Tag Archives: 1941

JAK UMARŁY IKONY PRZEDWOJENNEGO KINA

Bodo DymszaAleksandra Żabczyńskiego, Adolfa Dymszę i Eugeniusza Bodo łączy, co oczywiste, status gwiazd kina lat ‘30 i ikon kultury masowej przedwojennej Polski. Na każdej z tych wyjątkowych indywidualności II wojna światowa odcisnęła swe piętno niezwykle wyraźnie. – Jednemu złamała karierę, drugiemu przydała miano zdrajcy, a trzeciego pozbawiła życia.

Przedwojenna kinematografia polska zrodziła wiele gwiazd. O to, komu spośród ówczesnych aktorów należałoby przyznać palmę pierwszeństwa, niech spierają się historycy kina. My zdając się na subiektywne odczucia, wspomnimy o trzech naszym zdaniem najwybitniejszych postaciach, których wojenne losy układają się w niesamowitą mozaikę pełną poruszających dramatów, niespodziewanych zwrotów, tajemnic i kontrowersji.

Aleksander Żabczyński, Adolf Dymsza i Eugeniusz Bodo poza dziesiątkami niezapomnianych kreacji dopisali do swojego imponującego aktorskiego życiorysu jeszcze jedną wybitną rolę, o której dziś, poza wąskim gronem miłośników przedwojennej X muzy, pamięta niewielu. W tym jednak filmie żadnego z nich nie czekał po ostatniej klapsie ani aplauz, ani wysokie honorarium, ani uśmiech wielbicielek. Wojna złamała ich wielkie kariery, złamała i życie.

– Zalotna nonszalancja amanta z wyższych sfer –

Urodzonemu 24 lipca 1900 roku w Warszawie Aleksandrowi Żabczyńskiemu, jako synowi pułkownika armii rosyjskiej i generała Wojska Polskiego, przeznaczona była kariera żołnierska, nic więc dziwnego, że młody Aleksander ukończył z wyróżnieniem poznańską Szkołę Podchorążych. Po powrocie z wojska, w skutek nalegań rodziców, rozpoczął studia prawnicze, ale kłótnia z nauczycielem podczas egzaminu przerwała jego edukację, otwierając inną furtkę rozwoju, która wkrótce pochłonęła go bez reszty.

Studia w Szkole Filmowej i wstąpienie do instytutu teatralnego „Reduta” w połączeniu z wielką fascynacją teatrem, która na początku lat ’20 owładnęła Żabczyńskiego, zwróciły go ku scenie. Wkrótce zaczął występować w warszawskich teatrach, a gdy opuścił na krótko w 1927 roku stolicę, grał na scenach Lwowa, Poznania i Łodzi.

Choć występował przede wszystkim w rewiowych teatrzykach, rewii i operetce do legendy przeszedł głównie dzięki rolom w filmie, w tym w komediach muzycznych: „Manewry miłosne”, „Ada, to nie wypada”, „Jadzia”, „Pani minister tańczy”, „Zapomniana melodia”, „Sportowiec mimo woli” to hity przedwojennego kina polskiego, których scenariusze nie rzadko pisane były specjalnie pod niego.

Zalotna nonszalancja, uroda amanta, pełna uroku aparycja, oraz znakomity głos, którym wylansował kilka przedwojennych szlagierów (najsłynniejszą z nich była nagrana na płytę piosenka „Całuję twoją dłoń, Madam”) przysporzyły mu wielką popularność, zwłaszcza wśród kobiet, które oszalały na punkcie przystojnego aktora.
Gdy Niemcy zaatakowali Polskę przebywał w Warszawie…

– Scipio del Scampio –

Adolf Dymsza (właściwie Adolf Bagiński) również urodził się 1900 roku w Warszawie i również w tym mieście zastał go atak hitlerowców na Polskę. Jak tłumaczy jego biograf Roman Dziewoński, Bagiński chciał używać pseudonimu „Scipio del Scampio”, ale kiedy zadzwoniono z teatru z pytaniem o podanie imienia na afisz, jego siostra zgubiła kartkę z zapisanym pseudonimem i sama wymyśliła na poczekaniu „Dymszę”, co ostatecznie na zawsze przylgnęło do aktora.

Pod koniec lat ’20 Dymsza zaczął grywać w warszawskich teatrach i teatrzykach Grodna, Mińska i Warszawy, lecz dopiero dzięki występom w kabarecie „Qui Pro Quo” zyskał popularność i zaczął być obsadzany w dźwiękowych filmach (o niemych produkcjach, w których występował, wiemy niewiele). W ciągu dziewięciu lat (1930-1939) zyskał gigantyczną popularność dzięki komediowym rolom w takich kinowych hitach, jak: „Antek policmajster”, „Dodek na froncie”, „Robert i Bertrand”, „Paweł i Gaweł”, czy też „Sportowiec mimo woli”. Wielu znawców tematu uważało, że gdyby Dymsza posługiwał się językiem angielskim, mógłby zakasować za Oceanem samego Charliego Chaplina.

