DZIEWCZYNY ATOMOWE – Denise Kiernan

dziewczyny-atomowe-b-iext22515363Pośród wszystkich tych normalnych i anormalnych aspektów życia w mieście Oak Ridge przewija Denise Kiernan opowieść na temat tworzenia najbardziej nieprawdopodobnej broni w historii ludzkości. Autorka nie sili się na pseudo-moralistykę. Odtwarza jedynie niesamowity krajobraz niesamowitego miejsca i zwyczajnie-niezwyczajnych bohaterek, czytelnikowi pozostawiając ocenę użycia broni nuklearnej.

Polski czytelnik, zaznajomiony przecież doskonale z historią XX wieku dzięki tysiącom wydawnictw głównie polskich, angielskich i amerykańskich autorów, o najstraszliwszym konflikcie w dziejach nowożytnego świata wie już niemal wszystko. Jakimże zatem zaskoczeniem okaże się historia miasta Oak Ridge i jego mieszkańców. Historia tak nieprawdopodobna, że sprawiająca wrażenia fantazmatu nadającego się, wydawałoby się, bardziej na scenariusz serialu w klimacie sci-fi, niż książkę non-fiction.

09_Kiernan

źr: autor fotografii – James Edward Westcott, publikacja dzięki uprzejmości National Archives.

O tym niezwykłym mieście jest to przede wszystkim opowieść. O tym, jak powstało na dawnym terenie zajmowanym przez Czirokezów, u podnóża Appalachów, wzgórz Tennessee i słynącej ze słodkowodnych pereł rzeki Clinch – terenie zapomnianym przez ludzi i Boga.
O tym, jak powstawało w tajemnicy nie tylko przed światem zewnętrznym, ale i tymi, którzy zostali doń sprowadzeni i którzy de facto stworzyli od postaw oraz pracowali na jego jedyną w swoim rodzaju potęgę.

Odgrodzone murami i drutami, pilnowane przez strażnice i uzbrojonych żołnierzy, składające się z setek, a potem tysięcy domków, kempingów i baraków zbudowanych z półfabrykatów miasto „pochłonęło” ponad siedemdziesiąt tysięcy ludzi, którzy od 1942 roku tworzyli tu najbardziej niesamowitą w historii świata społeczność i których połączył jeden cel, z którego jednak nie zdawał sobie sprawy niemal nikt – wyprodukowanie materiałów, które umożliwią budowę bomby atomowej – ta miała zmienić bieg historii i oblicze świata.

Oak Ridge oglądamy oczami kobiet – to one stały się bohaterkami (mimo wszystko drugoplanowymi, bo ze sceny prawie nigdy nie schodzi tu miasto) książki Denise Kiernan. To wraz z nimi przemierzamy na boso, trzymając w dłoniach buty, zabłocone uliczki tajemnego miasta. To z tymi sekretarkami, pielęgniarkami, nauczycielkami, sprzątaczkami i chemiczkami poznajemy specyfikę życia w miejscu, którego nie było na żadnej mapie świata, a które żyło własnym niezwykłym życiem.

21_Kiernan hi-res

„To co widzisz, co robisz, co słyszysz – wyjeżdżając zostaw tutaj”
źr: autor fotografii – James Edward Westcott, publikacja dzięki uprzejmości National Archives.

Skojarzenia z przygodami agentów „Archiwum X”, w którym tajemnica goni tajemnicę, a absurd goni absurd, będą tu jak najbardziej na miejscu. – W Oak Ridge znajdował się największy na świecie budynek, którego przeznaczenia nie znał prawie żaden z mieszkańców. W Oak Ridge nikt nigdy (!) nie mówił o tym, jak zarabia na życie – mąż zatajał przed żoną prawdę, żona nigdy nie opowiadała mężowi co robi w pracy, a kto łamał tę zasadę, znikał pośród ciemności i nikt nigdy więcej go nie widział.

W Oak Ridge wydawano gazetę (Oak Ridge Journal), w której 17 października 1943 roku mieszkańcy czytali:
(…) W związku z pewnymi okolicznościami, na które nie mamy żadnego wpływu, nie możemy na razie drukować w naszej gazecie żadnych nazwisk. To wyjaśnia, dlaczego nie publikujemy wiadomości, ani nawet wyników rozgrywek w kręgle […] Jesteśmy wyjątkowi – to jedyna gazeta w kraju, która nie publikuje żadnych wiadomości. (…)

Nikt nigdy nie pytał tutaj: „Po co to robię?”, „Co z tym co zrobiłem – zrobią inni?”.
W tym miejscu rodem z powieści George’a Orwella, gdzie ludzie byli bezustannie inwigilowani przez rozrzuconych po rezerwacie tajniaków, a takie słowa, jak „atom”, „pluton”, „bomba” zostały odgórnie zakazane, zaledwie garstka spośród tysięcy miała pojęcie o tym, co produkowane jest w wielkich, strzeżonych zakładach fabrykopolis.

13_Kiernan

źr: autor fotografii – James Edward Westcott, publikacja dzięki uprzejmości National Archives.

To jednak tylko jedna strona medalu. Autorka przedstawia w „Dziewczynach atomowych” także inne Oak Ridge – z niewyobrażalnie rozwiniętą komunikacją miejską (przy którym Nowy Jork, jak pisała Kiernan, to „pipidówek”), z problemem segregacji rasowej (czarnoskóre małżeństwa nie mogły mieszkać razem!), imprezami tanecznymi, meczami softballowymi, kinami samochodowymi, gigantycznymi kolejkami w sklepach, niechęcią okolicznych miasteczek do zasnutego zmową milczenia miasta, romansami bohaterek oraz ich codziennymi problemami – począwszy od tych związanych ze skompletowaniem kosmetyków i odzieży, a skończywszy na uczuciach, jakimi darzyły miasto, ludzi i mężczyzn.

A pośród wszystkich tych normalnych i anormalnych aspektów życia w mieście Oak Ridge przewija Denise Kiernan z mistrzowską precyzją opowieść na temat tworzenia najbardziej nieprawdopodobnej broni w historii ludzkości. Autorka nie sili się na pseudo-moralistykę. Odtwarza jedynie niesamowity krajobraz niesamowitego miejsca i zwyczajnie-niezwyczajnych bohaterek, czytelnikowi pozostawiając ocenę wykorzystania broni nuklearnej.
Treścią „Dziewczyn atomowych” nie jest refleksja na temat skutków użycia bomby w Hiroszimie i Nagasaki. Jest nią pasjonująca opowieść o miejscu i ludziach, którzy tę broń stworzyli.

Dobre pisarstwo, czy to w duchu kronikarskim, czy też bardziej fabularnym, unika zbędnego patosu i to udaje się Kiernan niemal w pełni. Pisarka nie odgradza nas od możliwych interpretacji kwestii związanych z energią atomową, nie stara się przechylić szali na którąkolwiek ze stron i sama w najlepszym z możliwych momentów dokonuje pewnego rodzaju zawieszenia, które każdy z czytelników dopowie sobie sam. Nie idzie też na szczęście drogą nachalnego feminizmu i nie tworzy wizji bohaterek, bez których powstanie zarówno samego miasta, jak i „Gadżetu” byłoby niemożliwe.

To odpowiednie stawianie akcentów, prosta, acz wciągająca narracja, umiejętne przeplatanie wątków i powściągliwy, aczkolwiek szczery emocjonalizm płynący mimochodem od Kiernan budują opowieść, którą, piszemy to bez krzty przesady, pochłania się jednych tchem.
I cóż z tego, że nie są to może najważniejsze wyznaczniki dokumentu historycznego. „Dziewczyny atomowe”, nawet jeśli zabrzmi to jak często powtarzany banał, to pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata historii XX wieku. Bez cienia wątpliwości.

Remek Piotrowski

Reklamy

13 Komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

13 responses to “DZIEWCZYNY ATOMOWE – Denise Kiernan

  1. Jestem pod wrażeniem, to jedna z lepszych rekomendacji książki jakie czytałem. Jeśli można, autorze, przeczytaj proszę raz jeszcze i oceń, czy i Ciebie ukłuje fakt powtórzenia tekstu z początku wpisu. Mnie ukłuło.

  2. W końcu dobra recenzja tej książki. Wahałam się czy mam ją czytać czy nie, ale teraz z pełną świadomością wiem, że warto.
    (i ogólnie: kapitalny blog! kocham historię, więc zacznę tu częściej zaglądać) Pozdrawiam!

  3. Anonim

    swietna recka. wyczerpujaco, ciekawie i na temat. BIORE TE KNIGE W CIEMNO!!!. choc przyznam ze gdyby nie ogolnopolska tuba Michal Nogas dzis rano w trojce to bym byc moze po to nie siegnal 😉

  4. kw

    Jak się czyta polskie tłumaczenie?

    • Doskonale. Nie wspomnieliśmy o tym w recenzji, ale przekład Mariusza Gądka jest naszym zdaniem znakomity. Całość czyta się świetnie.

      • Nika

        Zaczęłam dzisiaj czytać książkę (ebook). W pierwszym rozdziale pojawia się zdanie:
        „Podczas przerw Celia często wychodziła z koleżankami na balkon i kilka razy udało im się zauważyć prezydenta Roosevelta, który przechadzał się wolno wokół starannie przystrzyżonych trawników.”
        Z tego, co pamiętam Roosevelt uległ wypadkowi, po którym poruszał się na wózku inwalidzkim. Jak zatem mógł się przechadzać?

      • Słuszna uwaga. Być może Celia coś tam „dodała” od siebie, a może nieco pamięć ją zawiodła.

      • Nika

        Dopisek do komentarza poniżej.
        W oryginale wzmiankowany tekst brzmiał: „Celia would walk out there on her breaks, and on a few lucky occasions, she and the other young women spied President Roosevelt down below, as he slowly made his way around the manicured grounds.” Wiem, czepiam się :).

      • Nika

        Przepraszam, miało być powyżej. Też się mnie błędy trzymają ;).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s