie napisałem pod wpływem legendy, która stworzyła wizerunek bałuckiego Janosika. Dopiero wiele miesięcy później, pracując nad książką „Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone” dowiedziałem się, że zarówno ja, jak i wielu innych badaczy dało się uwieść pięknej, z pewnością nie pozbawionej elementów prawdziwych, ale mocno „podkoloryzowanej” bajce.  Zachęcam więc do sięgnięcia po książkę.

Remek Piotrowski

Reklamy

7 Komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, PORTRETY

7 responses to “ŚLEPY MAKS – ŁÓDZKI AL CAPONE

  1. Pingback: Dlaczego na blogu zrobiło się cicho… | TROPY HISTORII

  2. aleksandra

    Kokolobolo, czyli opowieść o przypadkach Ślepego Maksa i Szai Magnata – to spektakl ,na którym byłam w lutym 2013.Przedstawienie pokazuje w przeswietny sposób przedwojenny klimat żydowskich Bałut.Oczywiście wszystko się dzieje w knajpie na ul.Zgierskiej.Wspaniale pokazane jest wesele ślepego Maksa z Gołdą.To majstersztyk.Publiczność uczestniczy w spektaklu w dosłownym tego słowa znaczeniu,częstowana jest kiszonymi ogorkami i kieliszeczkiem „siwuchy „przez aktorów.Jestem pod wielkim wrażeniem tego przedstawienia, ktore wywołało równiez we mnie niesamowitą nostalgie.Przeciez przez tyle lat pracowałam na Zgierskie2,szłam tą ulica do pracy,mijałam bramy kamienic, w ktorych naprawde to wszystko się działo.Polecam gorąco.Aleksandra

  3. arcyciekawa postać i świetny tekst!

  4. molcia

    „a słynna na Bałutach położna Stanisława Leszczyńska (jej proces beatyfikacyjny trwa) odzyskała torbę z narzędziami do połogu”
    narzędzia chyba do porodu, nie połogu, podczas połogu nie używa się prawie nigdy żadnych narzędzi

  5. Tygrys

    Al Capone był królem Chicago.. Rothstein i później Luciano rządzili nowym jorkiem

  6. AW

    „a zajęte bielmem oko przysporzy mu przydomek Ślepy Maks.” Przysporzy mu „czego?” a nie przysporzy mu „co?”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s