PROCES NORYMBERSKI. TRZECIA RZESZA PRZED SĄDEM – Joe J. Heydecker, Johannes Leeb

Proces„[…] Dr Seidl: – Tydzień przed wybuchem wojny i trzy dni przed planowaną koncentracją wojsk przeciw Polsce między obu państwami został jeszcze zwarty tajny układ.

Przewodniczący trybunału, sir Lawrence: – Doktorze Seidl, mam nadzieję, że nie zapomniał pan obowiązującej procedury i zdaje sobie sprawę, że nie jest to właściwa pora na wygłaszanie przemówień?

Dr Seidl:- Nie zamierzam wygłaszać przemówienia, zamieszam jedynie powiedzieć kilka słów tytułem wprowadzenia do dokumentu, który przekażę trybunałowi. […]”

[Joe J. Heydecker, Johannes Leeb, Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem, RM, Warszawa, 2015, s. 246.]

Proces zbrodniarzy niemieckich, trwający od 20 listopada 1945 roku do 1 października 1946 roku w Norymberdze przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym, był wydarzeniem bez precedensu. O winie Trzeciej Rzeszy i to tuż po zakończeniu straszliwej wojny nikogo nie trzeba było przekonywać, niemniej pomysł aby zwycięzcy sądzili pokonanych niemal od samego początku wywoływał kontrowersje.

Autorzy książki „Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem” dowodzą w swoim klasycznym dziele, że taki proces okazał się istotnie niezbędny. Książka doczekała się nowego wydania w języku polskim i nie ulega wątpliwości, że winna się znaleźć na półce każdego miłośnika historii XX wieku i drugiej wojny światowej. Stanowi bowiem niezwykle zajmującą analizę moralno-politycznej degrengolady jaka dokonała się wśród najważniejszych polityków, urzędników i wojskowych Trzeciej Rzeszy, zwraca uwagę, że tuż za plecami Hitlera stała grupa ludzi, którzy korzystając ze swoich talentów i wiedzy wcielali w czyn szaleńcze idee Führera.

Joe J. Heydecker i Johannes Leeb nie ograniczyli się do zrelacjonowania procesu, przedstawienia (ze zrozumiałych względów jedynie wybranych) świadectw ponurych efektów działalności Hermanna Göringa i jedenastu pozostałych oskarżonych (Bormanna sądzono zaocznie), ale nakreślają niezbędne w zrozumieniu problemu tło.

Proces przejmowania władzy w Niemczech, anszlus Austrii, zajęcie Czechosłowacji, napaść na Polskę i resztę Europy, wprowadzanie ustaw norymberskich czy programu eutanazji, walka z kościołem, terror na ziemiach okupowanych, zbrodnie wojenne i holokaust – dzięki pracy autorów otrzymujemy rzeczowe studium zbrodniczej polityki niemieckiej nastawionej na ekspansje i eksploatacje; co więcej – dostrzegamy skomplikowaną sieć powiązań i zależności panujących na szczytach niemieckiej władzy; poznajemy, co również godne podkreślenia, charakterystykę wpływowych ludzi z drugiego szeregu – nie tylko Alberta Speera, ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa czy gubernatora okupowanej Polski Hansa Franka, ale i Arthura Seyss-Inquarta, Juliusa Streichera, Fritza Sauckela, Wilhelma Ficka czy Alfreda Rosenberga. O nich nader często się zapomina, a przecież bez względu na wyrok Trybunału nie ulega wątpliwości, że bez pracy i ambicji tych ludzi realizacja planów Hitlera (zakresie wojskowości, polityki wewnętrznej, propagandy czy gospodarki) nie byłaby możliwa.

Nie ma sensu przybliżać w tym miejscu treści kolejnych rozdziałów, należy jednak zauważyć, że Heydecker i Leeb istotnie zrezygnowali z beletrystycznych upiększeń na rzecz popartych dokumentami faktów, relacji wiarygodnych świadków i własnych doświadczeń (Heydecker uczestniczył w procesie w roli korespondenta prasowego). A że czynią to z wielką wprawą, ich poważna praca naukowa mimo swej formy jest tekstem przystępnym. Zaryzykuję stwierdzenie, że nawet ci, którzy historię Procesu Norymberskiego mają w „jednym palcu”, nie zdołają się oderwać od lektury, bo przedstawiona historia rozwija się tutaj na różnych wzajemnie się przenikających planach. – Relacja z procesu, arcyciekawe reakcje oskarżonych (także świadków, oskarżycieli i sędziów), w końcu wspomniany i tak mocno podkreślany rys historyczny pomagają czytelnikowi zrozumieć dlaczegóż to ludzie ci musieli odpowiadać przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym. I przede wszystkim – dlaczego musieli ponieść karę.

