ROTMISTRZ PILECKI I JEGO OPRAWCY – Tadeusz M. Płużański (quasi-recenzja)

Pilecki-i-jego-oprawcy-okladka-360x509„Ja zostanę, wszyscy nie mogą stąd wyjechać, ktoś musi tu trwać bez względu na konsekwencje. Tak bohater dwóch okupacji – niemieckiej i sowieckiej – rotmistrz Witold Pilecki odpowiedział na rozkaz generała Andersa, aby ewakuował się z Polski do Włoch. Te słowa powinny być dla nas drogowskazem. Bez względu na konsekwencje…”
[Tadeusz M. Płużański, Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy, Fronda, Warszawa 2015, s. 262.]

Najnowsza książka Tadeusza M. Płużańskiego to nie biografia sensu stricto, a pewnego rodzaju zbiór tekstów. Znajdziemy wśród nich opowieści o komunistycznych oprawcach, publikowane w przeszłości na łamach niezależnej prasy artykuły, polemiki, wywiady oraz w pewnej mierze subiektywne, choć uczciwe i co najważniejsze – poparte faktami refleksje na temat recepcji historii życia oraz śmierci Witolda Pileckiego wśród współczesnych. Znajdziemy to, co nazwać by można ideowo-intelektualną spuścizną Rotmistrza.

Płużański rzecz jasna przybliża wszystkie istotne fakty z życia Pileckiego, ale na tym nie poprzestaje. Wykracza daleko poza schematy tradycyjnej narracji często spotykanej w literaturze biograficznej i w sposób pozbawiony kompleksów, mając za nic tak zwaną polityczną poprawność, oskarża – w pierwszym przypadku morderców – komunistycznych śledczych, prokuratorów, sędziów i siepaczy, w drugim – tych, którzy często zachowując pozory przyzwoitości pragnęli lub pragną nadal, aby prawda o Pileckim została odłożona do lamusa.

Przybliża więc Płużański działalność Rotmistrza w trakcie drugiej wojny światowej, wspomina o pobycie w Auschwitz i organizacji ruchu oporu, brawurowej ucieczce w Wielkanoc 1943 roku, potem o Powstaniu Warszawskim, powrocie do ojczyzny po wojnie i walce z nowym, tym razem sowieckim okupantem wspieranym ochoczo przez polskich komunistów. Skupia się przede wszystkim na okolicznościach aresztowania Pileckiego w maju 1947 roku, brutalnym śledztwie i torturach w więzieniu na Rakowieckiej, wreszcie swoistej farsie wymiaru sprawiedliwości – pokazowym procesie i męczeńskiej śmierci Rotmistrza.

I chociaż historia Żołnierza Niezłomnego, a w zasadzie historia jego końca, jest rzecz jasna w książce tematem wiodącym, staje się, nie tyle nawet pretekstem, ile okazją do przyjrzenia się wielu innym ważnym sprawom – chociażby temu, w jaki sposób sądzono po 1989 roku oprawców Rotmistrza na czele z Eugeniuszem Chimczakiem, jednym z najokrutniejszych funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa i prokuratorem Czesławem Łapińskim, który na sumieniu miał nie tylko Pileckiego, ale także innego słynnego Żołnierza Wyklętego – Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”.
Ci, którzy Pileckiego i jego współpracowników bili, którzy zrywali im z dłoni paznokcie, sadzali na odwróconym stołku, głodzili, kopali w miejsca intymne, szantażowali i grozili najbliższym (Pilecki powiedział: „Oświęcim to była igraszka”), a wreszcie skazywali na śmierć lub wieloletnie kary więzienia; ci, którzy w niczym nie ustępowali swoim niemieckim poprzednikom z czasu wojny, a nierzadko – bywali bardziej od nich brutalni, bardziej cyniczni, zakłamani i bezwzględni – dożyli swych dni we względnym spokoju i nawet jeśli w końcu sądy III RP zajmowały się ich ponurą przeszłością, kary unikali. Tak było z oprawcami Danuty Siedzikówny „Inki”, tak było z katami Pileckiego, w tym ze zmarłym w 2012 roku Chimczakiem i zmarłym w 2004 roku Łapińskim. Czy trudno się temu dziwić skoro sądzić ich w wolnej Polsce można było jedynie za przekroczenie obowiązującego w reżimie komunistycznym prawa oraz tamtej konstytucji? Polskę Ludową nadal uznaje się za legalne państwo. Ten stan rzeczy odbija się czkawką do dziś.

Na przykładzie tragicznego końca jednego bohatera Płużański odkrywa bolesną prawdę o nas samych; pokazuje oblicze Polski po 1989 roku, która nie potrafiąc rozliczyć się z demonami przeszłości, zakpiła nie tylko z ludzi pokroju Witolda Pileckiego, Augusta Emila Fieldorfa czy Jana Rodowicza, ale przede wszystkim zakpiła z samej siebie. Czarę goryczy przelewa ustosunkowanie się do historii Rotmistrza wielu tak zwanych wpływowych środowisk, mediów głównego nurtu, „jaśnie oświeconej” i „postępowej” części elit, polityków, dziennikarzy, ludzi kultury. Symbolem tego niech będzie sprzeciw wyrażony przez eurodeputowanych w sprawie ustanowienia rocznicy śmierci Pileckiego – twórcy konspiracji w Auschwitz – europejskim Dniem Bohaterów Walki z Totalitaryzmem. Wśród tych, którzy sprzeciwili się uhonorowaniu Rotmistrza znaleźli się… polscy politycy, których nazwiska autor wymienia na stronie 97. Zamiast Dnia Bohatera Walki z Totalitaryzmem i cennej lekcji historii dla coraz bardziej zagubionej i pozbawionej tożsamości Europy, obchodzono na starym kontynencie… Dzień Kręcenia Lodów Ręcznie.

Książka Tadeusza M. Płużańskiego jest wielowątkowa, nie sposób wspomnieć o każdym z poruszanych przez autora tematów, a choć historykiem z zawodu nie jestem (dokładniejszym studium zebranego materiału zajmą się zapewne osoby bardziej ode mnie kompetentne), opierając się na dotychczas zgromadzonej wiedzy nie mogę nie przyznać, że wszystkie one tworzą spójny i wiarygodny obraz przeszłości (teraźniejszości również). Co więcej autor stara się odpowiedzieć na nurtujące pytania – o grę jaką z Józefem Różańskim podjął Rotmistrz po swym uwięzieniu, o okoliczności egzekucji, o dalsze losy sadystów z UB a także zbrodniczych prokuratorów i sędziów, o niedolę rodziny Pileckiego oraz jego współpracowników w tym ojca autora książki – Tadeusza Płużańskiego, wreszcie także o inicjatywy mające na celu w sposób godny upamiętnić postać Witolda Pileckiego.

Jedyne co w tekście odrobinę irytuje, to częste powtórzenia (wydarzeń, opinii, cytatów), biorąc jednak pod uwagę formę oraz charakter publikacji, a być może również zamysł autora, który, czego nie wykluczam, pragnął, aby najważniejsze fakty utrwaliły się w pamięci czytelnika, można na to przymknąć oko. Liczy się konsekwencja w utrwalaniu prawdy, nie zadowalanie się półprawdami, przytaczane i rzeczowo zanalizowane wypowiedzi świadków oraz dokumenty. Liczy się odwaga, której Płużańskiemu, co tu dużo ukrywać, zwyczajnie zazdroszczę.
Warto dodać, że całość dopełniają dziesiątki nierzadko mało znanych fotografii oraz interesujące skany akt.

Wspomniany ojciec autora, profesor Tadeusz Płużański, nazwał swojego dowódcę „świętym polskiego patriotyzmu”. I jeśli nadal toczona jest walka o pamięć tego „świętego” to nie sprowadza się ona jedynie do pomników, rocznicowych marszów, nazw ulic czy promenad. Wszystkie one mają bowiem za zadanie nie tylko w godny sposób uczcić jednego z najdzielniejszych ludzi w historii Europy, ale przede wszystkim przypominać o jego ideałach, drodze, którą nie bał się podążyć i wierze w wartości, dziś tak chętnie sprowadzanych przez wielu do abstraktu, donkiszoterii i wykpiwanej martyrologii. Mam cichą nadzieję, że kiedy mój syn dorośnie (też zresztą Tadeusz) o Pileckim nie będzie się „szeptać” w obawie przed sarkastycznym chichotem „jaśnie oświeconych”. To nie Rotmistrz potrzebuje nas, to my, może nawet bardziej niż jeszcze kilka lat temu, potrzebujemy dzisiaj Rotmistrza.
Książka Płużańskiego musi w tym pomóc.

Remek Piotrowski

Reklamy

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

One response to “ROTMISTRZ PILECKI I JEGO OPRAWCY – Tadeusz M. Płużański (quasi-recenzja)

  1. Postać rotmistrza Pileckiego przez cały okres PRL -u , a później w III RP długo skazana była na niepamięć . Pamiętam ile wysiłku kosztowało mnie zdobycie pierwszej książki o Pileckim i jego dzienników , wydanych dzięki tytanicznej pracy Adama Cyra

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s