WOBEC NADCHODZĄCEJ DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ – Władysław Studnicki (quasi-recenzja)

„Przy zbrojnej neutralności Polski Rosja sowiecka niemal traci szanse zdobyczy terytorialnych w Europie, zwiększających jej wpływy. Wielka Brytania, wciągając Rosję do przymierza, musi jej za to przymierze zapłacić. Naturalną zapłatą są ziemie wschodnie Rzeczypospolitej Polskiej.” | Władysław Studnicki, Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, Universitas, Kraków 2018, s. 131.

Historyków, samozwańczych badaczy dziejów, publicystów, wreszcie pasjonatów tematu, zawsze będzie intrygować odpowiedź na pytanie o to, czy Drugą Rzeczpospolitą można było uratować i czy jedynym zapisanym dla niej scenariuszem był ten, rodem z greckiej tragedii.

Bez względu na opinie, proweniencję światopoglądowo-polityczną i ocenę życia politycznego w II RP, wszyscy oni powinni przeczytać wydaną po raz pierwszy w czerwcu 1939 roku, a teraz przypomnianą przez Universitas, pracę Władysława Studnickiego, przedwojennego publicysty, germanofila, a zdaniem Piotra Zychowicza – autora „najbardziej proroczej książki politycznej, jaka kiedykolwiek została napisana w Polsce.”

Ze Studnickim, który uogólniając rzecz, opowiadał się za przymierzem z państwami Osi, dostrzegając w porozumieniu z Niemcami jedyne rozsądne wyjście z dojmującej sytuacji, problem będą mieli przede wszystkim ci wszyscy, którzy na historię drugiej wojny światowej spoglądają przez pryzmat kurtuazyjnych wystąpień współczesnych polityków z okazji kolejnych rocznic traumatycznych wydarzeń, hollywoodzkiego patosu (zwykle nagradzanego nominacjami do Oscarów) i łatwej biało-czarnej retoryki wbijanej nam do głów w szkołach.

Jakże bowiem zrozumieć i zgodzić się z człowiekiem – będą dowodzić sceptycy – który do niemieckich żądań dotyczących aneksji Gdańska czy utworzenia eksterytorialnej autostrady przez Pomorze odnosił się z zatrważającą pobłażliwością, który bagatelizował znaczenie napaści na polskich mieszkańców „Wolnego Miasta”, a źródła wieszczonego przez siebie konfliktu zbrojnego upatrywał między innymi w „żydowskim spisku”?

I z tym zarzutami z grubsza (niech wybaczą bardziej ode mnie kompetentni znawcy tematu) jestem w stanie się zgodzić. Problem z oceną pracy Studnickiego i jej ewentualną pochopną krytyką polega na tym, że czytamy tę książkę siłą rzeczy jako coś a posteriori, tymczasem jej trafność (zdradzająca w niektórych fragmentach przebłysk politycznego geniuszu) zasadza się na dowodzeniu a priori. Odpowiednia perspektywa i rozłożenie akcentów są tu więc kluczem. Pozwalają po prostu zachować proporcje.

Nie będzie chyba nie na miejscu jeśli zdradzę, że Władysław Studnicki przewidział napaść Niemiec na Polskę oraz to, że napaść ta stanie początkiem konfliktu o globalnym zasięgu. Nie „zepsuję” również, jak mniemam, czytelnikom lektury wspominając i o tym, że autor w swojej pracy przewidział i reakcję angielsko-francuskiego sojusznika na wspomnianą napaść (to znaczy brak reakcji), ani to, kto za aprobatą tychże sojuszników stanie się na końcu beneficjentem polskiej katastrofy.

Trafia Studnicki w przysłowiową dziesiątkę także w wielu innych kluczowych sprawach, nie jednak godna pochwały umiejętność przewidywania skutków, choć wywołująca na czytelniku największe wrażenie (w końcu to sedno sprawy), zwróciła moją uwagę najbardziej, bo tę zwróciła przede wszystkim racjonalna, pozbawiona emocji argumentacja, prowadząca autora do wysnucia takich właśnie, a nie innych wniosków.

Jeśli bowiem Studnicki, posiłkując się dogłębną wiedzą z zakresu ekonomii, powiązań handlowych, polityki kolonialnej, zbrojeń czy skomplikowanej sieci powiązań i zależności, zdołał dojść do podobnych wniosków na kilka tygodni przed rozpętaniem się nawałnicy (czerwiec 1939 roku), do podobnych dojść mogły (czytaj: powinny) elity polityczne w naszym kraju.

Studnickiego, nie wdając się w szczegóły, słuchać jednak nie zamierzano. Obwołano go wariatem i defetystą, osłabiającym lansowane przez rządzących hasło „Silni, zwarci, gotowi”, za którym to, co mniej zorientowani w temacie lub po prostu co bardziej naiwni, gotowi byli widzieć oczyma wyobraźni zastępy Marszałka Śmigłego-Rydza chwacko maszerujące na Berlin. Nikt nie zamierzał wsłuchiwać się w proroctwa Studnickiego, które proroctwami były tylko z nazwy, stały za nimi bowiem logiczne przesłanki. Generał Felicjan Sławoj Składkowski skonfiskował książkę, ta została zapomniana, dobrze więc że Universitas zdecydował się po latach przedstawić ją polskim czytelnikom raz jeszcze.

Nie odpowiada ona w mojej opinii, wbrew intencjom przekonanego w tej materii do swych racji autora, na pytanie o to, czy można było uratować Polskę przed niemiecko-sowieckim terrorem i cynizmem jej sojuszników. Wnikliwie przestudiowana być może zdołałaby jednak w odpowiednim czasie uczulić (na przykład polskich polityków) na ryzyko wynikające chociażby z umów zawartych z Anglią, i w konsekwencji na zatrważająco wysoką cenę jaką przyjdzie nam zapłacić za „święty spokój” Wielkiej Trójki.

Pozostaje na końcu pytanie najważniejsze – skoro w czerwcu 1939 roku można było przepowiedzieć przyszłość, to czy niemożliwością było także zminimalizowanie przyszłych strat, nawet jeśli tym najważniejszym „zjawiskom” istotnie zapobiec żadna siła zwyczajnie nie mogła? Warto zatem posłuchać Studnickiego, nawet jeśli „ucierpią” na tym nasze wyobrażenia o tamtej naszej Polsce i nawet wtedy, jeśli nie ze wszystkim gotowi jesteśmy się zgodzić.

 

Remek Piotrowski

 

Władysław Studnicki, Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, Universitas, Kraków 2018. [premiera: 23 sierpnia 2018].

* * *

Reklamy

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s