POETA Z GŁOWĄ NA KARABINIE

Baczyński 1Gdy słynny historyk literatury Stanisław Pigoń dowiedział się, że Krzysztof Kamil Baczyński wstąpił w lipcu 1943 roku do dywersyjnego oddziału Armii Krajowej, powiedział Kazimierzowi Wyce: „Cóż, należymy do narodu, którego losem jest strzelać do wroga brylantami”.

Nad biografią Baczyńskiego pochylano się kilkukrotnie wyjmując przy tym na światło dzienne wiele fascynujących i mało znanych faktów z życia najwybitniejszego, zdaniem wielu historyków literatury, poety czasu okupacji. Choć autor niniejszego tekstu ukończył studia filologiczne, nie posiadł niestety umiejętności wprawnego analizowania dzieła literackiego.

Jeśli więc napiszę, że Baczyński został najważniejszym dla mnie (w latach szkolnych mawiałem „ulubionym”) polskim twórcą liryki, nie mam na myśli wyłącznie kryterium stricte estetycznego. Myślę przede wszystkim o ogromnym ładunku emocjonalno-mentalnym, który poeta przekazał po pierwsze – za pośrednictwem swojej wyjątkowej twórczości, po drugie – poprzez świadectwo własnego życia i to nawet wówczas, gdy sprowadza się ono dla nas do formy suchego biogramu i relacji z tzw. drugiej ręki.

Baczyński to wyobraźnia, to fascynacja formą i treścią świata, to pasja miłości nie zdewaluowanej współczesnym kiczem, to wreszcie niezwykła historia zwykłego człowieka o nieprawdopodobnych umiejętnościach i wrażliwej duszy.

– … w chmury się wbić w koronach drzew… –

Czymże mógł nasiąknąć urodzony 21 stycznia 1921 roku w Warszawie Krzysztof Kamil, skoro jego ojciec był żołnierzem Legionów Polskich, oficerem Wojska Polskiego, krytykiem literackim i dziennikarzem, a matka nauczycielką i autorką szkolnych podręczników? Czymże mógł nasiąknąć młody Krzysztof Kamil, skoro ukończył słynne Gimnazjum im. Stefana Batorego (choć ze słabymi ocenami, bo do szkoły chadzał rzadko), to samo, do którego uczęszczali „Alek”, „Rudy”, „Zośka” i „Anoda”, czyli bohaterowie spod Arsenału.

Fenomen Baczyńskiego to składowa dwóch czynników. Pierwszym z nich było środowisko i wychowanie (rodzice, szkoła, słynna 23 Warszawska Drużyna Harcerska „Pomarańczarnia”), drugim natomiast – jego introwertyczny charakter, umiejętność obserwacji i wyczucia rzeczywistości, talent kreacyjny, niesłychana wyobraźnia, wreszcie miłość do literatury, która rozwinęła i uwrażliwiła umysł chorowitego oryginała.

Oczywiście (wybaczcie mało wyszukaną metaforę) każdy kij ma dwa końce. Wrażliwy chłopak o charakterze indywidualisty nie miał wielu kolegów, nie wspominając nawet o bliskich przyjaciołach. Szybki rozwój emocjonalno-uczuciowy spowodował, że Baczyńskiemu bardzo trudno było znaleźć wspólny język z rówieśnikami. Wśród wspomnień o poecie znajdziemy więc i takie (E.Dusza), które mówią o tym, że kilkunastoletni chłopak o niepospolitym umyśle i takim talencie był wręcz nielubiany i to zarówno przez kolegów, jak i nauczycieli.

Dziś rano cały świat kupiłem
Gwiazdy i słońce, morze, las
I serca, lądy i rzek żyły
Ciebie i siebie, przestrzeń, czas
(fragm. wiersza „Pieśń o Szczęściu”)

Pozorne – bujanie w obłokach, a de facto – zadawanie trudnych, a zarazem wielce niewygodnych pytań, na przykład na temat przeznaczenia własnego pokolenia (daleko wówczas było do określenia ich Kolumbami), w które, co wydać się może dziś niesłychanie mało prawdopodobne, była jego zdaniem wpisana zagłada i to niekoniecznie w dosłownym znaczeniu tego słowa, nie przysparzało mu sympatii. Zapewne traktowano go, jako wyniosłego dziwaka, który brak tężyzny fizycznej nadrabiał pseudointelektualną, w mniemaniu rówieśników, gadaniną.
Prawda była jednak taka, że Baczyński cierpiał ze względu na dojrzałość intelektualną, umiejętność zaobserwowania niewidzialnych dla kolegów elementów świata i niepospolitą wyobraźnię. Cierpiał na to, na co cierpi każdy geniusz wyprzedzający swą epokę.