– Amant niebanalny –

Ostatni z naszej wielkiej trójki – Eugeniusz Bodo (właśc. Bogdan Eugène Junod) urodził się prawdopodobnie w Genewie, w 1899 roku. Jego ojciec (obywatel Szwajcarii) był właścicielem łódzkiej „Uranii” – jednego z pierwszych na ziemiach polskich kin. Nic więc dziwnego, że młody Eugeniusz od najmłodszych lat chłonął X muzę, choć o jego aktorskich początkach wiemy stosunkowo niewiele.

Związany ze sceną rewiową i kabaretami dopiero w drugiej połowie lat ’20 i na początku ’30 zaczął piąć się w hierarchii polskich aktorów, zdaniem wielu docierając na sam jej szczyt. Wpływ na to miały dwa czynniki. Pierwszy z nich związany był z gwiazdorskim, jakbyśmy powiedzieli dziś, trybem życia. Aktor reklamował krawaty i kapelusze znanych polskich projektantów, a także marynarki firmy Old England.

Ponadto wiązał się z kobietami o głośnych nazwiskach, m.in. z ekscentryczną aktorką Reri (z pochodzenia Tahitanką), z którą w skutek jej problemów z alkoholem (on był abstynentem) wkrótce się rozstał. Zdaniem biografów w jego życiu było miejsce na miłostki, ale nigdy na miłość, a Bodo tak naprawdę kochał tylko swoją matkę i… doga niemieckiego imieniem Sambo, który został utrwalony na słynnym zdjęciu.

Od 1931 roku Bodo został współwłaścicielem wytwórni filmowej B.W.B. Pisał scenariusze i reżyserował filmy, w których często sam odgrywał kluczowe rolę. Nie było w tym nic na wyrost, bo specyficzna uroda („amanta niebanalnego”), znakomite opanowanie scenicznej gestykulacji i kapitalne wyczucie muzyczne (choć głos zdaniem wielu miał zaledwie przeciętny) w pełni predysponowały go do statusu gwiazdy, którą ugruntowały niezapomniane kreacje w „Czy Lucyna to dziewczyna”, „Pieśniarzu Warszawy”, „Pawle i Gawle”, czy „Piętro wyżej” oraz wybitne wykonania takich piosenek, jak „Ach śpij kochanie”, „Umówiłem się z nią na dziewiątą”, czy „Sex appeal”. We wrześniu 1939 roku uciekł do Lwowa…

– Z zawodu szlachcic –

Gdy wybuchła wojna Żabczyński, zmobilizowany we wrześniu 1939 roku, wziął udział w bitwie obronnej, jako porucznik I Pułku ciężkiej artylerii. Po klęsce wrześniowej, wraz z tysiącami polskich żołnierzy przedostał się do Rumunii, potem do Francji, a stamtąd z kolei do Anglii. Wielu spośród słynnych polskich aktorów (a za takiego Aleksander Żabczyński miał prawo się uważać) służbę wojskową odbywało tworząc frontowe teatry i zabawiając żołnierzy podczas licznych tournee.

Nie jednak Żabczyński. On zamierzał wziąć czynny udział w walce, skutkiem czego w 1942 roku wysłano go na Bliski Wschód, gdzie już jako kapitan II Korpusu gen. Władysława Andersa przeżył piekło walk o Monte Cassino, został ranny i odznaczony Krzyżem Walecznych. Rok po ukończeniu wojnie pracował w Polskim Czerwonym Krzyżu w Salzburgu, a w 1947 roku postanowił wrócić do kraju.

M Cassino For your freedom

Nowa władza spoglądała na Żabczyńskiego podejrzliwym okiem. Jego arystokratyczne maniery, nonszalancja oraz nuta wyniosłości nie przysporzyły mu popularności wśród komunistycznego aparatu władzy, podobnie jak i przedwojenne dokonania. Żabczyński, w swoim stylu, ignorował nowy porządek rzeczy żartując sobie z niego w charakterystyczny dla siebie subtelny sposób. Gdy na przykład przyszło mu wypełniać ankietę osobową, w rubryce „zawód” wpisywał przewrotnie „Szlachcic”.

Żabczyński nie miał szans zrobić kariery w powojennym filmie, bo socrealizm nie potrzebował postaci kojarzących się ze zgniłym, sanacyjnym kinem lat ’30, nie dał więc „Żabie” szans na zaistnienie w świadomości widza. Na szczęście aktor otrzymał angaż w teatrze, występował również w Polskim Radiu, a pod koniec 1957 roku, za namową przyjaciół nagrał  kilka piosenek, które przeszły do legendy zbiorów polskich melomanów.

W tym jednak czasie Żabczyński odczuwał już piętno historii i socjalistycznej współczesności. Jego znajomi wspominali po latach, że aktor gasł z każdym dniem. Teatr i Radio płaciły mu grosze, co spowodowało ciągłe kłopoty finansowe, ale nawet wówczas nie rezygnował z charakterystycznego dla siebie gestu.

Zdarzało się na przykład, że pożyczał od kolegów z teatru pieniądze i to tylko po to, aby po wieczornym spektaklu wydać całą sumę w teatralnym barze na jeden kieliszek wódki (reszta kwoty, jako napiwek, lądowała w kieszeni kelnerki zgodnie ze dżentelmeńską etykietą). Dorabiał struganiem z drewna figurek ptaków, za które otrzymywał w Cepelii, jak sam często drwił, tyle, ile za pracę w teatrze.

Również z tego okresu pochodzi jedna z najbardziej poruszających historii związanych z Żabczyńskim, która ukazuje ślad, jaki odcisnęła na nim wojna.
Oto bowiem podczas pewnej, specjalnie zaplanowanej gali miał Żabczyński, jako były zdobywca masywu Monte Cassino, zaśpiewać kultową pieśń pt. „Czerwone Maki”.
Gdy wszedł na środek sceny, a orkiestra zaczęła grać, Żabczyński z zamyśloną twarzą wciąż milczał. Orkiestra przerwała, aktor przeprosił, ale gdy muzyka rozbrzmiała na nowo, artysta tylko spuścił głowę i wyrzekł: „Przepraszam Państwa. Nie zaśpiewam. Mam ich wciąż przed oczami…”, a potem zszedł ze sceny i pomaszerował za kulisy.

Aleksander Żabczyński zmarł na atak serca podczas spaceru po swojej działce 31 maja 1958 roku. Wraz z żoną Marią Żabczyńską spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

– Dodek na froncie –

Dymsza lata okupacji spędził w Warszawie. Wbrew zakazowi konspiracyjnego ZASP-u (Związek Artystów Scen Polskich) postanowił grać w jawnych teatrach rewiowych. Występował w bojkotowanych przez sporą część polskiego społeczeństwa i odwiedzanych przez Niemców teatrach Komedia, Nowości, Niebieski Motyl i Jar, co rzecz jasna nie przysporzyło mu sympatii rodaków.

W trakcie wojny obowiązywały proste zasady i równie prosty sposób pojmowanie rzeczywistości – angaż w którymkolwiek ze stołecznych teatrów równoznaczny był z kolaboracją z Niemcami. Jak uważa biograf aktora, Roman Dziewoński – Adolf Dymsza zdecydował się na ten krok ponieważ bał się o swoje małe córki. Pamiętajmy, że przed wojną stracił trójkę dzieci, a poza tym Niemcy straszyli go, w razie odmowy, licznymi represjami. Sama sytuacja finansowa Dymszów również była trudna – żona aktora przeżywała po śmierci matki depresję i nie miała pracy.

Eugeniusz Bodo i Adolf Dymsza. Kadr z filmu "Paweł i Gaweł" z 1938 r.

Eugeniusz Bodo i Adolf Dymsza. Kadr z filmu „Paweł i Gaweł” z 1938 r.

Przyzwyczajeni do biało-czarnego schematu prezentowania historii zapominamy, że życie pod niemiecką okupacją nie było ani białe, ani czarne. Dymsza nie zasłużył na miano bohatera, posągowego herosa, który może pochwalić się wojennym życiorysem, jak chociażby Żabczyński. Pamiętajmy jednak, że aktor nigdy nie wystąpił w sztuce o zabarwieniu antypolskim czy antysemickim, ponadto odmówił zagrania z aktorem, słynnym kolaborantem Igo Symem (który zresztą zginął z rąk AK), a z rąk samego gestapo wydostał kolportera podziemnej prasy Czesława Skonecznego.

Po wojnie sąd koleżeński ZASP zakazał mu występów w stolicy, zmusił do przekazania 15% honorariów na Dom Aktora w Skolimowie, a jego nazwisko na afiszach musiało być zastąpione trzema gwiazdkami. Wyjechał więc do Łodzi, gdzie z powodzeniem dalej grywał m.in. w Teatrze Powszechnym, a potem wrócił do stolicy.

Nie był pierwszym przypadkiem aktora występującego podczas okupacji dla Niemców, który został dotknięty ostracyzmem (etykietę kolaboranta przypięto również Lidii Wysockiej, Irenie Malkiewicz, Jerzemu Pichelskiemu, Zbigniewowi Sawanowi, którzy… rozprowadzali w teatrze „bibułę”, czyli podziemną prasę). Dziś sposób potraktowania aktorów wzbudza spore kontrowersje, a przez wielu historyków uważane jest za niesprawiedliwe i zwyczajnie nie równoznaczne ze statusem zdrajcy.

O tym zaś, że niedaleko pada jabłko od jabłoni (czyli jeden system zbrodniczy od drugiego zbrodniczego reżimu) niech świadczy to, że aktor należał do PZPR, bo podobno został do tego zmuszony przez Urząd Bezpieczeństwa. Jego stosunek do nowej władzy najlepiej oddaje pewna rozmowa z premierem Józefem Cyrankiewiczem, który zaprosił aktora do siebie, aby ten zabawiał gości. Gdy Cyrankiewicz oprowadzał Dymszę po swoim pięknym mieszkaniu i zapewnił, że za trzy lata wszyscy Polacy będą tak mieszkać, Dymsza odpowiedział, że idzie w takim razie do domu, bo choć to on został zaproszony, aby wygłaszać kawały, to najlepszy żart i tak padł już z ust gospodarza.

Pod koniec życia zmagał się z poważną wadą słuchu, ale jeszcze rok przed śmiercią zagrał (samego siebie) w filmie Jana Łomnickiego pt. „Pan Dodek”. Zmarł w 1972 roku i został pochowany na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

Eugeniusz Bodo wraz ze swoim najlepszym przyjacielem - dogiem niemieckim Sambo.

Eugeniusz Bodo wraz ze swoim najlepszym przyjacielem – dogiem niemieckim Sambo.

– Tajemnica śmierci Eugeniusza Bodo

Każdego z trzech naszych wybitnych aktorów II wojna światowa doświadczyła w dotkliwy sposób, ale odebrała życie tylko jednemu z nich – Eugeniuszowi Bodo. Jak na ironię losu Bodo zginął prawdopodobnie dlatego, że był obywatelem Szwajcarii – kraju, który nie brał udziału w konflikcie z lat 1939-1945.

Tajemnicę śmierci słynnego przedwojennego amanta przedstawił w swoim doskonałym filmie „Eugeniusz Bodo – za winy niepopełnione” (obejrzycie go na TVP Historia) znany historyk kina Stanisław Janicki, który starał się skonfrontować ze sobą kilka sprzecznych wersji – zarówno okoliczności aresztowania Bodo przez NKWD, jak i jego śmierci.

Gdy Niemcy we wrześniu ’39 roku runęli na Polskę od zachodu, Eugeniusz Bodo oddał w dzierżawę swoją warszawską kawiarnię i uciekł na wschód. Zatrzymał się pod Lwowem, gdzie występował w Teatrze Miniatur oraz związał się z zespołem Tea-Jazz Henryka Warsa. Czekając na możliwość ucieczki do Stanów Zjednoczonych, wiódł tu, w miarę wojennych realiów, pozornie spokojne życie i tak było aż do czerwca 1941 roku, gdy nagle, w samym sercu Lwowa, rozpłynął się, jak we mgle.

Janicki zawarł w swoim filmie mniej i bardziej prawdopodobne wersje losów tej najwybitniejszej, jak uważają niektórzy, polskiej ikony kultury masowej lat ’30.
Według relacji Józefa Misiaka, przyjaciela aktora, lwowianina, piłkarza, a potem futbolowego arbitra, Bodo został aresztowany przez patrol NKWD 25 czerwca 1941 roku, około godz. 11 w centrum Lwowa, przy pomniku Agenora Gołuchowskiego.

W tym czasie uciekający przed niemieckim wojskiem sowieci likwidowali we Lwowie świadków swojej zbrodniczej działalności. Przebywanie w miejscu publicznym było niebezpieczne. Zdaniem Misiaka, który widział ponoć całe zdarzenie znajdując się przypadkiem w okolicy (przechodził tuż obok i schował się za krzakami) spacerujący z przyjaciółką Bodo został zauważony przez trzech enkawudzistów, zatrzymany i wylegitymowany. Potem Rosjanie rozdzielili parę i odprowadzili w głąb parku skąd Misiak dosłyszał dwa strzały.

To nie jedyna wersja wydarzeń. Stanisław Janicki poprosił widzów swoich programów o informacje mogące rzucić nieco światła na sprawę tajemnicy śmierci Eugeniusza Bodo. Nowe informacje wykreowały nowe scenariusze. Jeden z nich zakładał, że Bodo został zastrzelony przez Niemców w Przemyślu, niemal na scenie, zaraz po tym, jak opowiedział antyhitlerowski żart. Pewien listonosz ze Lwowa przekonywał natomiast, że osobiście widział zastrzelonego Eugeniusza Bodo w jego lwowskim mieszkaniu, a dentysta aktora, oświadczył, że na postawie stanu uzębienia (ciało zostało zmasakrowane) jest w stanie stwierdzić, że zamordowano go w więzieniu przy ulicy Łąckiego.

„Tydzień Polski” opublikował list mieszkającego w Nowym Jorku Aleksandra Feinera, w którym czytamy: „Bodo zmarł w obozie sowieckim 24 grudnia 1943 r. Obóz nazywał się Peresylnyj Punkt nr 1 i znajdował się w Bołtince koło Kotłasu, archangielskaja obłast. Powodem śmierci była pelagra i głód. Ja o tych faktach wiem, ponieważ też tam byłem – a mój ojciec, Leon Feiner, umarł w tym samym dniu na sąsiedniej pryczy”.

