Monthly Archives: Luty 2014

JACK STRONG – quasi-recenzja filmu

??????????Najnowszy film Pasikowskiego to świetnie zmontowana i tak też opowiedziana historia. Mocne męskie kino, w którym ostrość podbijana jest nie hektolitrami krwi i stekiem niepotrzebnej łaciny. Przede wszystkim zaś jest to opowieść o człowieku, którego historia wymyka się jednoznacznej ocenie, a co poczytać należy za ogromny sukces filmu – tę niejednoznaczność twórcom udało się zachować nie uciekając się przy tym do banałów.

Dobre kino polskie, a może po prostu dobre kino europejskie już od lat pięćdziesiątych ma przewagę nad Hollywood, bo potrafi (gdy chce) używać języka prostego, acz trafnego i nie pozbawionego głębi. Gdy Amerykanie pokazują historię bohatera, zewsząd rzucają widzowi przed oczy „bohatera” swą „bohaterskością” aż kipiącego. Gdy dobrzy polscy reżyserzy pokazują historię bohatera, rzucają widzowi przed oczy kogoś takiego jak Jack Strong.

Na przedpremierowym pokazie w łódzkiej Szkole Filmowej Władysław Pasikowski przyznał, że dzieje pułkownika Kuklińskiego wciąż osnute są tajemnicą, nie mniej nie sposób nie odnieść wrażenia, że choć film ma charakter komercyjny to reżyserowi udało się w historię polskiego szpiega wczuć doskonale. Nie jest to podejście powierzchowne.

Kukliński to nie heros, ani James Bond. Pasikowski stwierdził na wspomnianym spotkaniu, że tak naprawdę ten super-szpieg był w istocie zwykłym gryzipiórkiem, bardzo zdolnym (czy wręcz genialnym) sztabowcem, któremu jednak daleko było do zręczności Cichociemnych, czy agentów FBI.

Dobrze grana przez Marcina Dorocińskiego postać pułkownika ma więc problemy ze zrozumieniem tajników pracy agenta, sprzętem którym musi się posługiwać, rozmaitymi mechanizmami prowadzonej gry. Jest postacią z krwi i kości, która się poci z nerwów, jest zmęczona, traci cierpliwość, myli się, a nade wszystko kocha swą rodzinę, żonę, ojczyznę miłością niewymowną, a prawdziwą, która w filmie została ukazana bez jednego nawet słowa i zbędnego „upiększacza”.

Oczywiście to partia historyczna interesowała nas w tym filmie najbardziej. Realia dnia codziennego, zależności na linii władza-obywatel, strach, terror – poradzono sobie z tym znakomicie. Na plan pierwszy wysuwa się historia bohatera.
Kukliński otrzymał dostęp do najbardziej strzeżonych tajemnic bloku wschodniego i zdecydował się je wyjawiać Amerykanom. O to czy była to decyzja najlepsza z możliwych historycy spierają się od dawna. Nie ulega jednak wątpliwości, że zdradzając wojsko polskie (składające w tamtym czasie przysięgę na wierność ZSRR!) Kukliński nie zdradził polskiego narodu.

Jack Strong nie wziął się z powietrza. Wynikową jego późniejszych postaw i decyzji było wychowanie z duchu patriotycznym oraz katolickim,  działalność ojca w AK, a także jego późniejsza śmierć w obozie Sachsenhausen. W końcu wreszcie – świadomość, że zależność od Związku Radzieckiego pociągnie Polskę w otchłań, z której nie ma odwrotu. Kukliński dysponując ogromną wiedzą nie potrafił przejść nad tym do porządku dziennego.

To nie jest bohaterstwo ani efektywne, ani łatwe. To nie jest heroizm na polu bitwy, przynajmniej nie w dosłownym znaczeniu tego słowa. I właśnie dlatego jest Kukliński bohaterem, który wielu tak bardzo przeszkadza. Nie mniej, tego trudnego i bardzo skomplikowanego bohaterstwa nie powinno się umniejszać. Wbrew dewaluacji słów i nawet wtedy, jeśli uznamy, że pułkownik był zaledwie marionetką CIA.

Odnoszę wrażenie, że właśnie o tym opowiedział mi Pasikowski w „Jacku Strongu”. Opowiedział o człowieku zdesperowanym, nie mogącym znieść myśli o tym, do czego „okupacja” radziecka we wschodniej Europie może z czasem doprowadzić. Pasikowski i Dorociński zdołali uciec pomnikowemu wizerunkowi i nadali filmowej postaci autentyczności. Co ważne, choć jest to tylko przypuszczenie, swojego filmowego bohatera postawili bardzo blisko historycznego pierwowzoru. Kto przed obejrzeniem filmu poświęci czas na seans dokumentu „Gry wojenne” prawdopodobnie dojdzie do podobnego wniosku.

– Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under RECENZJE