– … Nas nauczono… –

Niezwykłe, a z drugiej strony szalenie symptomatyczne dla ludzi w jego pokolenia, okazało się odnajdowanie przez Baczyńskiego własnej drogi wśród okupacyjnej pożogi. Ten przewrażliwiony na punkcie sztuki i natury świata człowiek, porzucił studia polonistyczne, po to, aby służyć krajowi i niewiele, jak się zdaje, jest w tym pomnikowej pompatyczności, którą tak chętnie krytykują powierzchownie analizujący problem współcześni znawcy historii, sztuki i kultury masowej.

Nas nauczono. Nie ma litości.
Po nocach śni się brat, który zginął,
któremu oczy żywcem wykłuto,
którem kości kijem złamano;
i drąży ciężko bolesne dłuto,
nadyma oczy jak bąble – krew.
(fragm. wiersza „Pokolenie”)

W lipcu 1943 roku Baczyński wstąpił do Armii Krajowej (sekcyjny w II plutonie „Alek” 2. kompanii „Rudy”, słynnego batalionu „Zośka”). Odtąd „Krzysztof”, „Zieliński” (pod takimi pseudonimami figurował w AK) był jednym z tysiąca trybików podziemnego państwa polskiego – w swym mieszkaniu w skrytce na broń trzymał Thompsona, dwa Steny, MP 40, granaty, materiały minerskie, podręczniki, mapy oraz prasę konspiracyjną. Należy przy tym pamiętać, że pochodzenie Baczyńskiego (jego matka była z pochodzenia Żydówką, a możliwe, że i w żyłach ojca płynęła żydowska krew) w przypadku odkrycia, skazywało go na wyrok śmierci.

Książka 2– … Ziemio krwią i ogniem płynąca… –

Jak napisał w swoim artykule Józef Lewandowski, choć „Baczyński uważał się za Polaka, był Polakiem, kim by nie byli jego rodzice i dziadkowie” i choć „funkcjonował” w polskiej kulturze, to jednak na kwestię antyżydowskich wystąpień okazywał się niezwykle czuły i to już od najmłodszych lat. Do legendy przeszła bójka w szkolnej klasie, która miała miejsce w roku 1935 roku, podczas lekcji matematyki, gdy odpowiadający przed nauczycielem Ryszard Bychowski został nazwany „Żydem”, skutkiem czego wywiązała się krwawa bójka, w której Baczyński wraz z czterema kompanami bronił honoru kolegi przed trzydziestoosobową grupą „prześladowców”.

W „Kronice życia i twórczości Krzysztofa Baczyńskiego” Zbigniew Wasilewski wyjaśnia kwestie narodowościowe poety: „rodzina Baczyńskich pochodzi z drobnej szlachty podkarpackiej a jej herb Sas świadczy o dawnych związkach genetycznych z osadnictwem saksońskim i wołoskim rodem Dragów-Sasów. (…) Rodzina Zieleńczyków, pochodzenia żydowskiego, całkowicie spolonizowała się w wieku XIX i należała do światłej inteligencji warszawskiej”(s. 19)

Ważny w tej sprawie jest również kontekst wykraczający poza kwestię samej tożsamości, czy pobudek etyczno-moralnych, choć i one w przypadku Baczyńskiego odgrywała istotną rolę. Poeta (znów odwołam się to Józefa Lewandowskiego) doskonale rozumiał wywodzącą się jeszcze od Mickiewicza tradycję polskiej humanistyki i kultury, która w swoim najwartościowszym nurcie wolna była od narodowościowych uprzedzeń. W końcu nie bez znaczenia było także piętno ojca – człowieka o wyraźnie lewicowych poglądach, którymi musiał nasiąknąć za młodu Krzysztof Kamil (był członkiem socjalistycznej organizacji młodzieżowej „Spartakus”).