W „śledztwo” ostatecznie włączyła się również krewna aktora – Wiera Rudź, która wysłała dziesiątki listów do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, prezydentów Lecha Wałęsy i Borysa Jelcyna oraz innych polityków, prosząc ich o pomoc w wyjaśnieniu zagadki śmierci swego krewniaka.

Nieoczekiwanie odpowiedź przyszła od rosyjskiego Czerwonego Krzyża, wedle której Bodo zmarł 7 października 1943 roku w łagrze w Kotłasie pod Archangielskiem. Przekonujące w tej informacji był nie tylko sam prestiż organizacji, ale i rzecz bez precedensu – dołączone do listu dwa wstrząsające zdjęcia, przedstawiające Bodo w pasiaku więziennym. Jego owrzodzona głowa, z zarośniętą i wychudzoną twarzą to obraz, który mówi sam za siebie.

Wstrząsające zdjęcia zrobione Eugeniuszowi Bodo przez Sowietów.

Wstrząsające zdjęcia zrobione Eugeniuszowi Bodo przez Sowietów.

Ważnym głosem w tej sprawie są również bezcenne wspomnienia Alfreda Mirka, który w 1943 roku znalazł się w więzieniu NKWD na moskiewskich Butyrkach i tam spotkał Eugeniusza Bodo. Aktor, jak relacjonuje współwięzień, znajdował się w ciężkim stanie. Mirka wspominał o jego bezwolnej, pogodzonej i wyczekującej śmierci twarzy oraz o tym, że (być może dlatego, iż obaj byli przedstawicielami inteligencji) stali się sobie w pewnym sensie bliscy. Po jakimś czasie, w łagrze, Alfred Mirka spotkał więźnia, który był ponoć świadkiem śmierci polskiego aktora. Zgodnie z jego wersją umierającego mężczyznę zaniesiono na noszach z wagonu wprost do łagrowego szpitala i tam stwierdzono zgon. Ciało zakopano w zbiorowej mogile.

Eugeniusz Bodo nie został zwolniony z sowieckiej niewoli po ataku Hitlera na ZSRR, tak jak setki tysięcy Polaków, dlatego że po pierwsze – oficjalnie był obywatelem Szwajcarii (na nic zdały się protesty konsulatów polskiego i szwajcarskiego), a po drugie – NKWD podejrzewało tego znającego wiele języków i często przebywającego w Berlinie człowieka (przebywał tam przed wojną wypełniając swoje obowiązki producenta filmowego) o szpiegostwo i poddało morderczemu śledztwu, którego ten „który umówił się z nią na dziewiątą” nie zdołał przeżyć.

Źródła:
– Już nie zapomnisz mnie, film Telewizji Polskiej w reż. Marka Maldisa (2010)
– Monika Zakrzewska, Co się dziwisz: Aleksander Żabczyński (cosiedziwisz.blogspot.com)
– Tomasz Zbigniew Zapert, Adolf Dymsza: z dziejów śmiechu w: Rzeczpospolita (wydanie internetowe z 6 grudnia 2010 r.)
– Roman Dziewoński „Dodek Dymsza”. LTW, Łomianki 2010
– S. Nicieja, Tajemnica śmierci Eugeniusza Bodo w: współczesna.pl (z dnia 29 stycznia 2011 r.)
– Jacek Marczyński, Jak umierał Eugeniusz Bodo w: Rzeczpospolita (wydanie internetowe z 7 października 2008)
– Eugeniusz Bodo – za winy niedopełnione, film w reż. Stanisława Janickiego (1997)

*   *   *

Remek Piotrowski

Reklamy

7 Komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, PORTRETY

TAJEMNICA BUNKRA POD SPAŁĄ

Nawet dla dzieciaka nie było tajemnicą, że Niemcy coś budują w Jeleniu i Konewce, a nieco później wiadomym było, że wznoszone są tam olbrzymie bunkry. Robotnicy opowiadali, że pracują przy budowie ogromnego podziemnego miasta. | Wspomnienia Teodora Wołczyka, który w czasie budowy bunkrów miał 14 lat; na podstawie Panoramy Robotniczej nr 16 z 1989 r.

W okresie dzieciństwa niemal każde wakacje spędzałem w Teofilowie – niewielkiej miejscowości letniskowej, która znajduje się niedaleko Tomaszowa Mazowieckiego, pomiędzy Spałą, Konewką i Inowłodzem, nieco ponad godzinę drogi z Łodzi. Dziecko potykające się tutaj na każdej leśnej wyprawie o niemieckie bunkry i stanowiska obronne, zbierało w głowie bardzo fragmentaryczną, choć mającą w sobie nieodparty urok wiedzę na temat działań wojennych w tym rejonie – wiedzę pełną niesamowitych opowieści i niewiarygodnych tropów.

