Tag Archives: 1939-1945

PROCES NORYMBERSKI. TRZECIA RZESZA PRZED SĄDEM – Joe J. Heydecker, Johannes Leeb

Proces„[…] Dr Seidl: – Tydzień przed wybuchem wojny i trzy dni przed planowaną koncentracją wojsk przeciw Polsce między obu państwami został jeszcze zwarty tajny układ.

Przewodniczący trybunału, sir Lawrence: – Doktorze Seidl, mam nadzieję, że nie zapomniał pan obowiązującej procedury i zdaje sobie sprawę, że nie jest to właściwa pora na wygłaszanie przemówień?

Dr Seidl:- Nie zamierzam wygłaszać przemówienia, zamieszam jedynie powiedzieć kilka słów tytułem wprowadzenia do dokumentu, który przekażę trybunałowi. […]”

[Joe J. Heydecker, Johannes Leeb, Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem, RM, Warszawa, 2015, s. 246.]

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

LOSY SKOCZKA – Jerzy Feliks Szymański

losy sNiepublikowane dotąd wspomnienia Jerzego Feliksa Szymańskiego to zajmująca lektura, nawet jeśli samemu bohaterowi trudno zyskać naszą sympatię, a w pewnym momencie także zaufanie. Człowiek, który zetknął się w swoim życiu z wieloma ważnymi postaciami decydującymi o losach Polski, który znalazł się w samym centrum wydarzeń, snuje pisaną żywym językiem opowieść o swoich przeżyciach zdradzając kulisy małej i dużej historii. Całość skłania do refleksji na temat skomplikowanych niejednoznacznych dziejów Polaków.

Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

POPEŁNIŁEM: Rozkaz: Trzaskać! Zapomniane akcje polskiego podziemia

Rozkaz Trzaskać PiotrowskiKilka tygodni temu miała miejsce premiera mojej trzeciej książki pod tytułem Rozkaz: Trzaskać! Zapomniane akcje polskiego podziemia. Dołożyłem wszelkich starań, aby rzecz była zajmująca i możliwie najwierniej oddała przebieg wybranych akcji. Na ile to się udało, ocenicie sami. Zachęcam do lektury.

Poniżej krótka informacja od mojego wydawcy (DW PWN) oraz linki do umieszczonych w sieci recenzji. Na końcu kilka słów o tym, co znajdziecie w poszczególnych rozdziałach książki.

Informacja od wydawcy:
Książka przedstawia wybrane akcje polskiego podziemia w okupowanej przez Niemców Warszawie i Krakowie, a także na ziemiach zagarniętych po 1939 roku przez ZSRR. Zostały w niej opisane zamachy, akcje likwidacyjne, akcje odbicia więźniów – niektóre nieznane lub wręcz zapomniane. Każda z tych historii nadaje się na scenariusz dobrego kina sensacyjnego…
Autor opisuje przygotowania to wybranych akcji i ich przebieg, ale zwraca także uwagę na motywację i pomysłowość uczestników, a także podłoże emocjonalne i konsekwencje (źr. http://www.dwpwn.pl)

Opublikowane do tej pory recenzje książki (linki). Zachęcam do lektury przed ewentualnym kupnem książki:
zielonowglowie.blogspot.com – Walczyć z apokalipsą…
histmag.org – Recenzja
historia.org.p – Recenzja
Półka z Kulturą – Recenzja
http://mojswiat-szelestkart.blogspot.com – Recenzja
http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com – Recenzja
Dziennik Łódzki – Książka o niezwykłych akcjach łódzkiego podziemia podczas II wojny światowej

