W STARYM KINIE: CAFE POD MINOGĄ

Cafe pod MinogąCafe „Pod Minogą” przeżyła wówczas okres najwspanialszego swego rozkwitu. Dzień i noc wszystkie stoliki były zajęte. Za oblężonym bufetem królował rozpromieniony pan Aniołek, rozdając na wszystkie strony potrawy i napoje. Niestety okres ten trwał bardzo krótko. | Fragment powieści „Cafe pod Minogą” Stanisława Wiecheckiego.

Tęsknota za pejzażem starowarszawskiej ulicy skłania nas do zwrócenia się ku przeszłości. Miejsce, którego drobne fragmenty odnaleźliśmy dzięki „Cafe pod Minogą” nasuwa na myśl bajane przez starowinki baśnie, w których żyją szlachetne indywidua i złe potwory, w których nie brak strachu, łez i problemów, ale które summa summarum urzekają niewymownym czarem. Być może jest to prosty sentyment, być może nawina tęsknota za światem, który choć ukazany w filmie w biało-czarnym kadrze był tak naprawdę dużo bardziej kolorowy od tego nam współczesnego.

Nakręcony w 1959 roku „Cafe pod Minogą” to podróż w czasie. Spacer po warszawskiej ulicy z okresy międzywojnia i hitlerowskiej okupacji. Świat zastały po przybyciu w to miejsce nie można nazwać w pełni rzeczywistym, ale choć został on przefiltrowany przez satyryczne sito wyobraźni autorów zarówno książki, jaki i filmu, po kilkudziesięciu latach wciąż urzeka, a także opowiada o tamtym czasie własną istotną prawdę.

I czyni to na swój sposób. Właśnie dlatego obraz ten nie jest dojmującym świadectwem tragedii narodowej, a żartobliwą igraszką, swoistą przygodą ukazującą losy sympatycznych bohaterów-zawadiaków, po których przewala się historia. Całość stanowi zaledwie drobną cząstką prawdy o wojnie i bliżej jej do „Jak rozpętałem II wojnę światową”, niż „Listy Schindlera”, czy „Kolumbów”, niemniej jednak niesie za sobą pewne świadectwo.

Film w reżyserii Bronisława Broka powstał na motywach wydanej w 1947 roku powieści Stefana „Wiecha” Wiecheckiego, nazywanego ze względu na znajomość stołecznej gwary, obyczaju i kultury „Homerem warszawskiej ulicy”. Adaptacja Broka zawiera cząstkę tego, co ukazuje w swojej powieści „Wiech”, jest to jednak rzecz wartościowa, bo ulepiona z tej samej gliny, co historie spisywane przez Stanisława Grzesiuka, Leopolda Tyrmanda, czy właśnie Wiecheckiego.

Komedia opowiada o wojennych losach warszawskich cwaniaków ze Starówki. Bar „Cafe pod Minogą”, którego właścicielem jest jowialny pan Aniołek sąsiaduje z zakładem pogrzebowym „Wieczny Odpoczynek” Celestyna Konfiteora. Stałymi gośćmi pierwszego z wymienionych „przybytków” są warszawscy szoferacy: Maniuś Kitajec i bracia Piskorscy, a także Murzyn Jumbo, kierowca zagranicznego dyplomaty, który tuż przed wybuchem wojny opuścił nagle Warszawę, pozostawiając pod jego opieką luksusowy samochód i kasetę z gotówką pod podłogą willi ambasady przy Alei Róż.

Kadr z filmu "Cafe pod Minogą" w reż. Bronisława Broka.

Kadr z filmu „Cafe pod Minogą” w reż. Bronisława Broka.

Kiedy Niemcy zajmują Warszawę, pan Aniołek otwiera nielegalną „filię” swego baru w zakładzie pogrzebowym, gdzie w przebraniu wdowy Emilli Czarnomordzik ukryty zostaje Jumbo i gdzie cała kompania w oparach piwa i gorzałki zastanawia się, jak przeżyć wojnę. A to nie jest zadanie łatwe, wszakże szoferakom hitlerowcy odbierają auta, a Pan Aniołek zmaga się z ciągłymi brakami w aprowizacji. Receptą na wszelkie problemy ma być wydobycie skarbu z willi, w której wpierw urzędują hitlerowcy, a potem mieszkają volksdeutsche.

Bohaterom sen z powiek spędza kwestia przedostania się do willi, a także problemy dnia powszedniego. Szoferacy, wśród których prym wiedzie Maniuś (kapitalna rola Adolfa Dymszy) wpadają przy tym na szereg pomysłów – organizują uliczny cyrk, handlują choinkami, barankami wielkanocnymi, a nawet… żółwiami, które zakupują niczym kota (i żółwia) w worku od kolejarzy. Każdy z tych „interesów” realizują z iście staromiejską fantazją i stylem.

Jerzy Duszyński, Feliks Chmurkowski (nasuwający na myśl postać sienkiewiczowskiego Zagłoby), żywiołowa (a jakżeby inaczej) Hanka Bielicka, Włodzimierz Skoczylas, Wacław Jankowski, czy wspomniany już Adof Dymsza odgrywają ważne, choć chyba nie pierwsze skrzypce w historii przetworzonej przez Broka. Głównym bohaterem jest tu bowiem język – stara warszawska gwara, nieodżałowany skarb polskiej kultury, który w skutek tragedii Powstania Warszawskiego, wojennych wysiedleń, a po 1945 roku napływu do zrujnowanej stolicy ludzi z innych części kraju dziś jest już tylko ciekawostką historyczną.

Jeśli chcecie wiedzieć, czym była „leguralna zakąska”, „andrus” i „alpagal”, jeśli chcecie poznać urok przedwojennego pejzażu warszawskiej ulicy i jeśli chcecie pośmiać się z Murzyna ukrywającego się przed hitlerowcami w stroju wdowy oraz Adolfa Dymszy sprzedającego na ulicy żółwie, obejrzyjcie (a wcześniej przeczytajcie) „Cafe pod Minogą”, nastawiając się przy tym nie na seans pełen dokumentalnych faktów, a na zabawną historyjkę, która „nie buja do pucu”

Film w całości obejrzycie poniżej:

*     *     *

Remek Piotrowski

Reklamy

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

One response to “W STARYM KINIE: CAFE POD MINOGĄ

  1. Just desire to say your article is as astonishing.
    The clearness in your post is simply cool and i could assume you are an expert on this subject.
    Well with your permission allow me to grab your RSS feed to
    keep up to date with forthcoming post. Thanks a million and
    please carry on the enjoyable work.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s