Opowieści te pochodziły zarówno od ludzi, jak i rzeczy; pochodziły od mieszkańców wsi, jak i napotykanych niegdyś co rusz bunkrów – cała ta otoczona ogromnymi lasami i rwącym nurtem rzeki Pilicy ziemia, poprzecinana była zrujnowanymi po latach, lecz wciąż działającymi na wyobraźnię małego dziecka umocnieniami z okresu hitlerowskiej okupacji. A one skrywały w sobie tajemnicę…

– Polował tu Göring… –

Niemcy po zagarnięciu części terenów II Rzeczpospolitej we wrześniu 1939 roku zauroczyli się w Spale z miejsca, a do gustu, ze względów logistyczno-wojskowych, przypadły im również tereny wokół tej niewielkiej wsi wczasowej, której dzieje sięgały początków XVII wieku. Spała nie była bowiem zwykłym letniskiem, jakich w Polsce przed ’39 rokiem było wiele.

To tutaj zdecydowano się wybudować w 1922 roku letnią rezydencję prezydentów Rzeczypospolitej, w czym ogromna zasługa Stanisława Wojciechowskiego – drugiego prezydenta II RP. Na jego polecenie inżynier Kazimierz Skórewicz zbudował w 1923 roku na miejscu dawnych koszar kozackich przepiękną kaplicę drewnianą w stylu zakopiańskim nazywaną przez długi czas Kaplicą Prezydentów RP pw. Królowej Korony Polskiej, którą zresztą można oglądać do dziś.

W Spale zakochał się również kolejny prezydent Ignacy Mościcki – wielki amator polowań, który wprowadził zwyczaj obchodzenia w Spale dorocznych ogólnopolskich dożynek (na pierwsze polskie święto plonów przybyło 10 tysięcy gości. W zeszłym roku podobną imprezę zorganizował tutaj Bronisław Komorowski). Niemieckie elity poznały Spałę i jej bogactwa jeszcze przed wojną – polował tu na zwierzynę przyszły marszałek III Rzeszy Hermann Göring, a gościem rezydencji Prezydenta RP był minister spraw zagranicznych Joachim von Ribbentrop.

Nic więc dziwnego, że zaraz po kampanii wrześniowej generał von Manstein zaproponował przeniesienie z Łodzi do Spały sztabu niemieckich wojsk okupacyjnych. Po zajęciu tych ziem hitlerowcy zaadaptowali Spałę pod miejsce kwaterunku sztabu i ważnych oficerów – 20 października jeden z głównych autorów niemieckiego zwycięstwa nad Polską – generał Johannes von Blaskovitz przeniósł tu sztab Wehrmachtu Wschód (Oberost). Słynny dowódca zamieszkał w prezydenckiej rezydencji, domku myśliwskim wybudowanym w 1886 roku tuż nad samą Pilicą, z którego przed prezydentami Rzeczpospolitej korzystał Car Rosji Aleksander III.
.
Spałę w tym czasie poznał również przyszły kat Polaków – Hans Frank, który otrzymał od Hitlera zadanie zarządzenia Generalną Gubernią (część terenów okupowanych nie wcielonych do Rzeszy), a w grudniu 1939 roku dwukrotnie odwiedził miejscowości i spotkał się w niej z generałem von Blaskovitzem celem przejęcia od wojska administracji na terenami okupacyjnymi. Rozpoczęła się trwająca kilka tygodni walka honorowego żołnierza z bezlitosnym prawnikiem. Niemiecki generał sprzeciwiał się terrorowi i sposobowi traktowania cywili, które narzucała polityka Hansa Franka. 6 lutego doszło w Spale do spotkania w tej sprawie – Hitler (nie brał w nim udziału) poparł Franka, rozwiązał Oberost i odwołał ze stanowiska von Blaskovitza. W okolicach Spały zaczął więc rządzić brunatny terror, któremu swoją drogą aktywnie sprzeciwiały się miejscowe oddziały partyzanckie. Wkrótce Berlin powołał Militärbefehlhaber im Generalgouvernement, czyli dowództwo wojskowe w Generalnej Guberni, którego sztab mieścił się w Spale.

– Tajemnicze bunkry i schrony –

W rejonie przybywa wojska i żandarmerii ochraniającej pracę sztabu, wkrótce zapada również decyzja, że musi tu powstać umocnione stanowisko dowodzenia dla sztabu Grupy Armii „Środek” (Mitel), który ma odegrać dużą rolę w planie inwazji na Rosję sowiecką.
Jak piszą w swojej książce Małgorzata i Juliusz Szymańscy – prace projektowe rozpoczęto tu już we wrześniu 1939 roku, ale miały one z początku za zadanie stworzenia wyłącznie odpowiedniego zaplecza dla dowództwa sztabu – rozbudowywano więc sieci dróg, mostów i łącz telefonicznych.