Trop lewicowy owiany jest w przypadku Baczyńskiego aurą tajemnicy, a choć zaraz po wojnie ślad ten mógł być jeszcze świeży, został zatarty przez nową władzę, wszakże aż do odwilży, dzieła jak i ich twórca (uznawany za czołowego poetę „faszystowskiej” Armii Krajowej) były przez komunistów całkowicie ignorowane. Dopiero po śmierci Stalina niejako z miejsca, stał się Baczyński zjawiskiem w polskiej kulturze nośnym, choć przesadnie eksponowany wątek socjalistyczny („Spartakus”) wypaczał obraz jego biografii.

Niewiele wiemy na temat członkostwa Krzysztofa Kamila w „Spartakusie”, nie znamy również powodów wystąpienia z organizacji. Wielu badaczy podejmujących temat odejścia poety od lewicowych poglądów zwraca uwagę na prosty aspekt polityczny – Baczyński nie mógł być głuchy na pakt Ribbentrop-Mołotow, wkroczenie wojsk sowieckich 17 września, deportacje ludności polskiej i żydowskiej oraz terror sowiecki. Zerwał nawet w związku z tym kontakt z kuzynką mieszkającą na terenach dzisiejszej Białorusi (a przed wojną – II Rzeczpospolitej), której mąż składał dziękczynienie wojskom Stalina za uwolnienie ich spod polskiego „jarzma”.

Bez względu bowiem na osobiste przekonania i światopogląd, miał Baczyński niesłychanie głęboko zakorzenione poczucie obowiązku. Zdaje się, że poeta czuł, iż jest „coś” dłużny zarówno tej ziemi, jak i może przede wszystkim kulturze polskiej, dlatego też w 1943 roku wstąpił nie do Armii Ludowej, a AK, i dlatego też zrezygnował ze studiów i zajął się działalnością konspiracyjną. Wspomniane uczucia wzmagała coraz silniejsza więź z wiarą (niektórzy temu przeczą uważając, że motyw Boga znajdował się w jego twórczości wyłącznie w celu zadowolenia matki) i nęcący Baczyńskiego-poetę mistycyzm.

Gdy ciało się dopali, pozostaną oczy-
gwoździe na wieku z hebanowych chmur.
Wyjdzie dzwonnik – zmarszczony jak jesienna ziemia,
długie nogi wysielców pociągną jak sznur.
(fragm. wiersza „Jesień ’41)

Apolityczności Baczyńskiego, który jak się zdaje po 1943 roku przestał walczyć o Polskę prawej strony lub Polskę lewej strony, a dbał o Polskę wolną po prostu, widoczna jest również w tym, że jego twórczość publikowana była zarówno w lewicowych „Płomieniach”, jak i na kartach „Sztuki i Narodu”, a więc zjawiska w polskiej literaturze o silnie nacjonalistycznej proweniencji (na łamach tego drugiego wydano największe poetyckie dzieło lat okupacji „Wiersze Wybrane” Baczyńskiego vel. Jana Bugaja).

Basia

Barbara Baczyńska z Drapczyńskich

– … wtedy przepłyniesz we mnie… –

Twórczość najwybitniejszego, zdaniem wielu, poety czasu okupacji to nie tylko poezja „ze środka spełniającej się apokalipsy”, zanurzona w katastroficznym pejzażu idących na stracenie młodych ludzi, ale również przepełniona ogromną miłością liryka skierowana do konkretnej osoby. Choć w życiu Baczyńskiego było kilka kobiet, tak naprawdę liczyły się tylko dwie.

Pierwszą z nich była ukochana matka – Stefania, którą syn po śmierci ojca otoczył troskliwą opieką; drugą poznał 1 grudnia 1941 roku w mieszkaniu Emilii i Tadeusza Hiżów. Barbara Drapczyńska, koleżanka z tajnej polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, to dziewczyna, której poezja polska zawdzięcza – zdaniem Kazimierza Wyki – najpiękniejsze erotyki. Krzysztof Kamil i Barbaraba pobrali się już po pół roku znajomości, a uroczystość odbyła się w kościele na Solcu.

Basi…
Nie bój się nocy. To ja nią wiodę ten strumień żywy
przeobrażenia, duchy świecące, zwierząt pochody,
które zaklinam kształtów imieniem.

Ułóż wezbrane oczy w kołysce, ciało na skrzydłach
jasnych demonów, wtedy przepłyniesz we mnie
jak listek opadły w ciepły tygrysi pomruk.
(„Kołysanka”)

Utalentowany poeta swą twórczość dedykował nie tylko ukochanej kobiecie, ale i, o czym pamięta niewielu, również… ukochanym psom, które tak jak matka, darzył wielką czułością. Ukochany foksterier Fred został uwieczniony na fotografii zamieszczonej w tomie wspomnień o poecie („Żołnierz poeta, czasu kurz…”, Kraków 1967), zaś złotobrązowy spaniel Dan został adresatem dedykacji w poświęconym mu popularnym wierszu „Z psem”.

Baczyński 1– … pochylony nad śmiercią… –

Baczyński w czasie wojny strzelał nie tylko poetyckimi strofami, ale i karabinowymi kulami. Między innymi uczestniczył 27 kwietnia 1944 roku w akcji wykolejenia pociągu niemieckiego na odcinku Tłuszcz-Urle, która spowodowała 26-godzinną przerwę w ruchu.
Baczyński-żołnierz przedstawiał jednak zdaniem słynnego dowódcy 2. kompanii baonu „Zośka” pchor. Andrzeja Romockiego „Morro” mniejszą wartość niż Baczyński-pisarz-intelektualista i dlatego otrzymał stanowisko nieoficjalnego szefa prasowego kompanii.

Kazimierz Wyka podczas swojej prelekcji pt. „Droga Do Baczyńskiego” wygłoszonej na uroczystym zebraniu Pen-Clubu w dniu 27 marca 1974 roku rzucił światło na sprawę przystąpienia Baczyńskiego do Powstania. Tekst został też ogłoszony w „Kulturze” 1979, nr 51/52 i 1980, nr 1.
„…Zacząłem mu tłumaczyć – mówił Wyka. – Czy naprawdę jest rzeczą potrzebną, ażeby on z bronią w ręku szedł do Powstania, że może lepiej by siebie przechować, nie wiadomo, jak to będzie. Baczyński się bardzo żachnął, jak był opanowany, tak żachnął się wręcz gniewnie, i oto powiedział mi wprost: Proszę pana, kto jak kto, ale pan to powinien wiedzieć, dlaczego ja muszę iść, jeżeli będzie walka. Kto jak kto, ale człowiek, który tak zna i rozumie moje dzieło, musi zrozumieć mnie!.”

Pod koniec życia śpieszył się z pisaniem, tworzył można by rzecz łapczywie chcąc przelać na papier jak najwięcej ze swoich uczuć, myśli i obaw. Przeczuwając, że koniec jest bliski, w ostatnim wierszu datowanym na 13 lipca 1944, napisał o kimś, kto „pochylony nad śmiercią zaciska palce na broni”…

1 sierpnia 1944 roku, gdy wybuchła godzina „W”, Baczyński znajdował się w rejonie placu Teatralnego, gdzie zresztą został wysłany po odbiór butów dla oddziału. Odcięty, postanowił przyłączyć się do ochotników, którymi dowodził ppor. „Leszek”.
W czwartym dniu Powstania poeta przebywał w Pałacu Blanka i to właśnie tam, około godziny czwartej po południu, dosięgła go kula niemieckiego snajpera.
1 września 1944 zginęła także żona Baczyńskiego – Barbara Baczyńska z Drabczyńskich. Została tylko poezja…

Źródła:
– Krzysztof Kamil Baczyński, Utwory zebrane, Kraków 1994, t. I-II.
– Józef Lewandowski, Wokół biografii K. K. Baczyńskiego, Szkło bolesne, obraz dni. Eseje nieprzedawnione, Ex Libris, Uppsala 1991
– Wiesław Budzyński: Śladami Baczyńskiego. Warszawa: Muzeum Historyczne m.st. Warszawy, 2009, s. 81,97. ISBN 978-83-88477-92-8
– baczynski.art.pl/kkb
– Czesław Mozil & Mela Koteluk: Utwór promujący film o K.K. Baczyńskim – „Pieśń o szczęściu”

* * *

Remek Piotrowski

Reklamy

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, PORTRETY

One response to “POETA Z GŁOWĄ NA KARABINIE

  1. kamyczek

    Piękny tekst. Dziękuję

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s