„GIBRALTAR. TAJEMNICA SIKORSKIEGO” – Dariusz Baliszewski (quasi-recenzja)

„Tego dnia historia otrzymywała do przyjęcia na wiarę jeden z najdziwniejszych chyba wypadków lotniczych w dziejach lotnictwa – ze startującego samolotu wypadły worki z pocztą, zablokowały się stery wysokościowe, które ani teoretycznie, ani praktycznie nie mogły się zablokować, wszystkie ofiary, a nikt nie wie, ile ich było, zginęły na skutek śmiertelnego urazu głowy […]” | Dariusz Baliszewski. Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego, RYTM, Warszawa 2017, s. 138.

Obok ostatniej publikacji Dariusza Baliszewskiego nie sposób przejść obojętnie. Ta książka drażni, spędza sen z powiek, nie daje spokoju, zachęca do zrewidowania poglądów na temat nie tylko generała Władysława Sikorskiego, katastrofy w Gibraltarze, ale w pewnym sensie także najnowszej historii Polski i sposobu jej badania. I znając życie, zapewne wielu osobom nie będzie z Baliszewskim po drodze.

Jedni nazwą go wariatem, inni geniuszem. Tak naprawdę trudno się temu dziwić, bo „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego” nie pozostawia w gruncie rzeczy innego wyboru – nie ma środka, kompromisu, sposobu na inne odczytanie i zrozumienie tez oraz pytań stawianych przez znanego historyka, dziennikarza i publicystę, który zbadaniu katastrofy poświęcił kilkanaście lat życia.

Na książkę i jej interpretację czeka wiele zagrożeń. Zaprzężenie jej do współczesnych pseudo-inteligenckich polemik politycznych będzie z pewnością jednym z nich. Oby tylko Baliszewski nie dał się w nie wciągnąć, bo tajemnica śmierci premiera polskiego Rządu na Uchodźstwie jest ważniejsza niż partykularne interesy tej czy innej partii, tego czy innego środowiska.

Wracając zaś do książki to ukazuje się ona w roku poprzedzającym 75. rocznicę śmierci generała Sikorskiego i w tym z pewnością nie ma przypadku. Napisana jest kapitalnie, rzeczowo, konkretnie. Zabrzmi to jak oklepany frazes, niemniej nie sposób nie wspomnieć, że czyta się ją jak doskonały thriller szpiegowski. A może nawet horror, bo choć nadal nie jestem w stanie stwierdzić, czy Baliszewski ma rację, czy też nie, prawda kryjąca się za tą tajemnicą, kiedy już ją kiedyś uda się w końcu odkryć, zapewne będzie mrozić krew w żyłach i wywoła niemałe trzęsienie ziemi. Co do tego nie mam wątpliwości już dzisiaj.

Nie zamierzam psuć zabawy czytelnikom, dlatego nie zdradzę najważniejszych wniosków do jakich doszedł autor, choć tego, że brzmią one sensacyjnie nie ma sensu ukrywać. Baliszewski zbadał każdy trop, każdy dostępny dokument czy wspomnienie, skorzystał z wiedzy fizyków, ekspertów od katastrof lotniczych, świadków tamtych wydarzeń. Wciąż nie jestem pewny czy momentami nie interpretuje zebranych faktów w taki sposób, aby stworzyć z nich bardzo spójną autorską teorię (lub kilka teorii), ale nie mam wątpliwości co do tego, że on sam wierzy to co, napisał, a sama książka nie jest obliczona na wywołanie u czytelnika taniego efektu.

Agenturalna przeszłość Władysława Sikorskiego, jego wady i małostkowość, postać kuriera Jana Gralewskiego, rola Ludwika Łubieńskiego, tarcia (to eufemizm) w obozie polskim, do tego Anglia, Rosja i Stany Zjednoczone (przepraszam za ogólnik) – z wszystkich tych historycznych puzzli układa Baliszewski zgrabną całość. A całość w takiej formie, w jakiej przedstawił ją autor poraża i przeraża. I może mieć poważne konsekwencje w przyszłości.

Nie jestem zawodowym historykiem więc ta quasi-recenzja choćby tylko z tego względu nic nie wniesie do dyskusji na temat wartości przedstawionych przez historyka z Warszawy dowodów na to, że w Gibraltarze nie doszło do zamachu. Zebranym przez Baliszewskiego dokumentom, relacjom, zeznaniom, a wreszcie całej argumentacji muszą ponownie przyjrzeć się historycy zwolnieni z obowiązku „politycznej poprawności”, „politycznych interesów”, nieuprzedzeni i nie zainteresowani zrobieniem na sprawie kariery, a jedynie pragnący poznać prawdę. Baliszewski, bez względu na to, czy wierzymy mu, czy też nie, w pełni zasłużył na poważne traktowanie.

Historia przedstawiona w książce „Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego”, choć to kolejny z mojej strony banał, udowadnia ponadto jeszcze jedno – w wielkiej polityce nie ma sentymentów, kurtuazyjne wystąpienia głów państwa są w gruncie rzeczy jedynie zaspokojeniem powierzchownych potrzeb mas, a w prawdziwej i nieprzyzwoicie cynicznej grze prowadzonej tak siedemdziesiąt pięć lat temu, jak i dzisiaj, zawsze wygrywać będzie silniejszy, sprytniejszy, bogatszy. Co do tego, że ofiarą jednej z takich gier była w latach 40. Polska nikt chyba nie ma już wątpliwości. Osobną kwestią jest zaś to, czy i na ile pomogliśmy w tym my sami.

Przeczytajcie najnowszą książkę Baliszewskiego, bo chociaż zapewne wielu z was nazwie autora fantastą, lektura ta nie będzie straconym czasem. Wielka polityka gwiżdże na maluczkich, dlatego wszyscy odbijamy się od ściany biurokratycznych zakazów decydujących o tym, że maluczkim prawda o tajemnicach podobnej do tej z udziałem Sikorskiego nie może być znana. Jeśli jednak cud się zdarzy i w 2043 roku Anglicy faktycznie ujawnią wszystkie dokumenty dotyczące śmierci polskiego premiera, na wszelki wypadek bądźmy przygotowani na najgorsze.
I do tego Baliszewski zachęca w swojej książce.

 

Remek Piotrowski

* * *

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s