Spis treści (plus kilka słów o tym, czego dotyczą poszczególne rozdziały):
– Rozdział I: BOLLWERK (czyli podpalenie magazynów III Rzeszy w porcie rzecznym w Poznaniu)
– Rozdział II: ZDOBYĆ WIĘZIENIE (jak Jan Piwnik „Ponury” rozbił więzienie w Pińsku)
– Rozdział III: BOMBY W BERLINIE (zapomniane akcje polskiego podziemia w Berlinie)
– Rozdział IV: POKÓJ 228 (zamachy na SS-Oberscharführera Herberta Schultza i SS-Rottenführera Ewalda Lange)
– Rozdział V: KAMIKAZE (szaleńczy atak Jana Krysta w „Adrii”)
– Rozdział VI: ZEMSTA I ZDRADA (o oddziale Piwnika, pacyfikacji Michniowa i zdradzie zaufanego żołnierza AK)
– Rozdział VII: „N” W ŁODZI (walka z okupantem w Łodzi)
– Rozdział VIII: PENSJONAT (uwolnienie więźniów z jasielskiego więzienia)
– Rozdział IX: GÓRAL (słynna akcja zdobycia prawie 105 milionów złotych)
– Rozdział X: DZIEWIĘĆDZIESIĄT SEKUND – AKCJA „GŁÓWKI” (zamachy na SS-Oberscharführera Franza Bürkla, SS-Hauptscharführera Augusta Kretschmanna i  SS-Sturmmanna Ernsta Weffelsa)
– Rozdział XI: ZA KOTARĄ (likwidacja groźnego konfidenta w warszawskim barze)
– Rozdział XII: POLOWANIE NA GRUBEGO ZWIERZA (zamachy na gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera i gubernatora GG Hansa Franka)
– Rozdział XIII: STRZAŁY POD WAWELEM (zamach na wyższych Dowódców SS i Policji w GG – Friedricha Wilhelma Krügera i Wilhelma Koppe)
– Rozdział XIV: ZAPOMNIANE AKCJE „KOLEGIUM A” (zapomniany oddział Józefa Rybickiego i jego zapomniane akcje)
– Rozdział XIV: ZWOLNIENIE ZE SZPITALA (uwolnienie więźniów ze Szpitala Jana Bożego)

Książkę można kupić w księgarniach lub w internecie (na przykład: TUTAJ )
Życzę zajmującej lektury. Za ewentualne wpadki z góry przepraszam

– Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY

ANODA. KAMIEŃ NA SZAŃCU – Piotr Lipiński

Anoda„Polscy komuniści wkroczyli właśnie w najkrwawszy okres swoich rządów. Rozprawiali się z opozycją. Zamykali w więzieniach żołnierzy Armii Krajowej – bohaterów II wojny światowej. Oskarżali ich o próbę obalenia ustroju albo współpracę z hitlerowcami. Zarzuty bywały wyimaginowane i absurdalne.
Janka aresztowali w Wigilię 1948 roku.” | Piotr Lipiński, Anoda. Kamień na szańcu, Agora i Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2015, s. 7.

Piotr Lipiński, ceniony reporter historyczny, autor m.in. książek  Humer i inni oraz Raport Rzepeckiego, na początku swojej opowieści o Janie Rodowiczu przyznaje, że niełatwo napisać biografię postaci tak pozytywnej jak „Anoda”. A jednak efekt jego pracy jest znakomity – otrzymujemy nie hagiografię i nie pean na cześć pomnika, a zajmującą opowieść o zwyczajnym chłopaku, którego wojna poddała okrutnej próbie, a on tę próbę zdał celująco.

Narracja w książce Lipińskiego przebiega dwutorowo. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z reportażem-biografią – opowieścią o dzieciństwie Rodowicza, okresie spędzonym w szkole imienia Stefana Batorego, przygodzie z harcerską słynną „Pomarańczarnią”, życiu w makabrze okupacji niemieckiej, działalności w ramach małego sabotażu, Grupach Szturmowych Szarych Szeregów, akcji pod Arsenałem, wreszcie – powstańczym szlaku i próbach uporządkowania sobie życia po tak zwanym wyzwoleniu.