Najpóźniej jesienią 1940 roku, gdy przygotowania do wojny z ZSRR znajdowały się w zaawansowanej fazie planowania postanowiono, że w okolicy Spały powstaną specjalne schrony, którym nadano kryptonim Gefechtsstand „Anlage Mitte” (stanowiska dowodzenia „Obszar Środek”). Zdecydowano się na budowę dwóch wielkich kompleksów – jeden zlokalizowano w Jeleniu (około pięciu kilometrów na południowy-wschód od Tomaszowa Mazowieckiego), drugi – ten często odwiedzany w okresie dzieciństwa przez autora niniejszego artykułu – umiejscowiono we wsi Konewka – miejscu położonym w lesie, przy bocznicy łączącej tartak z linią kolejową Spała-Tomaszów.

Za budowę kolosów odpowiedzialna była firma Askania, funkcjonująca w ramach utworzonej w 1938 roku w nazistowskich Niemczech Organizacji Todt mającej za zadanie budowę obiektów wojskowych. Z początku korzystała ona w Jeleniu i Konewce z pracy 1200 robotników – głównie Niemców, choć odnotowano również grupę Polaków – przymusowych robotników z Pomorza, zakwaterowanych w szkole we wsi Białobrzegi oraz w Tomaszowie i dowożonych autobusami i ciężarówkami. Wkrótce, ze względu na skalę przedsięwzięcia, do pracy zaprzęgnięto 3 tysiące osób, a jeden ze świadków wspominał o 2 tysiącach Włochów.

Żelbetonowe schrony-tunele o przekroju ostrołuku, składające się z kilkunastu segmentów, miały około 350 metrów długości, mierzyły przy podstawie szerokość 15 metrów oraz wysokość 9 metrów. Wzdłuż ich korytarzy biegły tory kolejowe umożliwiające wjazd całego składu pociągu. Oczywiście wokół całości wybudowano inne ośrodki – m.in. kotłownie i siłownie (korzystające z silników Diesla) łączące się ze schronami podziemnymi kanałami. Teren zamaskowano, ogrodzono drutem kolczastym, zabezpieczono polem minowym, wieżami strażniczymi i stanowiskami artylerii przeciwlotniczej, dodatkowo obiekt w Konewce dysponował własnymi bunkrami obronnymi i własnym ujęciem wody.

– Tajemniczy transport –

Imponujących rozmiarów obiekty, schowane w gąszczu spalskich lasów, zostały ukończone latem 1941 roku, ale nie odegrały żadnej roli w Operacji Barbarossa (kryptonim inwazji Niemiec na ZSRR), pełniąc jedynie rolę zapasową.
Polski kolejarz wspomniał jednak po latach o jednym niezwykle tajemniczym wjeździe specjalnego pociągu z Tomasza Mazowieckiego do Konewki. Stało się to pod osłoną nocy, a wzdłuż torów co kilkadziesiąt metrów ustawieni byli niemieccy żołnierze, którzy nikomu nie pozwolili zbliżyć się do składu. Co znajdowało się w wagonach – nie wiadomo do dziś, choć ludzka wyobraźnia stworzyła wiele, czasami niesłychanych i mało prawdopodobnych wersji.

– Zagadki bunkrów –

Po klęskach Wehrmachtu pod Stalingradem i na Kaukazie losy wojny zostały odwrócone. Sowieci z wolna poczęli przeć ze wschodu za zachód, a alianckie bombardowania obracały w pierzynę niemieckie miasta. Minister przemysłu III Rzeszy i jeden z ulubieńców Hitlera – Albert Speer postanowił przenieść ważne gospodarcze obiekty, przede wszystkim fabryki poza zasięg amerykańskich i brytyjskich bombowców. Schrony-tunele w Konewce, o których dokładnej funkcji na przestrzeni lat 1941-1943 ciężko powiedzieć coś z całkowitą pewnością, idealnie nadawały się do realizacji zamierzeń hitlerowskich władz.

Niemiecki katalog dyslokacji obiektów gospodarczych z 1944 roku notuje obiekty w Jeleniu i Konewce. Jak się okazuje należały one w tamtym czasie do firmy Bruim Gmbh, która produkowała tam urządzenia przeładunkowe. Spory ruch w schronach rozpoczyna się już od 1943 roku, gdy do tuneli coraz częściej przybywają składy pociągów liczące (podaje dane za Małgorzatą i Juliuszem Szymańskimi) 35-38 wagonów (w tym cysterny).

To właśnie wówczas wśród miejscowej ludności zyskują na popularności fantastyczne i do dziś niesprawdzone informacje, które mówiły o budowie schronach słynnych rakiet V1 i V2, pracach nad benzyną syntetyczną, czy bronią chemiczną. Nie wykluczone, że i z tego okresu pochodzą pogłoski o umiejscowieniu w Konewce legendarnej bursztynowej komnaty, które usłyszałem osobiście od mieszkańców spalskiego rejonu. Faktem jest, że przez cały okres wojny Niemcy strzegli obu obiektów z dużą starannością, co daje do myślenia, choć nie musi przekonywać do istnienia niesamowitych teorii.

W 1944 roku (zdaniem autorów książki „Kwatery Hitlera…”) w obiektach działała tomaszowska filia zakładów Daimler-Benz, która zajmowała się tam demontażem uszkodzonych silników lotniczych. Być może zajmowano się również montażem silników marki BMW. Pracowali tutaj jeńcy rosyjscy, Polacy, a obiekt był bardzo dobrze strzeżony przez żołnierzy niemieckich. W październiku ’44 roku zaprzestano produkcji, wywieziono cały sprzęt, w nieznanym kierunku wywieziono również wszystkich przymusowych robotników.

mapkakonewka

Legenda (źr.bunkierkonewka.eu)
1. bunkier dla pociągu sztabowego (kolejowy)
2. bunkier kompleksu energetycznego (maszynownia)
3. bunkier stacji uzdatniania wody
4. zbiornik wody technologicznej, hydrofornia
5. ujęcie wody
6. zbiornik paliwa (ok. 50. 000l)
7. kanały techniczne
9. bocznica kolejowa

– Zalani przez Sowietów i… wodę –

Wobec postępów Armii Czerwonej niemieckie władze wojskowe postanowiły na przełomie pod koniec 1944 roku zorganizować na okupowanych ziemiach polskich wielokilometrowe odcinki umocnień. W rejonie Spały znalazły się trzy grupy schronów, rozlokowano tu również wiele mniejszych pozycji obronnych, które wiele lat później znajdowałem na swojej drodze podczas pieszych wypraw w kierunku Spały i Inowłodzu (wpadałem na nie zarówno przy drodze, jak i w lesie). Rosjanie uderzyli jednak w 1945 roku z taką siłą, że hitlerowskie pozycje obronne w okolicach Tomaszowa Mazowieckiego nie odegrały większego znaczenia, a uciekające w popłochu przez zamarzniętą Pilicę niemieckie oddziały zostawiły na dnie rzeki dziesiątki wozów bojowych, które są odkrywane pośród mułów dnia po dziś dzień.

Po wojnie gigantyczne schrony w Konewce i Jeleniu wzbudzały wiele kontrowersji. Niestworzone legendy przekazywane z ust do ust oraz fakt zatopienia schronów przez wycofujące się oddziały niemieckie zrodziły wiele mitów i podsycały wcześniejsze legendy– m.in. na temat istnienia tajnych, podziemnych kondygnacji, do których dotarcie ze względu na stan wody i jej zamulenie okazało się niemożliwe i to pomimo prób poczynionych przez profesjonalnych nurków i kluby odkrywców (ciekawostką jest również to, że tereny odwiedził Bogusław Wołoszański autor popularnego w latach ‘90 cyklu „Sensacje XX wieku”). Wody nie sposób było wypompować z kanałów nawet za pomocą profesjonalnych urządzeń (gdy się za to zabrano, po kilku godzinach prac stan wody powrócił do pierwotnego).

Wiele lat temu, gdy jako dziecko odwiedzałem schron-tunel w Konewce (całość nie stanowiła wówczas jeszcze trasy turystycznej i Muzeum, który można dziś odwiedzać, do czego gorąco zachęcam) obiekt znajdował się na terenie poligonu wojskowego. Należało się przekraść przez siatkę ogrodzenia i idąc kilka minut dochodziło się do gigantycznej budowli schowanej głęboko w leśnej gęstwinie. Wyraźne ślady po szynach kolejowych, porośnięte mchem betonowe mury, zalane wejście do tajemniczych kanałów, które wzbudzało strach i zaciekawienie zarazem, budziły w wyobraźni mało być może naukowe, ale niesłychanie silną potrzebę zanurzenia się w czarze historii. Występowanie z wyjątkową intensywnością tego typu miejsc w rejonie Spały, Inowłodza, Konewki z pewnością ukształtowało chęć zbadania tajemnicy. Dlatego polecam odwiedzić więc Spałę i Bunkier w Konewce, zachęcam do odwiedzenia kilku pozostałości po innych śladach niemieckich umocnień w tym rejonie, odwiedzenia również Domu Pamięci w Spale i Szańca Hubala, miejsc przypominających o silnym ramieniu polskiego podziemia na tych terenach (o czym opowiemy kiedy indziej). Magia tajemniczej historii wciąż unosi się z nad tym miejscem, choć nie tak silna, jak jeszcze kilkanaście lat temu, wciąż może urzec. Dla mnie w Konewka zawsze będzie skrywać wielką nieodgadnioną tajemnicę.

Źródła:
– Małgorzata i Juliusz Szymańscy, Kwatery główne Hitlera oraz niemieckie stanowiska dowodzenia w Polsce, ŁKE „Labirynt”96”, Łódź, 2002. ISBN 83-906436-9-3 (str. 118-140)
– artykuł oparłem na wspomnieniach, własnych materiałach i przede wszystkim na wskazanym rozdziale książki państwa Szymańskich.
– Oficjalna strona: bunkierkonewka.eu (FOTO i informacje)

* * *

Remek Piotrowski

5 Komentarzy

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA