Monthly Archives: Kwiecień 2013

AKCJA PIŃSKA: ZDOBYĆ WIĘZIENIE!

Jan Piwnik "Ponury" (zdjęcia "Ponurego"  © Mariusz Baran-Barański)

Jan Piwnik „Ponury” (zdjęcia „Ponurego” © Mariusz Baran-Barański)

Szedł wzdłuż drewnianego płotu jak zwykły przechodzeń. Lekko zadarł głowę i na szczycie płotu zobaczył cztery linie drutu kolczastego. Przeszedł obok głównej bramy, również drewnianej, a ponieważ nie mógł sobie pozwolić na zbyt długie przebywanie w sąsiedztwie więzienia, zanotował w pamięci tylko parę szczegółów i zawrócił. Potrzebował dokładnego planu więzienia… | Kacper Śledziński „Cichociemni. Elita polskiej dywersji”

Kapitan Alfred Paczkowski pseudonim „Wania”, jeden z wyszkolonych w Wielkiej Brytanii cichociemnych zrzucony na teren okupowanych przez Niemców ziem polskich, został jednym z komendantów „Wachlarza” w 1942 roku. Celem zaś „Wachlarza”, organizacji działającej w ramach Armii Krajowej, było prowadzenie dywersji na tyłach hitlerowskich wojsk stacjonujących na Wschodzie.

„Wania” nie miał szczęścia. Tuż bowiem po wylądowaniu na polskiej ziemi został aresztowany przez patrol Grenzschutzu i tylko przytomności umysłu, odwadze i brawurowemu atakowi na strażników zawdzięczać mógł ratunek.
Skierowany na wschód kierował walką II odcinka „Wachlarza”, który w rejonie Brześcia i Mińska wysadzał w powietrze transporty niemieckie oraz likwidował konfidentów gestapo. Podczas jednej z nocnych wędrówek, przechodząc po zamarzniętym jeziorze, „Wania” złamał nogę. Ostatkiem sił dowlókł się do starej smolarni, gdzie czekać miał na pomoc swoich oficerów – „Bociana” i „Azora”. Rzeczeni sami wpadli w niemieckie ręce, a Paczkowskiego znaleźli wkrótce białoruscy policjanci tropiący w tych rejonach Żydów.

Brama wjazdowa do więzienia w Pińsku, gdzie Niemcy przetrzymywali "Wanię" i innych oficerów AK.

Brama wjazdowa do więzienia w Pińsku, gdzie Niemcy przetrzymywali „Wanię” i innych oficerów AK.

– Spisani na straty –

Paczkowski, a oprócz niego również trzech oficerów: Marian Czarnecki ps. „Ryś”, Piotr Downar ps. „Azor”, Mieczysław Eckhardt ps. „Bocian” trafili do więzienia w Pińsku, niewielkiego i „nieciekawego”, jak pisali w listach do rodziny niemieccy żołnierze, miasteczka na Polesiu, położonego nad rzeka Piną, u jej ujścia do Prypeci.

Dowódca „Wachlarza” – Remigiusz „Doktor” Grocholski znał procedury na pamięć i z ciężkim sercem spisał czwórkę swoich ważnych ludzi na straty, podobnie zresztą jak i kierowaną przez siebie organizację, która zmuszana przez Londyn do przeprowadzania szaleńczych akcji, wkrótce miała zostać wchłonięta przez Kedyw.

Więcej inicjatywy, od szefa „Wachlarza”, wykazała w kwestii losu uwięzionych akowców Warszawa. Komendant Armii Krajowej Stefan „Grot” Rowecki o wpadce pińskiej dowiedział się od swojego adiutanta i po konsultacji z generałami Pełczyńskim i Komorowskim zdecydował, że Paczkowskiego i spółkę należy odbić.

Alfred Paczkowski ps. "Wania"

Alfred Paczkowski ps. „Wania”

– W kaźni gestapo –

O „Wanii” myślał jeszcze ktoś. Marian Przysiecki, onegdaj szef pińskiej placówki „Wachlarza” siedział kilka miesięcy wcześniej w tym samym więzieniu, ale zdołał uciec (wraz z towarzyszami odkręcił śruby z krat więziennych okien i przedostał się na drugą stronę). To on, zanim wiadomość o wpadce dotarła jeszcze do Warszawy, zainteresował się „Wanią” i poprzez swoich ludzi pracujących w więzieniu przekazywał więźniowi grypsy mające na celu podtrzymanie go na duchu.

Było to w tym okresie bardzo ważne. Cichociemni byli ludźmi twardymi, świadomymi ogromnego ryzyka i wszelkich konsekwencji, ale byli też przede wszystkim ludźmi z krwi i kości, których teraz gestapo poddawało okrutnym torturom. Niemcy wiedzieli, że mają do czynienia ze spadochroniarzem z Anglii, nie wiedzieli natomiast, że z samym komendantem tajnej organizacji, o której swoją drogą wiedzieli niewiele, choć co rusz wpadali na jej trop.

Nie trudno się domyślić, w jaki sposób Niemcy chcieli wydobyć od Paczkowskiego tajemnice „Wachlarza”. Podkute buty gestapowców, co rusz uderzały w poranione ciało Polaka, a kiedy kopniaki i pięści nie przynosiły efektów hitlerowcy starali „wpłynąć” na więźnia żelaznym prętem i wieszaniem za ręce. Do tego dochodziły krzyki i tortury psychiczne. Gdy Paczkowski mdlał, ocucano go wiadrem zimnej wody, poczym „wywiad” rozpoczynał się od początku. „Wania” milczał uparcie sprzedając oprawcom naprędce wymyślone bajeczki pełne fikcyjnych, wymyślonych na poczekaniu nazwisk i rozkazów. Wiadomym jednak było, że wkrótce będzie dla niego za późno.

Jan Piwnik "Ponury" (zdjęcia "Ponurego"  © Mariusz Baran-Barański)

Jan Piwnik „Ponury” (zdjęcia „Ponurego” © Mariusz Baran-Barański)

– Marne szanse –

Akcję odbicia więźniów z Pińska „Grot” Rowecki postanowił powierzyć Janowi Piwnikowi ps. „Ponury”, cichociemnemu, który dwa lata wcześniej został przerzucony do kraju z Anglii i który zdążył od tego czasu zaliczyć stanowisko koordynatora do spraw przyjmowania cichociemnych, pozycję kierownika II odcinka „Wachlarza”, wpadkę, areszt oraz ucieczkę z więzienia i wreszcie długą podróż (na pieszo) do Warszawy, po której zresztą zachorował na czerwonkę. Gdy cichociemny wyzdrowiał natychmiast zgłosił się do służby, a zdaniem Roweckiego był to idealny kandydat do wykonania skomplikowanego zadania.

„Ponuremu” rozkaz przekazał Remigiusz Grocholski. Cel misji był prosty – uwolnić Wanię, Rysia i Azora. Sposób – przekupstwo, podstęp, atak zbrojny.
Piwnik miał wykorzystać wszelkie dostępne środki, byle tylko dopiąć swego, choć realne szanse na powodzenie akcji były stosunkowo niewielkie i wszyscy liczyli się z porażką.

Na nikłe szanse przedsięwzięcia składało się kilka czynników. Przede wszystkim „Ponurego” gonił czas. Wiadomym było, że każdy upływający dzień to jeszcze jedna doba cierpień dla uwięzionych, których w każdej chwili Niemcy mogli wywieźć, rozstrzelać lub zamęczyć na śmierć. Przygotowując akcję Piwnik nie mógł więc liczyć na dokładny rekonesans fotograficzny, nie był też w stanie przeprowadzić ćwiczeń w terenie.

Wkrótce okazało się, że przekupstwo nie wchodzi w grę, bo „Ponury”, dysponujący kwotą około czterdziestu tysięcy marek, nie znalazł odpowiedniego „dojścia” w więzieniu. Tutaj potrzebny był ktoś o znanej „reputacji”, ktoś kogo zaufaniem darzyć będą obie strony, a nikt taki po prostu się nie znalazł, mimo prób podjętych przez „Drucika” (być może pod tym pseudonimem ukrywał się sam Marian Przysiecki).

Piwnik nie miał wyjścia i zdecydował – zaatakuje więzienie. Teraz całą uwagę on i jego najbliżsi współpracownicy skupili na przygotowaniu operacji i opracowaniu planu ucieczki.
Wkrótce do Paczkowskiego dotarł gryps o treści: „Pozdrowienia od pani Atkinson”.
„Wania” przypomniał sobie, że pani Atkinson była kobietą, u której mieszkał w Londynie. Jego współlokatorem w tamtych czasach był… Jan Piwnik.
Kolejna przekazana przez zaprzyjaźnionego strażnika wiadomość wlała w serce Paczkowskiego jeszcze więcej nadziei: „Będzie odbicie”.

– Szesnastu przeciw trzem tysiącom –

Powodzenie akcji zależało od zaskoczenia nieprzyjaciela i precyzji. Nic więc dziwnego, że plan ataku, przygotowanego w konspiracyjnym lokalu znajdującym się w Brześciu, był autorem czwórki cichociemnych – oprócz Piwnika –  Jana Rogowskiego„Czarka”, Wacława Kopisto „Kry” i Michała Fijałka  „Kawy”. To oni podczas kilku, trwających wiele godzin spotkań zadecydowali, że w akcji weźmie udział szesnaście osób podzielonych na cztery grupy.
Kopisto i Pakunek
Czekała ich nie lada przeprawa. W Pińsku znajdowało się, jak podaje Kacper Śledziński, około 100 żandarmów, 300 milicjantów, ponad tysiąc Kozaków dońskich walczących po stronie hitlerowców oraz batalion wojska, w sumie oddział „Ponurego” musiała wywieźć w pole wroga liczącego około trzech tysięcy ludzi.

Czarka i Kawa

Jak słusznie zauważył autor cytowanej tu książki o cichociemnych, pamiętajmy jednocześnie, że dostanie się za mury więzienia, oswobodzenie więźniów i pokonanie strażników stanowiło tylko połowę sukcesu. Drugą była ucieczka z Pińska i przedostanie się do Warszawy, na drodze do której zagrożeń, w postaci patroli i innych „punktów kontrolnych” mogących przyłączyć się do obławy na sabotażystów, czekało bez liku.

– W „imieniu” radzieckiej partyzantki –

Wczesnym rankiem 17 stycznia w lokalu zajmowanym przez „Czarkę” rozbrzmiał dzwonek telefonu. Cichociemny podniósł słuchawkę i usłyszał w niej głos swojego przełożonego.
– Zbieraj ludzi. Między godziną 17 a 18 musicie zameldować się w umówionym punkcie w Pińsku – oznajmił Piwnik i zakończył rozmowę.
„Czarka” natychmiast skontaktował się z zespołem i wkrótce czternastu ludzi podążało w dwóch autach – ciężarowym fordzie oraz oplu kadecie w kierunku Pińska. Z Janowa ruszył w tę samą stronę kierowany przez „Douglasa” ciężarowy chevrolet.

Wieczorem cała grupa dotarła do celu, a następnie „Ponury” zapoznał wszystkich z planem ataku. Cztery grupy (I – „Ponury”, „MSZ”, „Motor” i przebrany w niemiecki mundur „Esesman”; II – „Czarka”, „Kra”, „Jastrząb”, „Dzik”; III – „Kawa”, „Kmicic”, „Ryks”, „Dym”; IV – „Wrona”, „Płomień” plus „Monter” i „Pakunek” w fordzie) miały przedostać się do wnętrza więzienia i w ciągu półgodziny, najlepiej bez użycia broni palnej, wykonać zadanie.

Zdecydowano przy tym posługiwać się wyłącznie językiem rosyjskim, tak, aby stworzyć pozór ataku radzieckich partyzantów, co z kolei miało zapewnić bezpieczeństwo polskim zakładnikom trzymanym w niewoli przez Niemców, jako zabezpieczenie przed jakimikolwiek działaniami polskich oddziałów dywersyjnych w tym rejonie.
Godzinę rozpoczęcia akcji wyznaczono na godzinę 17:00.

Apteka mgr Wojnarowskiego w Pińsku. Przed rozbiciem więzienia była punktem przekazywania ekipie uderzeniowej meldunków pracownika więzienia - "Jeliny" za pośrednictwem łączniczki "Leny" na zdjęciu (źr fot. i opisu: skarzysko24.pl)

Apteka mgr Wojnarowskiego w Pińsku. Przed rozbiciem więzienia była punktem przekazywania ekipie uderzeniowej meldunków pracownika więzienia – „Jeliny” za pośrednictwem łączniczki „Leny” na zdjęciu (źr fot. i opisu: skarzysko24.pl)

– Atak –

Trzy minuty przed godziną piątą po południu pod pińskie więzienie podjechał opel kadet, z którego wysiadł oficer SS i bez zbędnych uprzejmości rozkazał strażnikom otworzyć bramę więzienia. Gdy samochód wjechał na dziedziniec, do zamykającego bramę strażnika podszedł od tyłu ten sam esesman i ubranemu w gruby kożuch Niemcowi przyłożył do pleców lufę swego pistoletu. Ponieważ strażnik sięgnął po broń wkrótce, po okolicy, rozeszło się echo pojedynczego wystrzału. Teraz czasu było niewiele.

Wkrótce więzienny mur pokonała druga grupa, która przebiegła przez dziedziniec i wpadła do wnętrza budynku kancelarii, gdzie wyrwała przewód telefoniczny.
Następna grupa również przedostała się do środka i zaskoczyła kończących pracę Oberwachtmeistera Hellingera i Wachmeistera Zollnera. Niemcy z przerażeniem w oczach spoglądali na wycelowane w ich kierunku kolty 45 i lufę stena, ale po chwili, ku zaskoczeniu akowców, zdecydowali się stawić opór. Po krótkiej strzelaninie hitlerowcy padli na zimną posadzkę martwi, a ranny w ramię został „Ryks”.

RyksPolacy przy ciele martwego komendanta znaleźli klucze, a potem, ile tylko sił w nogach, popędzili w kierunku wieży strażniczej, na którą wspiął się „Ryks” spuszczając po chwili linę, po której z kolei wspięli się „Dzik”, „Kmicic” i „Kawa”. Czwórka żołnierzy znalazła się na dziedzińcu i poczęła skradać się w kierunku strażników zajętych rozmową ze znajdującym się po drugiej stronie „Esesmanem”. Wkrótce strażnicy zostali obezwładnieni, brama otworzona, a opel „Esesmana” wtoczył się do środka stając dopiero przez budynkiem, w którym trzymano więźniów.

Akowcy wpadli do budynku otwierając kolejne cele i krzycząc do skonsternowanych więźniów, że „Wo imieniu Stalina wy swobodny, wychoditie!”. Wkrótce zgrzytnął zamek również w pewnej, bardzo ważnej dla napastników celi, a oczom „Czarki” i ”Motora” ukazał się poobijany, wychudzony Paczkowski. Gdy uwolniono już wszystkich więźniów „Wania”, „Azor” i „Ryś” zajęli miejsce w oplu, a Hackiewicz („MSZ”) wyjechał z więzienia i ruszył na zachód.
Zegarek „Ponurego”, któremu Paczkowski po wyswobodzeniu ostatkiem sił ponoć rzucił się w ramiona, wskazywał teraz godzinę 17:25.

– Wolność –

Po przejechani kilkunastu kilometrów opel zaczął się „wiercić”, a zmorzonych snem trzech byłych więźniów obudził huk eksplozji. To eksplodowały stare opony, które wedle relacji świadków nie wytrzymały obciążenia. Na szczęście wkrótce pojawił się chevrolet „Douglasa” i po uprzednim spaleniu opla, podróż można było kontynuować. Polacy, przygotowani na niemiecki pościg, rozrzucili na drodze za miastem kolce do przebijania opon. Okazało się to zbędne.

Esesman i Kmicic
Niemcy o ataku na swoje więzienie dowiedzieli się dopiero kilka godzin później. Znakomity rezultat przyniosła akcja sabotażowa „Drucika” (Przysiecki?), który poważnie uszkodził linię telefoniczne w centrum miasta opóźniając czas reakcji okupanta. W dodatku „Ponury” bojąc się pościgu nakazał jednej ciężarówce udać się do Brześcia, a drugiej, w której znajdowali się m.in. odbici więźniowie, skierować do Drohiczyna.

Po wielogodzinnej, prowadzonej w przenikliwym zimnie i trwającej wiele godzin podróży, urozmaicanej kawałkami słoniny i haustami wódki, kapitan Paczkowski – jak relacjonuje Kacper Śledziński – 20 stycznia pojawił się w swoim warszawskim mieszkaniu, w którym czekała na niego żona Alicja.

Pińsk. Widać ulicę Marszałka Piłsudskiego, którą wycofywała się ekipy „Ponurego" po rozbiciu więzienia (źr. skarzysko24.pl)

Pińsk. Widać ulicę Marszałka Piłsudskiego, którą wycofywała się ekipy „Ponurego” po rozbiciu więzienia (źr. skarzysko24.pl)

– Z rąk samego „Grota” –

Uwolnieni 18 stycznia 1943 roku oficerowie Armii Krajowej zostali przetransportowani do Warszawy. 13 lutego, za akcję pińską, która została uznana za wzorcową i na jej podstawie prowadzono szkolenia dywersji, Jan Piwnik „Ponury” i Jan Rogowski „Czarka” otrzymali nadania Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari i to z rąk samego generała „Grota” Roweckiego.

Porucznik „Kra” Kopisto, „porucznik „Kawa” Fijałka oraz trzynastu pozostałych uczestników akcji otrzymało również, i także z rozkazu Roweckiego, a z rąk Remigiusza Grocholskiego „Doktora” – nadania Krzyży Walecznych. Ordery mieli otrzymać już w wolnej, niepodległej Polsce. Nie doczekali…

Niemcy nie dali się oszukać i szybko doszli do wniosku, że to nie radzieccy partyzanci, a polski oddział Armii Krajowej dokonał tego śmiałego ataku na pińskie więzienie. Los zakładników trzymanych w tzw. Polskim Komitecie został przesądzony.

Niemieckie obwieszczenie informujące o rozstrzelaniu 30 zakładników. Był to odwet za śmierć komendanta więzienia pińskiego i jego zastępcy (źr. skarzysko24.pl)

Niemieckie obwieszczenie informujące o rozstrzelaniu 30 zakładników. Był to odwet za śmierć komendanta więzienia pińskiego i jego zastępcy (źr. skarzysko24.pl)

Jan Piwnik zginął 16 czerwca 1944 roku pod wsią Jewłasze. Przed śmiercią zdążył wyszeptać: Powiedz żonie i rodzicom, że ich bardzo kochałem, i że umieram jako Polak… I pozdrówcie Góry Świętokrzyskie…

– Zespół akcji pińskiej –

Wedle portalu cichociemni.ovh.org (dane oparte na wspomnieniach Alfreda Paczkowskiego w: „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie”) skład grupy, która wzięła udział w ataku na więzienie w Pińsku wyglądał następująco:

Sekcja pierwsza – 1. por. Jan Piwnik „Ponury”, cichociemny,
2. pchor. Władysław Hackiewicz, „MSZ”, „Zaleski”,
3. pchor. Zbigniew Wojnowski, „Motor”,
4. pchor. Zbigniew Sulima, „esesman”
Sekcja druga – 1. por. Jan Rogowski, „Czarka”, cichociemny,
2. por. Wacław Kopisto, „Kra”, cichociemny
3. pchor. Zbigniew Słonczyński, „Jastrzębiec”, „Jastrząb”,
4. szer. Turoń, „Dzik”
Sekcja trzecia – 1. ppor. Michał Fijałka, „Kawa”, cichociemny,
2. szer. WIktor Hołub, „Kmicic”,
3. szer. Czesław Hołub, „Ryks”,
4. szer. Skwierczyński, „Dym”,
Sekcja czwarta – 1. sierż. „Wrona” – „Kruk”
2. szer. Władysław Westwalewicz, „Płomień”
Sekcja piąta – 1. kpr. Edward Pobudkiewicz, „Monster”,
2. szer. Henryk Fedorowicz, „Pakunek”
Sekcja szósta – grupa pińska, dowódca Bronisław Posłuszny, „Drucik”. Skład ani pozostałem nazwiska nieustalone (źr. cichociemni.ovh.org/pinsk.html)

*    *    *

Źródła
– Kacper Śledziński, Cichociemni. Elita polskiej dywersji, Kraków 2012
– Jan Piwnik, Działanie zbrojne na więzienie w Pińsku w: Alfred Paczkowski, Ankieta cichociemnego, Warszawa, 1987
– cichociemni.ovh.org
– Mariusz Gruszczyński, Jak Ponury więzienie w Pińsku  rozbijał w: skarzysko24.pl
Fot.: zdjęcia „Ponurego”  © Mariusz Baran-Barański/ skarzysko24.pl / ciekawostkihistoryczne.pl / studioopinii.pl

*    *    *

Remek Piotrowski

Reklamy

2 Komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA

ANEGDOTY WOJENNE: SŁOWIAŃSKA FANTAZJA

 Dowódca I Dywizji Pancernej gen. Stanisław Maczek (na górze po lewej) w czołgu, foto: PAP

Dowódca I Dywizji Pancernej gen. Stanisław Maczek (na górze po lewej) w czołgu, foto: PAP

W drugiej odsłonie cyklu anegdot wojennych przeczytacie o niemieckich sabotażystach rzuconych na amerykańskie tyły, wizycie gestapo u Pablo Picasso oraz ułańskiej fantazji polskich żołnierzy, którym nie mogły oprzeć się nawet ogniste Włoszki.

– Dywersanci w Ardenach –

Podczas Kontrofensywy Niemców w Ardenach zimą 1944 roku Amerykanie po kilku początkowych wpadkach szybko zorientowali się, że mają na swoich tyłach dywersantów, którzy ubrani w jankeskie mundury i posługujący się językiem angielskim czynią im ogromne szkody.
Pewnego razu do magazynu paliw podjechał jeep.
– Petrol please – odrzekł kierowca do obsługi lekko się przy tym uśmiechając.
– What!? –  krzyknął stojący obok żandarm.
Wówczas jeep wykręcił, dodał gazu i rzucił się do ucieczki. Amerykanie zdołali jednak złapać sabotażystów, a Niemcy już po poddaniu się zapytali, w jaki sposób żandarm odgadł, że nie są Amerykanami.
– Żaden amerykański żołnierze nie używa słowa „proszę”, a poza tym „gas”, a nie „pentrol” – odparł Jankes do więźniów.

Niemiecki dywersant pojmany przez żandarmerię amerykańską w Ardenach zimą 1944 roku (źr. dobroni.pl)

Niemiecki dywersant pojmany przez żandarmerię amerykańską w Ardenach zimą 1944 roku (źr. dobroni.pl)

Innym razem oddział żandarmerii wojskowej zatrzymał kolumnę samochodów i chcąc sprawdzić, czy wśród nich nie ma przebranych za Amerykanów sabotażystów , rozpoczął zadawać niezwykle szczegółowe pytania:
– Stolica stanu Kentucky?
– Frankfort.
– Kto jest przyjaciółką Myszki Micky?
– Minnie – odrzekł kierowca jednego z samochodów, a potem dodał w złości – To może powiem jeszcze kto był pradziadkiem Abrahama Lincolna i ile Alan Poe wypijał szkockiej przed napisaniem opowiadania?

– Gestapo u Picassa –

Pewnego razu gestapo dokonało rewizji w paryskim mieszkaniu Pabla Picassa. Podczas przeszukania jeden z ubranych w filcowy płaszcz Niemców wskazał na zdjęcie obrazu „Guernica” i zapytał malarza, wiedząc zresztą z kim na do czynienia.

– Czy to pana dzieło? – zapytał gestapowiec.
– Nie… – odparł Picasso. – To wasze dzieło.

Guernica - obraz olejny Pabla Picassa z 1937 roku, będący hołdem złożonym baskijskiemu miastu Guernica, które 26 kwietnia 1937 roku zostało zbombardowane przez niemiecki korpus Legion Kondor.

Guernica – obraz olejny Pabla Picassa z 1937 roku, będący hołdem złożonym baskijskiemu miastu Guernica, które 26 kwietnia 1937 roku zostało zbombardowane przez niemiecki korpus Legion Kondor.

– Włoskie rzęsy… –

Żołnierze Andersa po lądowaniu w Italii mocno przykuli uwagę znanych z temperamentu ognistych Włoszek, które cierpiały nie tylko z powodu braków w aprowizacji, ale również dlatego, że wielu z ich mężczyzn walczyło daleko od domów, albo czekało na koniec wojny w obozach jenieckich. Przystojni, odważni i szarmanccy Polacy, częstujący nowopoznane damy czekoladą i konserwami niejednokrotnie oddawali się miłosnym igraszkom z włoskimi pięknościami, co rzecz jasna irytowało Polki służące w armii (tzw. Pestki).

Dochodziło w skutek tego do wielu nieprzyjemnych zajść. Pewnego razu na przykład kilku wspinających się pod górę polskich żołnierzy próbowało zatrzymać jadący w tę samą stronę wojskowy samochód. Jak się okazało za kierownicą siedziała Polka, które na usilne prośby rodaków proszących o podwózkę odparła: – Niech was Włoszki na rzęsach przewiozą – poczym dodała gazu i odjechała.

Dostało się też pewnemu generałowi, który podczas podróży zauważył stojący na uboczu samochód i wystające spod niego zgrabne damskie nogi. Pan generał zatrzymał swojego jeepa, podszedł do zepsutego auta i spytał uprzejmie, czy może w czymś pomóc.
Spod samochodu wyrwała się wówczas po polsku taka wiązka przekleństw oraz obelg, że biedny generał pobiegł do swojego jeepa i pojechał dalej.

Czołg 1 Brygady Pancernej gen. Maczka

Czołg 1 Brygady Pancernej gen. Maczka

– Co robią tu te czołgi!?-

1 Dywizja Pancernej generała Maczka zapisała się złoty zgłoskami w historii dzięki walkom w Normandii, które miały miejsce w sierpniu 1944 roku. Podczas tej kampanii zdarzyło się, że jedna z pancernych kolumn dowodzona przez podpułkownika Stanisława Koszutskiego zabłądziła w mroku nocy i gęstych lasach. W dodatku dowódca pomylił nazwę „Chambois” z „Les Champeaux” i w nocy wjechał wraz ze swoimi czołgami w sam środek niemieckiego I Korpusu Pancernego SS.