I choć Jan Rodowicz „Anoda” istotnie był legendą Szarych Szeregów i to on, co wydawca przypomina w zapowiedzi książki, pierwszy rzucił butelkę z benzyną pod Arsenałem, a potem został jednym z najsłynniejszych żołnierzy AK, to w trakcie lektury nie odnosi się wrażenia, że obcujemy oto z jakąś papierową sylwetą. Wprost przeciwnie.

Skłonność bohatera do płatania figli kolegom (o wielu wygłupach Rodowicza przeczytałem tu po raz pierwszy); jego pasje, słabości oraz niezwykłe usposobienie do ludzi i życia wydatnie w tym Lipińskiemu pomogły, ale iluż autorów uległoby pokusie i zbudowałoby wizerunek sztuczny, oparty na patosie. Reporter poszedł na szczęście inną drogą.

„Anoda” był, tak się przynajmniej zdaje, niezwyczajnie zwyczajnym młodzieńcem – utalentowanym i szalenie inteligentnym, ale przecież nie ubiegającym się o miejsce w panteonie bohaterów narodowych. To, że się w nim faktycznie znalazł to już wynik podejmowanych przez niego w trakcie wojny decyzji, umiejętności „czytania” ludzi, własnego charakteru, bez wątpienia i odwagi. Jest chłopakiem, z którym, pisze Lipiński, po prostu ma się ochotę zakumplować.

Poznajemy, czy też przypominamy sobie dzięki tej książce nie tylko dokładny życiorys „Anody”, ale i okoliczności jego tragicznego końca – równolegle bowiem prowadzi Lipiński opowieść o śmierci żołnierza. Jej okoliczności budzą wątpliwości do dziś.

Urząd Bezpieczeństwa przyszedł po niego w Wigilię 1948 roku. Dwa tygodnie później Rodowicz już nie żył, a według oficjalnej wersji, przy której komuniści upierali się do końca – popełnił samobójstwo skacząc z okna budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej. Trudno w to uwierzyć i to z kilku powodów…

Opowieść o ostatnich godzinach życia Rodowicza i tym, co działo się po jego śmierci jest wielowątkowa i ma kilku bohaterów. Autor podjął mnóstwo tropów (niektórych fałszywych, innych przybliżających do poznania prawdy) i dotarł do ważnych świadków – lekarzy, którzy przeprowadzili sekcję zwłok, narzeczonej i zarazem pierwszej wielkiej miłości Rodowicza, kolegów z AK, współwięźniów i co najważniejsze – podejrzanych o zbrodnię funkcjonariuszy UB mocno w całą sprawę „Anody” zamieszanych. Zeznania tych ostatnich są najciekawsze i być może (zapewne wbrew ich intencji) odkrywają najwięcej prawdy. Ktoś tu z nich kłamie, ktoś sprowadza dziennikarza na manowce…
Tego, co zdołał ustalić Lipiński i na ile zbliżył się do prawdy w trakcie prowadzonego przez siebie dziennikarskiego śledztwa ze zrozumiałych powodów nie ujawnię.

Być może niektórzy wytkną autorowi książki, że wiele podanych w książce faktów – zarówno tych odnoszących się do jego życia, jak i tych dotyczących śmierci – znanych było już wcześniej (przytaczane są na przykład w ciekawym teatrze telewizji pod tytułem Pseudonim Anoda, a trafić można na nie studiując inne książki i artykuły prasowe).
To prawda, ale moim zdaniem wartością samą w sobie jest w tym przypadku powstanie książki o Rodowiczu i tym samym przypomnienie współczesnym jego postaci; a także – refleksja nad całym pokoleniem, tak przecież poniżanym najpierw przez narodowy socjalizm z zachodu, a potem przez komunizm ze wschodu.

Lektura tej książki dostarcza wzruszeń i nie są to wzruszenia łatwe. Są autentyczne, choć jak wspomniałem, osobom zaznajomionym z dziejami Jana Rodowicza, będą, jeśli można się tak wyrazić, w dużej mierze znane.
Co ważne (nie wiem, czy taki był akurat zamysł autora) lektura ta prowokuje do zadania kilku ważnych pytań, między innymi dotyczących kwestii odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w imieniu Polski Ludowej, za które pomimo dwudziestu sześciu lat suwerenności nikt, ani z elit rządzących tamtym systemem, ani nikt z szeregów wcielających w życie ponury terror nie poniósł kary.
I to, obok śmierci bohatera, jest w całej opowieści o „Anodzie” najtragiczniejsze, a kiedyś, jestem pewien, odbije się czkawką.

[Piotr Lipiński, Anoda. Kamień na szańcu, Agora i Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2015]

Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

IGŁY – Marek Łuszczyna

Obrazek„Głęboki wywiad to zrzeczenie się tożsamości. Umiejętność automatycznego „myślenia fikcyjnym bohaterem”, którego się odgrywa. Ponadto to zajęcie, w którym trzeba być krańcowo podejrzliwym, zachowując jednak jasny, wolny od paranoi umysł.” | fragment książki.

Odkrywanie historii to zajęcie pasjonujące. Układanie całości z drobnych fragmentów, cząstek w kontekście pojęć tak obszernych, jak II wojna światowa, czy XX wiek koniec końców niewielkich, pozwala uchwycić nie tylko sens ogólny zjawisk i wydarzeń. Pozwala autentycznie wgłębić się w istotę tychże oraz zająć odpowiednią perspektywę. I na to właśnie pozwala książka Marka Łuszczyny.

Ważne epizody w polskiej historii dotyczącej II wojny światowej to morze zdarzeń, faktów, zagadnień, poglądów i postaci. Po przeczytaniu książki „Igły” poczułem wstyd. Pojąłem bowiem, że historii agentek, które działały w czasie wojny na rzecz polskiego wywiadu, nie znam chociażby w drobnym szczególe. A znać ją powinniśmy.

Historia to trzeba przyznać niezwykła, o której wie wąskie grono pasjonatów dziejów, autorów książek historycznych i świadków. Dzięki Markowi Łuszczynie szansę dowiedzenia się o nim będzie miało większe grono czytelników, a że autor zbadał (jak się zdaje) rzecz po pierwsze wnikliwie, po drugie – przedstawił ją w cudownie przystępnej formie, mamy tu do czynienia z wydawnictwem cennym.

W opisie wydawcy umieszczonym na okładce czytamy m.in.:
[…] Artystki, żony dyplomatów, córki przedsiębiorców, troskliwe panie domu i przedwojenne feministki, dojrzałe opiekuńcze matki i nastolatki, którym ledwie starczało sił, by przeładować pistolet. […]
Nie oczekiwały za swoje dokonania nagród, i wyróżnienia rzeczywiście je omijały. Podejmując się misji decydujących o losach świata, ginęły lub – w najlepszym razie – skazywano je na zapomnienie. Te, które ocalały czekała cela w więzieniu UB lub ciężki los na emigracji. […]

Marek Łuszczyna zdecydował się na najprostszy z możliwych, ale i chyba najtrafniejszy sposób narracji. W kolejnych rozdziałach odkrywa losy agentek, które być może bezpośrednio nie zdecydowały o ostatecznym rozstrzygnięciu konfliktu z lat 1939-45, ale miały na niego wpływ. Nie należy go ani powiększać, ani pomniejszać.

W gronie bohaterek książki są zresztą nie tylko Polki. Znajdzie się tu chociażby miejsce dla Benity von Falkenhayn, która uwiedziona przez rotmistrza Sosnowskiego stworzyła wraz z nim nieprawdopodobną siatkę szpiegów w III Rzeszy i gdyby nie pewne okoliczności – miała szansę znacznie utrudnić Hitlerowi szybkie summa summarum zwycięstwo we wrześniu ’39.

Inną osobą jest Halina Szymańska, żona atache wojskowego w polskiej ambasadzie w Berlinie. Stateczna, inteligenta i zarazem oddana sprawom domu kobieta z klasą przemieni się w asa wywiadu, która dzięki swoim talentom i znajomościom prześle aliantom informacje wprost ze sztabu Wehrmachtu, a „jeść” jej z dłoni będzie sam Wilhelm Canaris.

Jest tu Maria Sapieżyna, która potrafiła bez ogródek „wylać” papieżowi Piusowi XII swoje rozczarowanie jego polityką względem Niemiec. Krystyna Skarbek została „ulubioną agentką Churchilla” po tym, jak wydobyła z niemieckiego więzienia ważną postać z siatki alianckich szpiegów. Agentka weszła do siedziby gestapo, przedstawiła się, jako siostrzenica generała Montgomery’ego i bezczelnie zażądała uwolnienia więźnia argumentując to żądanie sytuacją na froncie i konsekwencjami takiego rozwiązania sprawy dla szefa gestapo. Wygrała.

Poznamy również historię Haliny Szwarc, Klementyny Mańkowskiej, Elżbiety Zawackiej, Władysławy Macieszyny, Malwiny Gertler i Annie Louise Mogensen. Ta ostatnia nie tylko zdobyła bezcenne informacje dotyczące niemieckich linii obronnych na północy Francji, ale i na własne oczy zobaczyła słynne lądowanie w Normandii.

Każda z tych kobiet była inna. Każda łącząc nieprzeciętną urodę, inteligencje i kobiecy szósty zmysł stała się skuteczną bronią polskiego (i alianckiego) wywiadu.
Wszystkie one nie walczyły z bronią w ręku (choć i to się zdarzało) na polach bitwy. Swoją niezwykłą walkę toczyły na spotkaniach, w kawiarenkach, przyjęciach, podczas rozmów, nierzadko również w łóżku, wydobywając informacje na wagę życia i śmierci, pośrednicząc, przekazując tajemnice i sabotując działania oraz politykę wroga za pomocą rozmaitych metod i sposobów.

Epilog ich historii był w większości przypadków smutny. Niektóre z nich zginęły jeszcze w czasie wojny, inne trafiły w samo jądro komunistycznych represji, pozostałe zapomniane i porzucone dożyły swoich dni w biedzie. Dobrze, że Marek Łuszczyna napisał tę książkę. Dobrze, że Igły, polskie agentki, które zmieniały historię zostaną w ten sposób przywrócone naszej pamięci.

Ponoć Ian Fleming kreując postaci bondowskich dziewczyn niemal zawsze dodawał do ich charakterystyki cząstkę Krystyny Skarbek. Zamiast jednak kina sensacyjnego pełnego nieprawdopodobnych zwrotów akcji, zamiast mrożących krew w żyłach thrillerów, poświęćcie czas na lekturę tych niespełna 300 stron. Otrzymacie w zamian to, co podczas seansu najlepszego filmu szpiegowskiego lub kryminału. Otrzymacie dziesięć gotowych scenariuszy takiego filmu. I historię, o której nie wypada zapomnieć. Polecam.

– Marek Łuszczyna, Igły. Polskie agentki, które zmieniły historię, PWN, Warszawa 2013.

Remek Piotrowski

2 komentarze

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

OBSERWATOR – ks. Józef Mroczkowski

jozef-mroczkowski-obserwator-cover-okladka„Ta księga ma raczej charakter pamiętnikarski […] Dzieje się tak dlatego, że są to czasy i wydarzenia wyjątkowe, pomysły i wielce bezprzykładne, nieraz trudne do uwierzenia i nieprawdopodobne. Czynię więc zadość mojej powinności plotkarskiej snując […] baśń wydarzeń lokalnych, skrojonych może banalnie, lecz mieszczących w sobie fakty na miarę historyczną.” | ks. Józef Mroczkowski, Obserwator.

Ta niewielka summa summarum książeczka, skromna w formie literackiego przekazu, pisana prostym językiem, spełniać może dla pasjonatów i badaczy II wojny światowej rolę w gruncie rzeczy ogromną. Parafialne zapiski księdza Mroczkowskiego, choć mocno niekiedy subiektywne (niektórym zda się zapewne, że i niesprawiedliwe) są szczerym świadectwem trudnego czasu na nie mniej trudnym terenie.

Prowadzone od września 1939 aż do roku 1947 zapiski z życia codziennego parafii w Oleszycach, niewielkiej miejscowości w przedwojennym powiecie lwowskim, która w czasie wojny kilkukrotnie przechodziła z rąk do rąk hitlerowskich i sowieckich oprawców, a dodatkowo była nieustannie narażona na działania ukraińskich bojówek nacjonalistycznych UPA, są istotnym dokumentem historycznym, bo choć nacechowane światopoglądem autora, świadczą o tamtym czasie.

Od czytelnika, jego wiedzy, doświadczenia i umiejętności czytania między wierszami zależy, jak odbierze tych 150 stron, w których przewijają się losy polskiego księdza, jego podopiecznych – polskich parafian, a także sąsiadów Ukraińców, Żydów, czy wreszcie sowieckich i niemieckich okupantów.

Mroczkowski o sobie pisze niewiele i dopiero z notki autorstwa Janusza Grechuty dowiadujemy się, że był człowiekiem odważnym, niebojącym się podjąć, w imieniu sprawy (wiary i swego narodu) wielkiego ryzyka. Z jego zapisków wyłania się obraz małomiasteczkowego, skromnego, choć niepozbawionego dziś już niezrozumiałych uprzedzeń, wikariusza. Człowieka w gruncie rzeczy prostego (bynajmniej nie prostackiego!), ale prawego i sprawiedliwego.

Co bardziej wrażliwsi zwrócą uwagę lub zgoła odsądzą od czci i wiary autora za antysemickie (czy faktycznie?) uwagi i tendencyjny „polski” punkt widzenia. To prawda, że Mroczkowski musiał być w pewnym stopniu nastawiony negatywnie do Żydów, ich religii i kultury, w takim samym zresztą stopniu, w jakim przed wojną nastawionych było tysiące Polaków, w jakim chociażby nastawiona była Zofia Kossak.

Mroczkowski, podobnie jak i Kossak, nie mieli jednak w sobie zrozumienia dla niezrozumiałego zła, które Hitler rozlał po Europie i któremu poddano ludność żydowską – przejawia się to zwłaszcza w zapiskach wikariusza z 1941 roku pokazujących jego prawdziwe oblicze  – oblicze człowieka, który żyjąc w piekle, przeciwstawia się mu za każdym razem, bez względu na swoje uprzedzenia i poglądy.

Nie inaczej jest w przypadku Ukraińców, których pod wpływem doznanych krzywd nazywa narodem dzikim, barbarzyńskim, nie tkniętym narzędziem wiary ani kultury. Niepodobna wymagać od Mroczkowskiego głębokiej refleksji humanistycznej, tolerancji i obiektywizmu, zważywszy na jego przeżycia, zważywszy na kontekst kulturowy, społeczny i historyczny, w którym przyszło mu funkcjonować. I nie znaczy to bynajmniej, że my dziś mamy ulegać podobnemu punktowi widzenia. Nie w tym wszakże rzecz.

Niekiedy ksiądz Mroczkowski, w swym opisie na wskroś zwięzły i prostolinijny zarazem, jakby przyparty ilością zła nie jest w stanie opisać rzeczy, które jak sam twierdzi, nie mieszczą się w ludzkim pojmowaniu. Dramat ukraińskich pogromów, które pustoszyły ludność polską w 1944 roku oddaje pozornie „suchymi”, choć przejmującymi swą wymową i sensem zapiskami, jak chociażby tym z 15 kwietnia, pod którym znajdujemy słowa:
Jeszcze jedna noc darowana.

Rzecz jasna niepodobna jest tu streszczać wszystkiego, o czym opowiada ta niezwykła, acz prosta w swej formie kronika. Zaciekawionych tematem „Wołynia” i krwawego pogranicza polsko-ukraińskiego należałoby w pierwszej kolejności odesłać do profesjonalnych opracowań, których na szczęście w ostatnim czasie nie brakuje.

Nie zmienia to faktu, że „Obserwator” jest zajmującym dopełnieniem historycznego wykładu o trudnej przeszłości na kresach, a jednocześnie jego niezwykle istotnym i sprawdzonym źródłem. I dlatego też właśnie, choć to książka pozbawiona bardziej wnikliwego komentarza poruszającego temat trudnych relacji Polaków i Ukraińców w czasie wojny, godny jest naszej uwagi.

 
Obserwator, ks. J. Mroczkowski, Literatura Faktu PWN, Warszawa 2013

* * *

Remek Piotrowski

5 komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

SEKRETY DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ. WOJNA MÓZGÓW – Brian Johnson

sekrety_okladka_gotowaKsiążka Johnsona nie jest lekturą z serii „łatwych i przyjemnych”. Nie można traktować jej podobnie do historycznych czytadeł sensacyjnych, których w ostatnich latach na półkach księgarni pojawia się coraz więcej. Nie mniej jednak gigantyczny materiał faktograficzny i techniczny oraz możliwość odkrywania kolejnych sekretów tajnych wynalazków powodują, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata II wojny światowej.

Historycy koncentrujący uwagę na wydarzeniach z lat 1939-1945 w większości przypadków terminami takimi, jak „Enigma”, „Ultra”, „radar” czy „V1” posługują się bez refleksji (bynajmniej to nie jest zarzut) odkrywając przed czytelnikiem zaledwie czubek góry lodowej, a sens działania ów skomplikowanych urządzeń sprowadzając do skutków, jakie spowodowały lub powodować potencjalnie mogły.

„Sekrety drugiej wojny światowej. Wojna mózgów”, oparte na serialu historycznym BBC (The Secret War, 1977), wypełniają tę lukę w sposób perfekcyjny. Dokładność z jaką Johnson analizuje każdy z wynalazków, nieprawdopodobna konsekwencja w przytaczaniu kolejnych faktów oraz odpowiednie nakreślenie tła wojskowo-politycznego tworzą zajmujące studium powstawania, funkcjonowania i zwalczania urządzeń, które niejednokrotnie wyprzedzały swoją epokę.

To ponadto pozycja dla każdego, kto poznawszy z grubsza sens terminów „Enigma”, czy rakieta „V2” chciałyby poznać niezdawkową, a dokładną historię ich tworzenia i wykorzystywania. Tak wyczerpującej analizy na temat owoców wojennej pracy naukowców, osobiście, jeszcze nie spotkałem.

Autor książki skupia naszą uwagę na najmniejszych detalach (fanatycy fizyki, czy historii wojskowości będą w siódmym niebie), odkrywając przy tym, kroczek po kroczku, sposób działania niesłychanie skomplikowanych urządzeń. Dla niektórych zmaganie się z tym gigantycznym materiałem rozkładającym każdy z tajnych wynalazków na czynniki pierwsze (dosłownie!) może z czasem stać się odrobinę nużące, ale czy obierając za przedmiot badań ten właśnie temat można byłoby zadowolić się uogólnieniami i półprawdami?

Po tego typu literaturze oczekujemy bowiem przede wszystkim jednego – rzetelności. Brian Johnson sprostał wyzwaniu, a dzięki temu, że na łamach swojego dzieła przeplótł szczególiki techniczne z klarownie nakreślonym tłem sytuacyjnym, całość nie tylko nie nuży, ale i intryguje pozostawiając czytelnika niejednokrotnie w niemym osłupieniu. Bo czegoż oni w tamtym czasie nie wymyślali…

Dzięki tej książce dowiemy się nie tylko o tym, jak na przykład działał niemiecki system naprowadzania samolotów za pomocą fal radiowych używany przez Luftwaffe podczas nocnych bombardowań Wielkiej Brytanii zwany „Knickebein”. Dowiemy się również o okolicznościach odkrycia go przez Brytyjczyków oraz o tym, jak przekonano Churchilla, że „zabawka” ta może okazać się dla wyspiarzy zabójcza. Wreszcie poznamy historię walki z nim, de facto więc historię powstawania innych urządzeń, które zwalczały ten i wiele innych niemieckich wynalazków wojskowych.

Zdradzanie tajemnic odkrywanych przez autora byłoby z mojej strony nie na miejscu i popsułoby Wam zabawę, wspomnę więc jedynie, że poza wspomnianymi systemami naprowadzania, „Sekrety II wojny światowej” rozkładają na czynniki pierwsze prace Wernhera von Brauna nad pociskami V1 i V2, tajemnice różnego rodzaju radarów i systemów wykrywania używanych przez marynarkę i lotnictwo, echosondy ASDIC i inne fantastyczne wynalazki.

Bundesarchiv, Bild 146-1973-029A-24A / Lysiak / CC-BY-SA

Rakieta V1 (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1973-029A-24A / Lysiak / CC-BY-SA)

Przysłowiową wisienkę na torcie stanowi ostatni rozdział, w którym Johnson przedstawia legendarną „Enigmę” i sekretny tajnopis, za pomocą którego porozumiewały się najważniejsze osobistości III Rzeszy. Poznajemy tu tajniki działania tych niezwykłych szyfrujących machin i fascynującą historię walki aliantów o to, aby je oszukać.

Co ważne dla polskiego czytelnika, rola zarówno polskiego wywiadu, jak i zespołu naszych matematyków w pokonaniu niemieckiego systemu szyfrowania została przez historyka podkreślona bardzo wyraźnie i na szczęście nie pokrywa się z niedopuszczalną wersją znaną Amerykanom i Brytyjczykom z filmowej produkcji z 2001 roku z Kate Winslet w roli głównej. Johnson jest zbyt poważnym badaczem, aby nie oddać nam tego lauru.

Oczywiście to nie historycy-amatorzy, a znawcy tematu oraz fachowcy wojskowości będą w stanie stwierdzić, czy w zebranej przez Johnsona dokumentacji są błędy i pęknięcia. Biorąc pod uwagę źródła z jakich korzysta autor oraz zebrane świadectwa uczestników opisywanych wydarzeń, wydaje się to mało prawdopodobne.

Ważne jest również coś jeszcze innego. W przeciwieństwie do wielu historyków, Brian Johnson nie próbuje z przedmiotu swych badań uczynić „kamienia węgielnego” II wojny światowej. Tutaj fakty mówią zawsze same za siebie, a autor niejednokrotnie przyznaje, że gro z fascynujących wynalazków z różnych przyczyn nie odegrały w wojnie roli, jaka była im pierwotnie wyznaczona. To uczciwość godna szacunku.

„Sekrety drugiej wojny światowej. Wojna mózgów” istotnie pokazują, że tak jak I wojna światowa stała się polem walki chemików, tak konflikt lat 1939-1945 okazał się starciem nie tylko żołnierzy, ale i fizyków. I właśnie o tej fascynującej walce polegającej na „przechytrzeniu” wroga nie tyle na polu bitwy, ile w ukrytych pracowniach naukowych, snuje na kartach swej książki opowieść Johnson. Gdy odkryjecie sekrety „Aspiryny”, „Bomby” i „Colossusa”, przekonacie się o tym sami.

W dodatku, mimo trudności, jakie bez wątpienia nastręcza czytelnikowi przyswojenie ogromnego materiału dokumentalnego, całość przedstawia II wojną światową w nowym, dotąd dla wielu (w tym i dla mnie), nieznanym świetle. I dlatego niech sięgną do tej książki ci, którzy z tematu II wojny światowej lub wojskowości tego okresu uczynili przedmiot swojego zainteresowania.

* * *

Remek Piotrowski

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE