SKAZANE NA ZAPOMNIENIE. POLSKIE AKTORKI FILMOWE NA EMIGRACJI – Grzegorz Rogowski (quasi-recenzja)

„[…] To okrutny los chciał inaczej. Jej przyjaciółka Irena Hradyska, z którą mieszkała w polskim pensjonacie w Indiach, krótko po jej śmierci napisze trafnie: Utalentowana artystka zeszła ze świata tak cicho, jak cicho zeszła ze sceny…| Grzegorz Rogowski, Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji, Muza, Warszawa 2017, s. 463.

Piękne i diabelnie utalentowane. Przed wojną podziwiane, nierzadko dręczone przez niezliczone rzesze adoratorów i rozchwytywane przez prasę. Gwiazdki i gwiazdy polskiego kina, z których każda zapisała swój własny ważny rozdział w historii polskiej kinematografii i teatru. Pierwszego września 1939 roku każdej z nich runął tamten niepozbawiony bolączek, a przecież jakże wspaniały świat. Niemal wszystko, co przyszło potem było w jakimś stopniu naznaczone bólem, sprawiało, że czuły się samotne, niekiedy niepotrzebne i zapomniane.

Gdyby sprowadzić najnowszą książką Grzegorza Rogowskiego, autora „Pod polską banderą przez Atlantyk”, do suchych faktów, należałoby powiedzieć, że to opowieść o siedmiu aktorkach przedwojennej Polski, o ich karierze, występach na małej scenie i srebrnym ekranie, życiu prywatnym, a w końcu smutnych zazwyczaj powojennych losach na emigracji w Stanach Zjednoczonych, dokąd każda z nich koniec końców trafiła.

Opowieść przedstawiona przez Rogowskiego, który aby napisać tę książkę przebył dwanaście tysięcy kilometrów w poszukiwaniu śladów pozostawionych przez bohaterki na amerykańskiej ziemi, to jednak coś więcej – to być może i niewielki, ledwie fragmentaryczny, ale jakże cenny kawałek straconego dla nas świata. A chociaż nie był to bez wątpienia świat pozbawiony problemów i trosk, a w kontekście przedstawionej treści – świat znany zwykłemu zjadaczowi chleba jedynie z gazet i zasłyszanych plotek – jakże trudno pogodzić się nam z jego stratą, bo przy wszystkich swych niedomaganiach był to przede wszystkim nasz świat, przez nas kreowany i od nas, tj. naszych przodków zależny.

Zofii Nakoneczna nie lubiła reklamy i hucznych zabaw, ceniła sobie prywatność. Nie pozostał po niej nawet jeden film, a chociaż być może nigdy nie dane nam będzie zobaczyć jej już na ekranie, nie sposób przejść obojętnie obok losów urokliwej artystki, która, jak za Arnoldem Szyfanem wspomina Rogowski, w działającym w USA Polskim Teatrze Artystów pełniła w pewnym momencie rolę menadżera, maszynistki, aktorki, kasjerki i elektrotechnika. Gdy teatr upadł została jej „ogłupiająca praca” modelki.

Przeciwieństwem stroniącej od rozgłosu Nakonecznej była legendarna Nora Ney, podsycająca przed wojną w prasie plotki na swój temat. Jej iście hollywoodzki życiorys, o którym zresztą sama marzyła w młodości, a potem wspominana przez jej córkę Joannę przejmująca samotność na emigracji (samotność po części z przymusu, a po części z wyboru) – to kolejny przykład złamanego przez wojnę życiorysu.

Wyłowiona dzięki kącikowi fotogenicznemu przepiękna Renata Radojewska, która przed wojną uwodziła „oryginalną urodą” i „twarzyczką pełną dziwnego uroku”, nie doczekała się nawet nagrobka, a po śmierci jej prochy prawdopodobnie rozsypano po Nowym Jorku. Nie mniej urodziwej (a i wielce utalentowanej) Janinie Wilczównie jako nielicznej w tym gronie udało się w Stanach Zjednoczonych odnieść sukces, chociaż i tu nie wiązał się on z zawodem aktora, a otworzoną przez artystkę polską restauracją, którą zachwycał się cały Teksas.

Jest jeszcze elegancka Ukrainka – Tamara Wiszniewska, która z biednej dziewczyny z Wołynia przemieniła się w dystyngowaną piękność, gwiazdę polskiego ekranu, znaną z przedwojennych szlagierów, m.in. „Trędowatej” i „Dziewcząt z Nowolipek”. Niewielu wie, że to właśnie jej mąż prowadził w czasie okupacji słynną „Adrię”, niewielu wie, że aktorka, aby znaleźć się w USA, gdzie będzie pracować jako tłumaczka i muzealna recepcjonistka, przebyła okupioną wieloma łzami tułaczkę wiodącą przez czeską Pragę oraz obozy dla przesiedleńców w Niemczech. To ponoć wtedy, kiedy pojęła już, że świat który współtworzyła odszedł bezpowrotnie, z twarzy zniknął na zawsze jej cudowny uśmiech.

Są w końcu w książce dwie najbardziej doceniane z tego grona gwiazdy przedwojennej Polski – królowa ekranu Jadwiga Smosarska i zachwycająca tak urodą, intelektem, jak i (o czym niewielu wiedziało) wyjątkowym poczuciem humoru Lena Żelichowska. Jeśli chodzi o pierwszą z wymienionych to Rogowski skupił się w tym przypadku na niepublikowanej dotąd korespondencji przebywającej już wtedy w USA aktorki ze słynnym poetą i skamandrytą Janem Lechoniem. Co zaś do Żelichowskiej, do której nie ukrywam obok Iny Benity i Marii Bogdy miałem zawsze największą słabość, niczego zdradzać nie będę, napiszę jedynie, że rozdział jej poświęcony należy do najbardziej przejmujących.

Niemal każda z nich wskutek wojny musiała zapomnieć nie tylko o luksusach, do jakich przywykły gwiazdy w przedwojennej Polsce, ale i zrezygnować ze swojej kariery, ze swojej największej pasji, co dla artysty nierzadko oznacza po prostu koniec życia. Swoją emigracyjną samotność, codzienne troski, małe upokorzenia, zapomnienie i PRL-owską obłudę, która niekiedy docierała także za Ocean, znosiły z pokorą, dumnie, jak na damy polskiego kina II RP przystało. O powrocie na polskie sceny nie myślały, w komunistycznej Polsce nie było „miejsca dla sanacyjnej  diwy, która w każdej scenie zjawiała się w innej toalecie” (str. 196). Komunistyczna polska w pewnym sensie i je przecież wyklęła.

Warto zauważyć, że książka Rogowskiego (dodajmy – bogato ilustrowana) osadzona jest w kontekście – obszerny, acz nieprzegadany wstęp ułatwi zrozumienie realiów przedwojennego kina także mniej obeznanym z tematem, chociaż z pewnością całość najlepiej zasmakuje tym, którzy obejrzeli wcześniej kilkadziesiąt przedwojennych filmów. Dzięki temu książka Rogowskiego, podobnie jak w przypadku publikacji Ryszarda Wolańskiego, Łozińskich czy programów Stanisława Janickiego, poza sporą dawką wiedzy dostarczy czytelnikowi niebanalnych wzruszeń.

Mnie w każdym razie ich dostarczyła w dużych ilościach. Przede wszystkim – tu znów się powtórzę – bo to kawałek tamtego odebranego nam świata, a w nim one. Piękne, zdolne i tak strasznie w pewnym momencie samotne i zapomniane.

Remek Piotrowski

*       *        *

Advertisements

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s