OBSERWATOR – ks. Józef Mroczkowski

jozef-mroczkowski-obserwator-cover-okladka„Ta księga ma raczej charakter pamiętnikarski […] Dzieje się tak dlatego, że są to czasy i wydarzenia wyjątkowe, pomysły i wielce bezprzykładne, nieraz trudne do uwierzenia i nieprawdopodobne. Czynię więc zadość mojej powinności plotkarskiej snując […] baśń wydarzeń lokalnych, skrojonych może banalnie, lecz mieszczących w sobie fakty na miarę historyczną.” | ks. Józef Mroczkowski, Obserwator.

Ta niewielka summa summarum książeczka, skromna w formie literackiego przekazu, pisana prostym językiem, spełniać może dla pasjonatów i badaczy II wojny światowej rolę w gruncie rzeczy ogromną. Parafialne zapiski księdza Mroczkowskiego, choć mocno niekiedy subiektywne (niektórym zda się zapewne, że i niesprawiedliwe) są szczerym świadectwem trudnego czasu na nie mniej trudnym terenie.

Prowadzone od września 1939 aż do roku 1947 zapiski z życia codziennego parafii w Oleszycach, niewielkiej miejscowości w przedwojennym powiecie lwowskim, która w czasie wojny kilkukrotnie przechodziła z rąk do rąk hitlerowskich i sowieckich oprawców, a dodatkowo była nieustannie narażona na działania ukraińskich bojówek nacjonalistycznych UPA, są istotnym dokumentem historycznym, bo choć nacechowane światopoglądem autora, świadczą o tamtym czasie.

Od czytelnika, jego wiedzy, doświadczenia i umiejętności czytania między wierszami zależy, jak odbierze tych 150 stron, w których przewijają się losy polskiego księdza, jego podopiecznych – polskich parafian, a także sąsiadów Ukraińców, Żydów, czy wreszcie sowieckich i niemieckich okupantów.

Mroczkowski o sobie pisze niewiele i dopiero z notki autorstwa Janusza Grechuty dowiadujemy się, że był człowiekiem odważnym, niebojącym się podjąć, w imieniu sprawy (wiary i swego narodu) wielkiego ryzyka. Z jego zapisków wyłania się obraz małomiasteczkowego, skromnego, choć niepozbawionego dziś już niezrozumiałych uprzedzeń, wikariusza. Człowieka w gruncie rzeczy prostego (bynajmniej nie prostackiego!), ale prawego i sprawiedliwego.

Co bardziej wrażliwsi zwrócą uwagę lub zgoła odsądzą od czci i wiary autora za antysemickie (czy faktycznie?) uwagi i tendencyjny „polski” punkt widzenia. To prawda, że Mroczkowski musiał być w pewnym stopniu nastawiony negatywnie do Żydów, ich religii i kultury, w takim samym zresztą stopniu, w jakim przed wojną nastawionych było tysiące Polaków, w jakim chociażby nastawiona była Zofia Kossak.

Mroczkowski, podobnie jak i Kossak, nie mieli jednak w sobie zrozumienia dla niezrozumiałego zła, które Hitler rozlał po Europie i któremu poddano ludność żydowską – przejawia się to zwłaszcza w zapiskach wikariusza z 1941 roku pokazujących jego prawdziwe oblicze  – oblicze człowieka, który żyjąc w piekle, przeciwstawia się mu za każdym razem, bez względu na swoje uprzedzenia i poglądy.

Nie inaczej jest w przypadku Ukraińców, których pod wpływem doznanych krzywd nazywa narodem dzikim, barbarzyńskim, nie tkniętym narzędziem wiary ani kultury. Niepodobna wymagać od Mroczkowskiego głębokiej refleksji humanistycznej, tolerancji i obiektywizmu, zważywszy na jego przeżycia, zważywszy na kontekst kulturowy, społeczny i historyczny, w którym przyszło mu funkcjonować. I nie znaczy to bynajmniej, że my dziś mamy ulegać podobnemu punktowi widzenia. Nie w tym wszakże rzecz.

Niekiedy ksiądz Mroczkowski, w swym opisie na wskroś zwięzły i prostolinijny zarazem, jakby przyparty ilością zła nie jest w stanie opisać rzeczy, które jak sam twierdzi, nie mieszczą się w ludzkim pojmowaniu. Dramat ukraińskich pogromów, które pustoszyły ludność polską w 1944 roku oddaje pozornie „suchymi”, choć przejmującymi swą wymową i sensem zapiskami, jak chociażby tym z 15 kwietnia, pod którym znajdujemy słowa:
Jeszcze jedna noc darowana.

Rzecz jasna niepodobna jest tu streszczać wszystkiego, o czym opowiada ta niezwykła, acz prosta w swej formie kronika. Zaciekawionych tematem „Wołynia” i krwawego pogranicza polsko-ukraińskiego należałoby w pierwszej kolejności odesłać do profesjonalnych opracowań, których na szczęście w ostatnim czasie nie brakuje.

Nie zmienia to faktu, że „Obserwator” jest zajmującym dopełnieniem historycznego wykładu o trudnej przeszłości na kresach, a jednocześnie jego niezwykle istotnym i sprawdzonym źródłem. I dlatego też właśnie, choć to książka pozbawiona bardziej wnikliwego komentarza poruszającego temat trudnych relacji Polaków i Ukraińców w czasie wojny, godny jest naszej uwagi.

 
Obserwator, ks. J. Mroczkowski, Literatura Faktu PWN, Warszawa 2013

* * *

Remek Piotrowski

Reklamy

5 komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

5 responses to “OBSERWATOR – ks. Józef Mroczkowski

  1. Zdzisław Bednarz

    Dopiero dzisiaj otrzymałem od rodziny książkę ks. J. Mroczkowskiego. Jeszcze nie zacząłem jej czytać, ale zauważyłem istotny błąd (na razie jedyny). Na stronie 58 zamieszczono zdjęcie z błędnym podpisem. Zdjęcie przedstawia cerkiew w Starym Dzikowie (na 100%) wykonane zostało od strony cmentarza, po lewej stronie widać dom w którym mieszkali Goraje „Ciabach” i Franciszek. O ile mi wiadomo dom ten już się zawalił.

  2. Monika Tomassi

    Hej, po pierwsze – gratuluję stworzenia ciekawego medium promującego tematy i literaturę z wątkami historycznymi! 🙂 i daję znać o nowości wydawniczej „Podniebni żołnierze” E. Tomana – lotnictwo, przygoda i dużo historii w tle – tu jego blog i informacje o książce: http://eugeniusztoman.blogspot.com/?view=classic

  3. Edward Gancarz

    Odnośnie księdza Mroczkowskiego.
    Ksiądz Mroczkowski uczył mnie religii gdy chodziłem do Szkoły Podstawowej w Starym Siole w latach 60. Miał podejście do dzieci i ludzi. Religia była ciekawa. Nie posiadał samochodu a był bardzo dobrze zorganizowany. Był w tym czasie Proboszczem w Oleszycach i miał tylko wikarego. W sezonie grzybowym w niedzielę rano mijaliśmy go gdy jechał na grzyby swoim Simsonem a za nim biegł jego pies rasy wyżeł. Miał czas jeździć na polowania i za granicę. Teraz z tej parafii zrobiono chyba ze trzy filie z obsadą i nie mogą się wyrobić, mają łączność i samochody. Odnośnie jego antysemityzmu to informuję, że pomagał Żydom w gettcie w Lubaczowie dostarczając żywność i pomagając w ukrywaniu co poniektórych. Opisano to we wspomnieniach o likwidacji getta w Lubaczowie. Co do wad to darzył względami dziewczyny nastolatki. Po otrzymaniu zwrotnym zainteresowania tematem, to wiem gdzie jest obóz szkoleniowy UPA w lesie sieniwskim (resztki), gdzie mordowano i chowano członków małżeństw mieszanych .

  4. Ala

    Hej. Zapraszamy na naszą stronę sycowice.net

  5. Pingback: OBSERWATOR – ks. Józef Mroczkowski | Ciekawostki historyczne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s