Sytuacja była groteskowa i przypominała kadr z filmu komediowego. – Na skrzyżowaniu polskie czołgi  natknęły się na wojska nieprzyjaciela, ale machający chorągiewkami Niemiec, który kierował tam ruchem, przepuścił Polaków wstrzymując ruch w drugą stronę.
Następnie polskie „Shermany” wjechały do wsi i zatrzymały się przed domem, w którym wedle niektórych relacji znajdował się sam sztab dywizji pancernej SS.

Dopiero wówczas, gdy ze swojej kwatery wyszedł Niemiec i spoglądając na czołgi zapytał: „Was machen hier diese Panzer?!”, jedna z polskich załóg oprzytomniała i rozumiejąc swoje położenie odwróciła wieżyczkę i huknęła serią z km-u.
W ten sposób Polacy wzięli do niewoli kilkuset Niemców, zniszczyli sztab 2 Dywizji Pancernej SS i wprowadzili na tyłach wroga wielki chaos.

Witold Urbanowicz  - polski as myśliwski, dowódca Dywizjonu 303 mający na koncie 17 powietrznych zwycięstw.

Witold Urbanowicz – polski as myśliwski, dowódca Dywizjonu 303 mający na koncie 17 powietrznych zwycięstw.

– Lot próbny –

O świcie Witold Urbanowicz, przyszła legenda Dywizjonu 303, który przyczyni się do klęski Niemców w Bitwie o Anglię, wystartował z lotniska w Dęblinie chcąc przeprowadzić kolejną lekcję instruktażową dla jednego z podchorążych. W tym celu Urbanowiczowi towarzyszył drugi samolot kierowany przez wspomnianego ucznia.

Dwa P-7 leciały w szyku aż do czasu, gdy Urbanowicz dał znaku do rozpoczęcia symulowanego starcia. Kiedy kładł samolot na skrzydło, zobaczył że koło kabiny przeszła smuga ognia pochodząca z pocisków zapalających. Skonsternowany zdziwił się, że młokos jakiś cudem zdołał wziąć go na cel – to po pierwsze, oraz, że ktoś przez pomyłkę załadował chłopakowi ostrą amunicję.

Gdy znaleźli się po jakimś czasie na ziemi podchorąży podbiegł do Urbanowicza i w wielkim podnieceniu począł go pytać, czy żyje i jak to zrobił, że go nie trafili.
Słynny pilot nie rozumiał o co chodzi, pytającym wzrokiem na wylot przeszywając podchorążego, na co ten ponoć odrzekł:
– Ofiaruj świecę w kościele! Przed chwilą zaatakował cię Messerschmitt!
Jak się okazało, próbny lot miał miejsce o poranku, 1 września 1939 roku…

– Na drugą stronę ulicy –

W czasie II wojny światowej dowodzący wojskami brytyjskimi robili co mogli, aby zwiększyć morale społeczeństwa i zachęcić mężczyzn do służby w szeregach armii.
Między innymi w tym właśnie celu w Londynie na jednym z domów umieszczono napis:
„Zapisz się do wojska, do sekcji skoczków spadochronowych. Teraz bardziej niebezpiecznie jest przejść przez ulicę, niż skoczyć ze spadochronem.”

Napis chyba nie został potraktowany poważnie przez wszystkich mieszkańców stolicy, bo wkrótce dopisano pod nim napis o następującej treści:
„Chętnie bym się zapisał, ale biuro jest po drugiej stronie ulicy”.

Źródła
– L.Olson, S.Cloud, Sprawa Honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski, 2007
– G. Regan, Anegdoty wojenne, 2005
– Temat: Anegdoty z Drugiej Wojny Światowej na: forum.ioh.pl oraz źródła własne
– Foto: dobroni.pl

*   *    *

Remek Piotrowski

8 Komentarzy

Filed under ANEGDOTY WOJENNE, ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA

PRADZIAD Z SS. PRADZIAD Z CHŁOSTRY

600px-WaffenSSDwóch ludzi i dwie historie, jakich w pierwszej połowie XX wieku znajdziemy wbrew pozorom wiele. – Niemiec z SS i sołtys służący w Chłostrze. Życiorysy obydwóch przecięły się po wielu latach i to dopiero wówczas, gdy jeden z nich od wielu lat już nie żył. Ich historia, choć nie owiana aurą tajemnicy, jest intrygującym i dającym do myślenia przykładem na to, w jaki sposób wielka historia, parafrazując Białoszewskiego, potrafi przejechać się fest po zwykłych ludziach.
*   *   *

Spotkaliśmy się w środowy, marcowy wieczór, w jednej łódzkich kawiarni znajdujących się naprzeciwko ulicy Piotrkowskiej. Gdy wszedłem do środka Michał popijał piwo gaworząc z ładną barmanką. Podszedłem do stolika i usiadłem naprzeciwko, a wtedy przez jego twarz przebiegł nerwowy uśmiech. Na tę rozmowę namawiałem go kilka razy.

– A ty w ogóle chcesz ze mną rozmawiać? – zapytał podpalając papierosa.
– Dlaczego miałbym nie chcieć?
– Twój pradziadek zginął w Auschwitz, a mój służył w SS.

*  *  *

Jeden z pradziadów Michała był Niemcem, który w trakcie II wojny światowej przemierzał Europę wraz ze swoim oddziałem Waffen SS. Drugi, jako sołtys niewielkiej wsi w sieradzkim walczył z okupantem i bandami szabrowników. Historia potrafi płatać figle…

artikel_44553_bilder_value_8_nsdap11

Niemiecki plakat propagandowy

– Rocznik 1904 –
Dietmar Uller urodził się w 1904 roku w Falkensee, niewielkiej miejscowości położonej na zachodzie Niemiec. Jego rodzice utrzymywali siebie i siedmioro dzieci z pracy na roli, ale głód, który po I wojnie światowej dopadł Niemcy, zmusił młodego Ullera do opuszczenia prowincji i przenosin do Berlina. W wielkim mieście Dietmar parał się wieloma zajęciami, nie zagrzewając nigdzie dużej miejsca i żyjąc z dnia na dzień.

Dopiero na przełomie lat ’20 i ’30, być może z powodu ciągłych problemów finansowych, być może pod wpływem oddziałującego z coraz większą mocą nacjonalizmu głoszonego przez kaprala-artystę z wąsikiem, dwudziestokilkuletni Dietmar postanowił wstąpić do jednego z paramilitarnych oddziałów.

Od tej chwili maszerował po berlińskich ulicach syty i czysto ubrany, a choć Niemcy nadal zmagały się ze skutkami Wielkiego Kryzysu, który rzucił na kolana gospodarkę całej Europy, przynależność do oddziałów sympatyzujących z dochodzącym do władzy Hitlerem zapewniła mu pewne jutro. W drugiej połowie lat ’30 wcielono go do Wehrmachtu.

*  *  *

Piotr Okuliński również urodził się w 1904 roku. Na świat przyszedł w niewielkiej wsi niedaleko Wielunia, ale z niejasnych powodów, jego rodzina wyemigrowała do Francji, gdzie przeżyła Wielką Wojnę. Dopiero w 1919, rok po odzyskaniu przez Polskę po 123 latach niepodległości, pradziad Michała powrócił w rodzinne strony.

Piotr zamieszkał na należącej do jego rodziny od wieków ziemi położonej w województwie sieradzkich, która ponoć została im podarowana przed wiekami przez jednego z polskich królów (nazywała się „Pańskim Polem”). W drugiej połowie lat ’20 znanego z gospodarności Okulińskiego wybrano sołtysem. Wkrótce też ożenił się (w 1928 roku) i na świat przyszła dwójka jego dzieci, a wyczulone na krzywdę dzieci małżeństwo Okulińskich adoptowało siedmioro sierot, które wcześniej wychowywały się w klasztorze Mniszek Kamedułek.

220px-Ssnederland– Waffen SS i Bataliony Chłopskie –
W dniu niemieckiego ataku na Polskę Dietmar Uller miał już 35 lat. Być może to właśnie wiek, a zapewne i nabyte dotąd umiejętności spowodowały, że nie został zmuszony wąchać prochu w pierwszej fazie wojny, zajmując się na dalekim tyle frontu aprowizacją i logistyką. Służąc w kwatermistrzostwie znalazł się w okupowanej przez Niemców Holandii i to tutaj nabyte wcześniej kompetencje zdecydowały, że trafił do zespołu zajmującego się budową szkieletu II Korpusu Pancernego SS, który w założeniu miał składać się w większości z Niemców oraz w mniejszym stopniu, z holenderskich kolaborantów gotowych ginąć za nazizm.

Eksperyment z Holendrami nie powiódł się, a wkrótce miejscem tworzenia II Korpusu stała się zajęta przez hitlerowców Francja, gdzie utworzono I Dywizję Pancerną SS Adolf Hitler, II Dywizję Pancerną SS Reich i III Dywizję Pancerną SS Totenkopf. Dietmar w drugiej połowie ’42 roku został wcielony do oddziałów Waffen SS należących do I Dywizji Pancernej.

Nowe jednostki przerzucono na front wschodni w 1943 roku, a więc już po klęsce pod Stalingradem i Kurskiem. Po raz pierwszy Dietmar Uller znalazł się na pierwszej linii walk podczas obrony Charkowa i Białgorodu. Broniące się tu oddziały SS i Wehrmachtu na pewien czas powstrzymały postęp Sowietów, ale zapłaciły za to wysoką cenę.
Dietmar Uller i jego towarzysze broni, pomimo wbijanych im do głów haseł w stylu „Moim honorem jest wierność” i mimo rozkazów zakazujących opuszczenia miasta, zdecydowali się na odwrót, co uratowało tysiące z nich przed niechybną śmiercią.
Podczas kolejnych walk Uller został postrzelony i choć rana nie zagrażała życiu, żołnierzowi pozwolono wrócić do Berlina, gdzie wraz z dwoma córkami mieszkała jego żona. Jedną z owych córek była babcia Michała.

*  *  *

Córka Piotra Okulinskiego w momencie wybuchu II wojny światowej miała 9 lat i jak opowiadała po latach, 1 września 1939 roku zapamiętała głównie dlatego, że nie musiała iść do szkoły. Na ludność tych rejonów ogromne wrażenie zrobił bestialski nalot niemieckiego lotnictwa, które właśnie na pobliski Wieluń zrzuciły pierwsze w tej wojnie bomby.

Pradziad Michała został zmobilizowany i wkrótce stawił się pod Sieradzem wraz z trzema swoimi końmi, które przekazał armii. Jego oddział walczył w okolicach Łodzi i choć poniósł duże straty uniknął niewoli. Gdy kampania wrześniowa dobiegła końca oddział Piotra zakopał w lesie broń, a żołnierze poczęli przedostawać się w kierunku swych rodzinnych stron. Po pewnym czasie do domu dotarł szczęśliwie również Okuliński.

Pierwsze miesiące okupacji niemieckiej pradziad Michała zapamiętał głównie z powodu wysiedleń zamieszkałych w pobliskich wsiach Żydów i pomocy, jaką on i jego sąsiedzi udzielali ukrywającym się po wsiach żołnierzom Wojska Polskiego. Niemcy również dawali im się we znaki (surowe kontrybucje na rzecz nowych panów uszczuplały i tak bardzo skromne zapasy), jednak pradziad Michała, za najbardziej dolegliwe, uznał po latach grasujące w okolicach bandy, które udając oddziały partyzanckie grabiły wieś za wsią.

Okuliński wiedział, że nie jest w stanie walczyć z Niemcami, ale może przeciwstawić się leśnym zbirom udających partyzantów. Na przełomie 1942 i 1943 roku zorganizował na swojej ziemi oddział straży chłopskiej (prawdopodobnie w ramach tzw. Chłostry), który w 1943 stał się częścią Batalionów Chłopskich (obwód VI tzw. obwód Sieradz). Zmobilizowany przez sołtysa oddział przepędził bandytów, z którymi nie mogła sobie poradzić słabiej zorganizowana na tych ziemiach Armia Krajowa, a sam Piotr zyskał dzięki temu szacunek okolicznej ludności.

waffen-ss-pic– Przeciwko Sowietom –
Dietmar Uller powrócił na front dopiero w 1944 roku. Wziął udział w bitwie o Ardeny, a potem wraz ze swoim oddziałem Waffen SS walczył w Budapeszcie, gdzie w randze Sturmfuhrera znów musiał stawić czoła Rosjanom. Ostatnim etapem wojennej tułaczki oficera SS był Wiedeń. To tutaj, podczas obrony miasta, zginął w trakcie dwóch pierwszych tygodni kwietnia 1945 roku Dietmar Uller.

*  *  *

W tym samym roku po Niemcach i bandach złodziei przetoczyła się przez ziemię sieradzką kolejna plaga, tym razem w postaci Armii Czerwonej. To właśnie wówczas, bojąc się Sowietów, córka Okulińskiego (babcia Michała) została umieszczona w Klasztorze Mniszek Kamedułek. Nowy porządek mocno dawał się we znaki mieszkańcom regionu. Panoszący się wszędy Urząd Bezpieczeństwa aresztował wielu spośród przyjaciół i znajomych Okulińskiego.

Znani z przywiązania do tradycji i przede wszystkim do swojej ziemi, chłopi pod wodzą troskliwego sołtysa nie zamierzali składać broni i w miarę swoich możliwości starali się przeciwstawić nowemu wrogowi, zresztą nie bez sukcesów – ponoć kilkukrotnie powiodły się próby zbrojnego uwolnienia więzionych przez UB chłopów z okolicznych wsi.

French-resistance-fighter-with-Sten-px800Pradziad Michała dwukrotnie wpadał w ręce Sowietów i ich polskich popleczników. Za pierwszym razem utrwalacz władzy ludowej okazał się znajomym Piotra sprzed lat i puścił oddział Batalionów Chłopskich wolno, za drugim razem nieszczęśników spod ściany śmierci uratował nieoczekiwany atak na oddział UB w okolicznej wsi, który przerwał egzekucję (mający ją wykonać żołnierze popędzili na pomoc kompanom wypuszczając niedoszłe ofiary na wolność, co oczywiście rodzi pytania, nie mniej jednak, w ten sposób zostało autorowi tego artykułu przedstawione).

Przygoda Okulińskiego z chłopska samoobroną zakończyła się przed rokiem 1950. Wówczas to komuniści rozkazali pod groźbą kary śmierci zdać mieszkańcom całą broń, straszyli represjami i wyrywkowymi rewizjami. Mający wśród gospodarzy największy posłuch pradziad Michała zebrał od pozostałych gospodarzy wszystkie pistolety, karabiny i granaty, po czym zatopił je w okolicznym stawie. Tak, jak we wrześniu ’39 roku, broń nie wpadła w ręce wroga.

Michał opowiedział mi, że kilka lat temu bawiące się w tych okolicach dzieci wyłowiły ze stawu granat z czasów II wojny światowej (na miejscu natychmiast zjawili się saperzy, niewiadomo jednak, czy znaleźli coś jeszcze).

Do końca swych dni Okuliński cieszył się sympatią mieszkańców okolicznych wsi, cieszył się tez zdrowiem i nawet po siedemdziesiątym roku życia można go było spotkać podczas przejażdżki na ukochanym junaku.

Pewnego ciepłego dnia w 1988 roku pradziadek Michała zabrał swego wnuka na wycieczkę. Zaraz po niej stary sołtys poszedł na spacer w okolice stawu, gdzie wedle opowieści, zatopił przed laty broń. Jeszcze tego samego dnia Okuliński zmarł.

*  *  *

W związku z tym, że naszemu rozmówcy zależało na anonimowości, podane imiona i nazwiska są fikcyjne.

*  *  *

Remek Piotrowski

2 Komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, PORTRETY