To prawda, że niekiedy można odnieść wrażenie, iż autorzy nieco przesadzili z uwypuklaniem historii Trzeciej Rzeszy, w związku z czym reporterska relacja procesu zepchnięta została na drugi plan (a chciałoby się nieco więcej dowiedzieć o kolejnych dniach przesłuchań, konfrontacjach ze świadkami itd.). Poza tym, incydentalnie, niemieckim autorom książki przytrafia się (to opinia subiektywna) nieco dziwne rozkładać akcenty (na przykład bardzo rzadko, ale zdarza się, że z pewnym pobłażaniem traktowana jest rola Wehrmachtu w zbrodniach wojennych, a w moim przekonaniu marginalizowana jest także rola narodu niemieckiego, który pozwolił dojść Hitlerowi do władzy), niemniej przy skali podejmowanego problemu nie jest to zarzut poważny. Heydecker i Leeb nie usprawiedliwiają paladynów Hitlera, wprost przeciwnie.

Cieszy także to, że w tym wydaniu znalazły się ocenzurowane wcześniej przez komunistów fragmenty dotyczące paktu Ribbentrop – Mołotow oraz zbrodni katyńskiej. Z punktu historycznego niewielka to pociecha, ale polskiego czytelnika z pewnością usatysfakcjonują przedstawione w książce oświadczenia dr Alfreda Seidla wyjawiającego okoliczności zawarcia tajnego układu pomiędzy Hitlerem i Stalinem. Oskarżyciel sowiecki Roman Rudenko wije się jak mucha złapana na lep, koniec końców Trybunał mówiąc kolokwialnie „ucina łeb sprawie”, a argumentacja adwokata, że Rosjanie jako współwinni napaści na Polskę nie mogąc być sędziami we własnej sprawie trafia w próżnię, ale słowa obrońcy Rudolfa Hessa z 25 marca i 1 kwietnia 1946 roku uczyniły na zebranych w Pałacu Sprawiedliwości spore wrażenie. Nie mniejszą sensację wywołała kwestia Katynia, którą Sowieci zamierzali przedstawić jako kolejną zbrodnię niemiecką, ale wobec wytyczonej przez Otto Stahmera i Otto Kranzbuhlera (pierwszy reprezentował Göringa, drugi Dönitza) linii obrony oraz zebranemu materiałowi zostali zepchnięci do defensywy i jak w poprzednim przypadku szybko się wycofali. Swoją drogą to nie jedyne słabości aliantów odsłonięte w toku rozprawy.

Całość wieńczą szalenie zajmujące ciekawostki dotyczące zakulisowych obrad w sprawie wyroków (sędziowie z ZSRR, Anglii, USA i Francji nie mówili bynajmniej jednym głosem) oraz dalekosiężnych planów Hitlera – politycznych, społecznych, a nawet kulturalnych i architektonicznych, mających uczynić z Europy jednolity organizm oczywiście pod przewodnictwem Trzeciej Rzeszy i ośmiomilionowego Berlina przemianowanego na Germanię.

Wraz z „Dziennikiem norymberskim” G.M. Gilberta, psychologa więziennego, który w swojej książce zawarł osobiste zwierzenia zbrodniarzy wojennych sądzonych w procesie norymberskim (Heydecker i Leeb często w swojej pracy powołują się na jego wspomnienia) jest nadal „Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem” najważniejszym z dzieł traktujących o historii jedynego w swoim rodzaju procesu. Autorzy przekonują, że świat po 1945 roku nie mógłby się bez niego obejść. Mimo wielu wad wynikających tak ze składu Trybunału jak i sposobu prowadzenia obrad podzielam tę opinię. Książkę zaś gorąco polecam.

Remek Piotrowski

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s