Monthly Archives: Maj 2014

POWSTANIE WARSZAWSKIE – quasi-recenzja

PW filmTego filmu nie sposób wartościować, a siląc się na krytyczno-teoretyczne analizy jakim poddawane są inne filmy można co jedynie trafić kulą w płot i narazić się na śmieszność. Tego filmu się nie ogląda. Ten film się  p r z e ż y w a. Tylko tyle i aż tyle.

Muzeum Powstania Warszawskiego wyprodukowało „Powstanie Warszawskie”, ponoć pierwszy na świecie wojenny „dramat non-fiction”, który (uwaga!) został w całości zmontowany z nagrań archiwalnych.

Arcytrudna praca polegająca na pokolorowaniu tysięcy klatek filmowych, dodaniu dźwięków otoczenia, odczytaniu z ruchów warg słów pojawiających się w kadrze postaci – poraża i wbija w fotel. Zwłaszcza tych, którzy pokazane w filmie fragmenty znają na pamięć z telewizyjnych dokumentów.

Dotąd  biało-czarni, wycięci niczym z kartonu bohaterowie tamtej Warszawy stają przed nami po raz pierwszy ot tak – prawdziwi, przerażająco niekiedy autentyczni, zrywający barierę pomiędzy widzem z dziś – a historycznym obrazkiem z dalekiej przeszłości. Barierę, którą dopiero ten film potrafił pokonać „uwiarygodniając” poszarpane stare kroniki.

Twórcy „Powstania Warszawskiego” wskrzesili Warszawę 44 obdarowując ją życiem, by potem raz jeszcze pod gradem kul i ognia zrównać ją z ziemią. I zrobili to nie dla utrwalania męczeńskiego mitu, ale dla ukazania Powstania  p r a w d z i w e g o. Udało się pomimo oczywistych trudności związanych z zawiązaniem strony fabularnej obrazu, osnutej tu wokół historii dwóch braci – kronikarzy powstania, dzięki którym w całość połączono scenki dokumentujące życie i walkę w powstańczej Warszawie.

Nie do końca rozumiem zarzuty co poniektórych krytyków narzekających na stronę dialogową „Powstania Warszawskiego”. Recenzentów wypominających dziełu infantylizm oraz brak spójności przedstawionej historii.
Owa fabuła jest tu przecież wyłącznie pretekstem do zobaczenia (czy może bardziej dotknięcia) miasta i ludzi. A miasto to nigdy aż tak mocno nie pulsowało życiem (i śmiercią), nigdy tak nie porażało swą niewymowną grozą.

Tutaj nie ma aktorów, a każda z postaci to człowiek z krwi i kości, za którym (mimo inscenizowanych scenek) idzie prawdziwa, jedyna w swoim rodzaju historia. To ta świadomość dodaje całości niewyobrażalnej mocy i to ona jest tu najważniejsza.
To dzięki „ludzkiemu wymiarowi” ten niezwykły filmowy eksperyment nie tylko się broni, ale góruje nad większością wojennych hitów rodem z Hollywood.

Ganić „Powstanie Warszawskie” za infantylne dialogi i niespójną historię? To trochę tak, jakby zarzucać rzeczywistości, że potoczyła się tak, a nie inaczej, to jakby narzekać na to, że nagrany przed kamera chłopak zachowałby się zbyt mało widowiskowo.
Ten projekt miał tylko jedno główne zadanie – miał pozwolić widzowi przejść się po powstańczej Warszawie, pozwolić wyczuć emocje, które zginęły wraz z fizycznym upadkiem miasta i jego bohaterów.

„Powstanie Warszawskie” to nie film fabularny, to być może nawet nie dokument. Decydując się na ten seans – seans bez znieczulenia – przeniesiecie się w czasie. A choć podróż to bardzo trudna, nie można jej sobie darować.

– Remek Piotrowski

2 komentarze

Filed under II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE