Tag Archives: historia

WOBEC NADCHODZĄCEJ DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ – Władysław Studnicki (quasi-recenzja)

„Przy zbrojnej neutralności Polski Rosja sowiecka niemal traci szanse zdobyczy terytorialnych w Europie, zwiększających jej wpływy. Wielka Brytania, wciągając Rosję do przymierza, musi jej za to przymierze zapłacić. Naturalną zapłatą są ziemie wschodnie Rzeczypospolitej Polskiej.” | Władysław Studnicki, Wobec nadchodzącej drugiej wojny światowej, Universitas, Kraków 2018, s. 131.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

ZANIM POWSTAŁA LIGA – Paweł Gaszyński

„Niemile uderzało widzów humorystyczne zachowanie się trenera Cracovii. Po pierwszym goalu, wylatuje ten pan na boisko i na głos krzyczy do kapitana swojej drużyny: „verteidigen” [bronić – przyp. PG] (!), a co przecież wobec wczorajszej świetnej gry Cracovii było zbyteczne. Tak samo ciągłe jego okrzyki i wykrzykniki śmieszne pod adresem swoich graczy niemile raziły i denerwowały widzów, a nie mniej zapewne i graczy.” |”Gazeta Poranna”, nr 5988 z 24.08.1921, s. 6 [w:] Paweł Gaszyński, Zanim powstała liga… t. III: sezon 1921, cz.1, s. 33.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

„GIBRALTAR. TAJEMNICA SIKORSKIEGO” – Dariusz Baliszewski (quasi-recenzja)

„Tego dnia historia otrzymywała do przyjęcia na wiarę jeden z najdziwniejszych chyba wypadków lotniczych w dziejach lotnictwa – ze startującego samolotu wypadły worki z pocztą, zablokowały się stery wysokościowe, które ani teoretycznie, ani praktycznie nie mogły się zablokować, wszystkie ofiary, a nikt nie wie, ile ich było, zginęły na skutek śmiertelnego urazu głowy […]” | Dariusz Baliszewski. Gibraltar. Tajemnica Sikorskiego, RYTM, Warszawa 2017, s. 138.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

SKAZANE NA ZAPOMNIENIE. POLSKIE AKTORKI FILMOWE NA EMIGRACJI – Grzegorz Rogowski (quasi-recenzja)

„[…] To okrutny los chciał inaczej. Jej przyjaciółka Irena Hradyska, z którą mieszkała w polskim pensjonacie w Indiach, krótko po jej śmierci napisze trafnie: Utalentowana artystka zeszła ze świata tak cicho, jak cicho zeszła ze sceny…| Grzegorz Rogowski, Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji, Muza, Warszawa 2017, s. 463.

Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

Polskie Podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiadu gen. Reinharda Gehlena [opis książki]

polskie-podziemie-w-oczach-wroga„W tej woli oporu i zwycięstwa niektóre czynniki uwidaczniają się szczególnie mocno. Jest to przede wszystkim tęsknota za pełnią życia oraz różnorodnymi możliwościami jej doznania. Tam gdzie Polakom ogranicza się te możliwości, tam gwałtownie wybucha jego sprzeciw.” | Polskie Podziemie w oczach wroga. Tajny raport dowódcy niemieckiego wywiady gen. Reinharda Gehlena, Wydawnictwo M, Kraków 2016, s. 165.

Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

ROTMISTRZ PILECKI I JEGO OPRAWCY – Tadeusz M. Płużański (quasi-recenzja)

Pilecki-i-jego-oprawcy-okladka-360x509„Ja zostanę, wszyscy nie mogą stąd wyjechać, ktoś musi tu trwać bez względu na konsekwencje. Tak bohater dwóch okupacji – niemieckiej i sowieckiej – rotmistrz Witold Pilecki odpowiedział na rozkaz generała Andersa, aby ewakuował się z Polski do Włoch. Te słowa powinny być dla nas drogowskazem. Bez względu na konsekwencje…”
[Tadeusz M. Płużański, Rotmistrz Pilecki i jego oprawcy, Fronda, Warszawa 2015, s. 262.]

Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

Karty „Alianci. II wojna światowa”

Alianci karty Nakładem Fabryki Kart Trefl – Kraków ukazały się nowe karty z serii Excellent – „Alianci.  II wojna światowa”, czyli doskonały upominek świąteczny dla miłośników historii. Zestaw zawiera talię oraz dwie książeczki – jedną z zasadami pięciu popularnych gier karcianych i drugą z komentarzem historycznym przybliżającym postać lub broń widniejącą na kartach.

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA

PROCES NORYMBERSKI. TRZECIA RZESZA PRZED SĄDEM – Joe J. Heydecker, Johannes Leeb

Proces„[…] Dr Seidl: – Tydzień przed wybuchem wojny i trzy dni przed planowaną koncentracją wojsk przeciw Polsce między obu państwami został jeszcze zwarty tajny układ.

Przewodniczący trybunału, sir Lawrence: – Doktorze Seidl, mam nadzieję, że nie zapomniał pan obowiązującej procedury i zdaje sobie sprawę, że nie jest to właściwa pora na wygłaszanie przemówień?

Dr Seidl:- Nie zamierzam wygłaszać przemówienia, zamieszam jedynie powiedzieć kilka słów tytułem wprowadzenia do dokumentu, który przekażę trybunałowi. […]”

[Joe J. Heydecker, Johannes Leeb, Proces Norymberski. Trzecia Rzesza przed sądem, RM, Warszawa, 2015, s. 246.]

Czytaj dalej

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

LOSY SKOCZKA – Jerzy Feliks Szymański

losy sNiepublikowane dotąd wspomnienia Jerzego Feliksa Szymańskiego to zajmująca lektura, nawet jeśli samemu bohaterowi trudno zyskać naszą sympatię, a w pewnym momencie także zaufanie. Człowiek, który zetknął się w swoim życiu z wieloma ważnymi postaciami decydującymi o losach Polski, który znalazł się w samym centrum wydarzeń, snuje pisaną żywym językiem opowieść o swoich przeżyciach zdradzając kulisy małej i dużej historii. Całość skłania do refleksji na temat skomplikowanych niejednoznacznych dziejów Polaków.

Czytaj dalej

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

POPEŁNIŁEM: Rozkaz: Trzaskać! Zapomniane akcje polskiego podziemia

Rozkaz Trzaskać PiotrowskiKilka tygodni temu miała miejsce premiera mojej trzeciej książki pod tytułem Rozkaz: Trzaskać! Zapomniane akcje polskiego podziemia. Dołożyłem wszelkich starań, aby rzecz była zajmująca i możliwie najwierniej oddała przebieg wybranych akcji. Na ile to się udało, ocenicie sami. Zachęcam do lektury.

Poniżej krótka informacja od mojego wydawcy (DW PWN) oraz linki do umieszczonych w sieci recenzji. Na końcu kilka słów o tym, co znajdziecie w poszczególnych rozdziałach książki.

Informacja od wydawcy:
Książka przedstawia wybrane akcje polskiego podziemia w okupowanej przez Niemców Warszawie i Krakowie, a także na ziemiach zagarniętych po 1939 roku przez ZSRR. Zostały w niej opisane zamachy, akcje likwidacyjne, akcje odbicia więźniów – niektóre nieznane lub wręcz zapomniane. Każda z tych historii nadaje się na scenariusz dobrego kina sensacyjnego…
Autor opisuje przygotowania to wybranych akcji i ich przebieg, ale zwraca także uwagę na motywację i pomysłowość uczestników, a także podłoże emocjonalne i konsekwencje (źr. http://www.dwpwn.pl)

Opublikowane do tej pory recenzje książki (linki). Zachęcam do lektury przed ewentualnym kupnem książki:
zielonowglowie.blogspot.com – Walczyć z apokalipsą…
histmag.org – Recenzja
historia.org.p – Recenzja
Półka z Kulturą – Recenzja
http://mojswiat-szelestkart.blogspot.com – Recenzja
http://pasje-fascynacje-mola-ksiazkowego.blogspot.com – Recenzja
Dziennik Łódzki – Książka o niezwykłych akcjach łódzkiego podziemia podczas II wojny światowej

Spis treści (plus kilka słów o tym, czego dotyczą poszczególne rozdziały):
– Rozdział I: BOLLWERK (czyli podpalenie magazynów III Rzeszy w porcie rzecznym w Poznaniu)
– Rozdział II: ZDOBYĆ WIĘZIENIE (jak Jan Piwnik „Ponury” rozbił więzienie w Pińsku)
– Rozdział III: BOMBY W BERLINIE (zapomniane akcje polskiego podziemia w Berlinie)
– Rozdział IV: POKÓJ 228 (zamachy na SS-Oberscharführera Herberta Schultza i SS-Rottenführera Ewalda Lange)
– Rozdział V: KAMIKAZE (szaleńczy atak Jana Krysta w „Adrii”)
– Rozdział VI: ZEMSTA I ZDRADA (o oddziale Piwnika, pacyfikacji Michniowa i zdradzie zaufanego żołnierza AK)
– Rozdział VII: „N” W ŁODZI (walka z okupantem w Łodzi)
– Rozdział VIII: PENSJONAT (uwolnienie więźniów z jasielskiego więzienia)
– Rozdział IX: GÓRAL (słynna akcja zdobycia prawie 105 milionów złotych)
– Rozdział X: DZIEWIĘĆDZIESIĄT SEKUND – AKCJA „GŁÓWKI” (zamachy na SS-Oberscharführera Franza Bürkla, SS-Hauptscharführera Augusta Kretschmanna i  SS-Sturmmanna Ernsta Weffelsa)
– Rozdział XI: ZA KOTARĄ (likwidacja groźnego konfidenta w warszawskim barze)
– Rozdział XII: POLOWANIE NA GRUBEGO ZWIERZA (zamachy na gubernatora dystryktu warszawskiego Ludwiga Fischera i gubernatora GG Hansa Franka)
– Rozdział XIII: STRZAŁY POD WAWELEM (zamach na wyższych Dowódców SS i Policji w GG – Friedricha Wilhelma Krügera i Wilhelma Koppe)
– Rozdział XIV: ZAPOMNIANE AKCJE „KOLEGIUM A” (zapomniany oddział Józefa Rybickiego i jego zapomniane akcje)
– Rozdział XIV: ZWOLNIENIE ZE SZPITALA (uwolnienie więźniów ze Szpitala Jana Bożego)

Książkę można kupić w księgarniach lub w internecie (na przykład: TUTAJ )
Życzę zajmującej lektury. Za ewentualne wpadki z góry przepraszam

– Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY

ANODA. KAMIEŃ NA SZAŃCU – Piotr Lipiński

Anoda„Polscy komuniści wkroczyli właśnie w najkrwawszy okres swoich rządów. Rozprawiali się z opozycją. Zamykali w więzieniach żołnierzy Armii Krajowej – bohaterów II wojny światowej. Oskarżali ich o próbę obalenia ustroju albo współpracę z hitlerowcami. Zarzuty bywały wyimaginowane i absurdalne.
Janka aresztowali w Wigilię 1948 roku.” | Piotr Lipiński, Anoda. Kamień na szańcu, Agora i Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2015, s. 7.

Piotr Lipiński, ceniony reporter historyczny, autor m.in. książek  Humer i inni oraz Raport Rzepeckiego, na początku swojej opowieści o Janie Rodowiczu przyznaje, że niełatwo napisać biografię postaci tak pozytywnej jak „Anoda”. A jednak efekt jego pracy jest znakomity – otrzymujemy nie hagiografię i nie pean na cześć pomnika, a zajmującą opowieść o zwyczajnym chłopaku, którego wojna poddała okrutnej próbie, a on tę próbę zdał celująco.

Narracja w książce Lipińskiego przebiega dwutorowo. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z reportażem-biografią – opowieścią o dzieciństwie Rodowicza, okresie spędzonym w szkole imienia Stefana Batorego, przygodzie z harcerską słynną „Pomarańczarnią”, życiu w makabrze okupacji niemieckiej, działalności w ramach małego sabotażu, Grupach Szturmowych Szarych Szeregów, akcji pod Arsenałem, wreszcie – powstańczym szlaku i próbach uporządkowania sobie życia po tak zwanym wyzwoleniu.

I choć Jan Rodowicz „Anoda” istotnie był legendą Szarych Szeregów i to on, co wydawca przypomina w zapowiedzi książki, pierwszy rzucił butelkę z benzyną pod Arsenałem, a potem został jednym z najsłynniejszych żołnierzy AK, to w trakcie lektury nie odnosi się wrażenia, że obcujemy oto z jakąś papierową sylwetą. Wprost przeciwnie.

Skłonność bohatera do płatania figli kolegom (o wielu wygłupach Rodowicza przeczytałem tu po raz pierwszy); jego pasje, słabości oraz niezwykłe usposobienie do ludzi i życia wydatnie w tym Lipińskiemu pomogły, ale iluż autorów uległoby pokusie i zbudowałoby wizerunek sztuczny, oparty na patosie. Reporter poszedł na szczęście inną drogą.

„Anoda” był, tak się przynajmniej zdaje, niezwyczajnie zwyczajnym młodzieńcem – utalentowanym i szalenie inteligentnym, ale przecież nie ubiegającym się o miejsce w panteonie bohaterów narodowych. To, że się w nim faktycznie znalazł to już wynik podejmowanych przez niego w trakcie wojny decyzji, umiejętności „czytania” ludzi, własnego charakteru, bez wątpienia i odwagi. Jest chłopakiem, z którym, pisze Lipiński, po prostu ma się ochotę zakumplować.

Poznajemy, czy też przypominamy sobie dzięki tej książce nie tylko dokładny życiorys „Anody”, ale i okoliczności jego tragicznego końca – równolegle bowiem prowadzi Lipiński opowieść o śmierci żołnierza. Jej okoliczności budzą wątpliwości do dziś.

Urząd Bezpieczeństwa przyszedł po niego w Wigilię 1948 roku. Dwa tygodnie później Rodowicz już nie żył, a według oficjalnej wersji, przy której komuniści upierali się do końca – popełnił samobójstwo skacząc z okna budynku Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej. Trudno w to uwierzyć i to z kilku powodów…

Opowieść o ostatnich godzinach życia Rodowicza i tym, co działo się po jego śmierci jest wielowątkowa i ma kilku bohaterów. Autor podjął mnóstwo tropów (niektórych fałszywych, innych przybliżających do poznania prawdy) i dotarł do ważnych świadków – lekarzy, którzy przeprowadzili sekcję zwłok, narzeczonej i zarazem pierwszej wielkiej miłości Rodowicza, kolegów z AK, współwięźniów i co najważniejsze – podejrzanych o zbrodnię funkcjonariuszy UB mocno w całą sprawę „Anody” zamieszanych. Zeznania tych ostatnich są najciekawsze i być może (zapewne wbrew ich intencji) odkrywają najwięcej prawdy. Ktoś tu z nich kłamie, ktoś sprowadza dziennikarza na manowce…
Tego, co zdołał ustalić Lipiński i na ile zbliżył się do prawdy w trakcie prowadzonego przez siebie dziennikarskiego śledztwa ze zrozumiałych powodów nie ujawnię.

Być może niektórzy wytkną autorowi książki, że wiele podanych w książce faktów – zarówno tych odnoszących się do jego życia, jak i tych dotyczących śmierci – znanych było już wcześniej (przytaczane są na przykład w ciekawym teatrze telewizji pod tytułem Pseudonim Anoda, a trafić można na nie studiując inne książki i artykuły prasowe).
To prawda, ale moim zdaniem wartością samą w sobie jest w tym przypadku powstanie książki o Rodowiczu i tym samym przypomnienie współczesnym jego postaci; a także – refleksja nad całym pokoleniem, tak przecież poniżanym najpierw przez narodowy socjalizm z zachodu, a potem przez komunizm ze wschodu.

Lektura tej książki dostarcza wzruszeń i nie są to wzruszenia łatwe. Są autentyczne, choć jak wspomniałem, osobom zaznajomionym z dziejami Jana Rodowicza, będą, jeśli można się tak wyrazić, w dużej mierze znane.
Co ważne (nie wiem, czy taki był akurat zamysł autora) lektura ta prowokuje do zadania kilku ważnych pytań, między innymi dotyczących kwestii odpowiedzialności za zbrodnie popełnione w imieniu Polski Ludowej, za które pomimo dwudziestu sześciu lat suwerenności nikt, ani z elit rządzących tamtym systemem, ani nikt z szeregów wcielających w życie ponury terror nie poniósł kary.
I to, obok śmierci bohatera, jest w całej opowieści o „Anodzie” najtragiczniejsze, a kiedyś, jestem pewien, odbije się czkawką.

[Piotr Lipiński, Anoda. Kamień na szańcu, Agora i Muzeum Powstania Warszawskiego, Warszawa 2015]

Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, RECENZJE

1945. WOJNA I POKÓJ – Magdalena Grzebałkowska

okladka_3d_1945„Klara jeszcze nie wie, że uzbrojeni ludzie to polscy policjanci. I nie wie też, że do domu jej i sąsiadów wprowadzają się właśnie milczący ludzie z wozów. Wchodzą do jej kuchni, dotykają ciepłego jeszcze pieca, kładą się na jej haftowane poduszki i strącają ze ściany jej zdjęcia w tradycyjnym stroju śląskim.
Nie ma pojęcia, że od kilkunastu tygodni koczowali na błoniach pod Opolem. Mokli na deszczu, usychali w słońcu, chorowali, głodowali, umierali. I były ich tysiące. Oni też zostali wyrzuceni z domów. Bo w ich rodzinnych wsiach, które do tej pory były Polską, teraz jest Związek Radziecki.” [Magdalena Grzebałkowska, 1945. Wojna i pokój, s. 294.]

Trwająca dwanaście miesięcy podróż, którą odbywamy wraz z bohaterami książki Magdaleny Grzebałkowskiej to niezwykle zajmujące świadectwo dziejów zwykłych ludzi próbujących przetrwać na ziemiach – już nie okupowanych przez Trzecią Rzeszę i w gruncie rzeczy dopiero zajętych przez nowe komunistyczne władze; de facto więc – ziemiach tak naprawdę jeszcze niczyich, zniszczonych i naznaczonych piętnem dwóch totalitaryzmów.

Autorka bestsellera „Beksińscy. Portret podwójny” korzysta z wydanych przed laty wspomnień, przede wszystkim zaś dociera do świadków i rusza tropem historii, o której milczą kroniki i historyczne publikacje. Oddaje przy tym głos nie osobistościom z pierwszych stron gazet, a udręczonym przez różne koleje losu zwykłym ludziom i dzięki temu wypełnia, zdaje się, ogromną lukę.

Ruszamy zatem wraz z pierwszą bohaterką książki szabrowniczym szlakiem, bezwstydnie, acz z ciekawością rozgrzebując dobytek niemieckich rodzin, które po wkroczeniu Armii Czerwonej opuściły „Ziemie Odzyskane”. Odbywamy wraz z Heinrichem Henseleitem i jego najbliższymi dramatyczną podróż z Prus Wschodnich po skutym lodem Zalewie Wiślanym. Próbujemy odzyskać z warszawiakami znajdujący się pod gruzami i utracony po Powstaniu dobytek. Poznajemy codzienne problemy przesiedleńców ze wschodu…

Bezduszność nowych władz, chaos, deprawacja, egoizm, głód, handel wymienny, cuchnące uryną mieszkania pozbawione dachu i mebli, od czasu do czasu życzliwy uśmiech bliźniego i dobre słowo – wszystko to tworzy trudny do wyobrażenia, a jakże autentyczny krajobraz po apokalipsie, w którym nie ma miejsca na patos i egzaltację bólu – jest natomiast godna podziwu (mimo wszystko) walka jednostki o przetrwanie – walka o odnalezienie bliskich, o zajęcie lepszego mieszkania po niemieckiej rodzinie, o zdobycie kubka, paczki papierosów, flaszki wódki, kawałka chleba, nowych butów.

Wojna jest tutaj pewnego rodzaju symbolem starego świata, który choć pełen okropieństw stanowił status quo i rządził się, obrzydliwymi co prawda, ale jednak prawami. Tak zwany zaś pokój to wielka niewiadoma tego, co przyniesie kolejny dzień, wizyta w opuszczonym domu, natknięcie się na patrol milicji obywatelskiej lub czerwonoarmistów. Wszystkie pojęcia mieszają się, nie pozwalając uporządkować i zdefiniować rzeczywistości na nowo. Sroga lekcja historii.

Co ważne i godne podziwu, Grzebałkowska zdołała z niesłychaną wprawą przekazać nie tylko niezwykłe losy ludzi, po których historia przejechała się fest, ale oddała w sposób wiarygodny towarzyszące im wówczas emocje – drobne radości, rozpacz, zagubienie i dominującą tu mimo wszystko chęć życia.

Historia Kaszuba Stanisława Szroedera – dezertera z Wehrmachtu, historia wychowanków otwockiego domu dziecka dla ocalonych z Holokaustu, kariera pierwszego po wyzwoleniu prezydenta Katowic – Bolesława Drobnera, dzieje komendanta Obozu Pracy dla Niemców w Łambinowicach – Czesława Lęborskiego, czy Lucie Rybandt, która przeżyła katastrofę okrętu „Wilhelm Gustloff” – bez względu na moralną ocenę każdego z wymienionych bohaterów ma wspólny mianownik – jest nim działanie.

Bohaterowie książki Grzebałkowskiej poza tym, że są często stawiani przed faktem dokonanym podejmują walkę, a śledzenie jej jest trzeba przyznać rzeczą fascynującą. To nie rzucone na kolana ofiary z „Medalionów” Nałkowskiej, a silni, zdeterminowani i gotowi na wiele (także złego) ludzie próbujący wziąć sprawy w swoje ręce, choćby w takim stopniu, na ile było to w roku 1945 w ogóle możliwe.

Bardziej w tym przedmiocie kompetentni ode mnie badacze tematu zauważą w „1945. Wojna i pokój” inne godne uwagi  tropy, spojrzą też zapewne na sprawę z większą przenikliwością, niemniej nie mam wątpliwości, że tytuł ten zainteresuje każdego miłośnika historii dwudziestego wieku.
A jeśli jest coś, co budzi moje wątpliwości to pewien nie do końca dla mnie klarowny wydźwięk związany z oceną „nowej władzy”, która nieśmiało przebija raz na jakiś czas, ale po pierwsze – nie to jest przedmiotem tej książki, a po drugie – może to  autor tej quasi-recenzji jest na tym punkcie przewrażliwiony i źle interpretuje pewne zamierzone niedomówienia.
Książkę Magdaleny Grzebałkowskiej polecam z czystym sumieniem.

Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE

POPEŁNIŁEM: ŚLEPY MAKS… Czyli dlaczego na blogu zrobiło się cicho…

Ślepy Maks okładka fioletOd listopada 2013 roku na blogu Tropy Historii działo się nie wiele za co przepraszam Was serdecznie jednocześnie obiecując  poprawę (ta nastąpi tuż po wakacjach, w okolicach jesieni 2014 roku).  Za mniejszą ilością artykułów kryje się powód dość prozaiczny.

Już w tym miesiącu (23 czerwca) w księgarniach pojawi się książka Ślepy Maks. Historia łódzkiego Ala Capone, wydana przez Dom Wydawniczy PWN i napisana przez autora niniejszego bloga. Na jesieni tego roku być może pojawi się jeszcze jedna pozycja książkowa o historycznym zacięciu.

A więc to nie lenistwo, a przedwojenny łódzki gangster z bielmem na oku odpowiada za ciszę na blogu. Praca nad książką pochłonęła mnie bez reszty, stąd brak czasu na inne sprawy.

Mam nadzieję, że niektórzy spośród czytelników mojego skromnego bloga zechcą sięgnąć po książkowe wydanie historii Maksa Bornsztajna. Być może niektórzy z Was pamiętają, że o tej łódzkiej historii pisałem na łamach artykułu „Ślepy Maks – łódzki Al Capone” (TUTAJ).  Dałem się wówczas uwieść legendzie, która z prawdą niewiele ma wspólnego, choć i ona opowiada o tej historii swoją ważną prawdę. Książka przede wszystkim jednak próbuje odkryć prawdziwe oblicze Maksa Bornsztajna.

Przeczytacie o niej tutaj:

ŚLEPY MAKS. HISTORIA ŁÓDZKIEGO ALA CAPONE – REMIGIUSZ PIOTROWSKI

Zapraszam do księgarń i pozdrawiam Was serdecznie!

4 Komentarze

Filed under ARTYKUŁY

Katyń, Smoleńsk i „Operacja polska” – Miesięcznik ZNAK (marzec)

katynKatyń, traktowany nie tylko jako symbol, ale wydarzenie historyczne mające swe konkretne konsekwencje w życiu narodu polskiego jest dziś potrzebny nie mniej niż w latach komunistycznej okupacji, dobrze więc, że temat ten podjął marcowy miesięcznik ZNAK.

W wydawnictwie znalazły się trzy teksty, które bezpośrednio i pośrednio (katastrofa smoleńska) nie tyle nawet przybliżają to, co stało się z tysiącami polskich obywateli wiosną 1940 roku (w przypadku „operacji polskiej” w latach 30.), ile ukazują rozmaite znaczenia tej traktowanej, wbrew pozorom nadal po macoszemu tragedii.

I dobrze się stało, że materiał publicystyczny zebrany we wspomnianym miesięczniku podejmuje zagadnienie nie uderzając z martyrologiczną nutę, a skupiając się na składowych elementach ukierunkowanych na dziś i teraz.
Bo Katyń i wszystko co zeń związane to poza pamięcią o zamordowanych również ważna lekcja historii mogącą mieć istotne  znaczenie w przyszłości.

Zauważamy to przy okazji lektury wywiadu z historykiem Piotrem H. Kosickim, który trafnie tłumaczy taki, a nie inny stan świadomości związanej z wiedzą o Katyniu. A stoi on po ponad siedemdziesięciu latach na niskim poziomie za co, o czym mówi historyk, odpowiada kilka czynników.
Jednym z nich jest charakter zbrodni, czy chociażby jej recepcja w porównaniu (zasadnym?) do hekatomby Powstania Warszawskiego, które pomimo wielu „dziejowym przeciwnościom” potrafiło znaleźć swe miejsce we współczesnej świadomości w stopniu daleko bardziej zaawansowanym. Jest akcentowane.

Istotnie nie ma chyba jeszcze Katyń swego konkretnego miejsca pamięci we współczesnej Polsce, swoistego ‚Muzeum Powstania Warszawskiego’, bo i specyfika tego wydarzenia jest zupełnie inna. Kontrast pomiędzy walczącym z bronią w ręku miastem (rozumianym, jako czyn zbrojny wszystkich klas społecznych) a mordem na bezbronnych jeńcach wojennych wywodzących się z elit (nie tylko zresztą wojskowych) powoduje różnicę w sposobie pielęgnacji pamięci. Z wyedukowaniem zwłaszcza młodego pokolenia Polaków w tej materii (pomimo wielu wydawnictw książkowych i filmu Andrzeja Wajdy) nie poradzono sobie tak dobrze, jak w przypadku Powstania.

Proste przykłady narzucają się same i choć nie wspomina o tym sam prof. Kosicki, nie trzeba szukać daleko, aby udowodnić tę tezę. Katyń nie ma swojego „wycia syren”, atrakcyjnego Muzeum a jeden, chociażby i bardzo udany film nie zmienił tego stanu rzeczy, mówimy wszakże o świadomości nie w kontekście wiedzy historyków, rodzin ofiar i grupy pasjonatów historii, ale statystycznego Kowalskiego.

Kosicki wskazuje, i słusznie, że na tym poziomie nie powiodła się próba zainteresowania społeczeństwa (znów chociażby w takim stopniu jak miało to miejsce w przypadku Powstania Warszawskiego, czy Holokaustu) losem pojedynczych ludzi – jednostkowych ofiar zbrodni. Katyń funkcjonuje coraz częściej jako pars pro toto, ale siła tego pojęcia słabnie z upływem lat.

Próbą przezwyciężenia takiego stanu rzeczy była zainicjowana przez Katolickie Stowarzyszenie Parafiada, pod honorowym patronatem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, kampania sadzenia „Dębów Pamięci” – sensu stricte próba opowiedzenia historii jednostkowych – nie ogółu, nie tylko „Katynia” jako tragedii narodowej, ale tragedii i dziejów konkretnych ludzi.
Jak słusznie zauważa historyk próba ta tuż po katastrofie smoleńskiej i śmierci jej założyciela o. Józefa Jonieca spaliła na panewce.

Katastrofa smoleńska zaś, związana z Katyniem pod wieloma względami, wpłynęła na zmianę tego stanu rzeczy wyłącznie na początku, tuż po samej tragedii. Dziś zaś została zdewaluowana w wyniku nie zawsze odpowiedzialnej gry politycznej najważniejszych formacji.
„Dyskusja o Katyniu miała miejsce w czasie dwóch tygodni tuż po katastrofie smoleńskiej. […] Później Katyń wycofał się ponownie na zaplecze pamięci społecznej” – mówi w wywiadzie Piotr. H. Kosicki.

Historyk zwraca uwagę na jeszcze dwa ważne aspekty sprawy zbrodni i jej konsekwencji w świadomości historycznej. Pierwszym jest możliwość tłumaczenia innych straszliwych mordów masowych, mających nie koniecznie nawet miejsce w Polsce i Europie, ale i na całym świecie przez optykę wiedzy nabytej dzięki poznaniu historii mordu na polskich oficerach. Drugim – niemożność porozumienia się narodów polskiego i rosyjskiego bez uprzedniego wyjawienia całej prawdy, a ta w skutek decyzji Trybunału w Strasburgu, presji jaką rosyjska władza wywiera na Stowarzyszeniu Memoriał i przede wszystkim zatajania listy białoruskiej wciąż nie może ujrzeć światła dziennego.

Trochę szkoda, że w wywiadzie zabrakło pytania o to, w jaki sposób dziś, w dobie szybkiej informacji, portali społecznościowych i braku wiary wielu środowisk w sens poznawania trudnej historii przekazywać pamięć o Katyniu. Szkoda, że zabrakło pytania o to, C Z Y M, przy odpowiednim sposobie „wydedukowania” i zainteresowania tematem – stać się może Katyń w świadomości nie tylko wąskiej grupy miłośników historii, ale chociażby dwudziesto i trzydziestolatków.
I nie mówię tu o podawaniu propozycji rozwiązań „systemowych”. Moją ciekawość budzi jedynie prywatne zadanie cenionego w środowisku historyka.

W miesięczniku znajdziemy również interesujący nie tyle nawet z punktu widzenia historycznego, ile kulturowego, tekst Marcina Napiórkowskiego „Dlaczego wierzę w mitologię smoleńską”. Nie jestem pewny, czy obarczenie tego zjawiska pojęciem „mitu” ma je podświadomie summa summarum zdyskredytować, jeśli nawet tak (co do końca nie byłoby chyba uczciwe) jego pewne strony autor tłumaczy w sposób przekonujący.

Jakkolwiek bowiem część składanych podczas rocznic katastrofy smoleńskiej oświadczeń ma prawo budzić głos sprzeciwu, nie da się ukryć, a dobrze że Napiórkowski to zauważa, iż:
„Dzięki instytucjom i praktykom, takim jak rocznice, muzea, czy apele poległych, przeszłość i teraźniejszość pozostają rozdzielone. Właśnie ten rodzaj pamięci proponują wobec katastrofy smoleńskiej oficjalne instytucje państwa i „media głównego nurtu”. Przywołują one 10 kwietnia jako dzień tragiczny, ale i zamknięty rozdział.”
Wracając do tematów podjętych w wywiadzie z prof. Kosickim należy przy tym zauważyć, że tego typu „standard medialny” nie pracuje zarówno na zrozumienie konsekwencji katastrofy smoleńskiej, jak i też mordu z roku 1940. W takim samym stopniu jak nieodpowiedzialna często retoryka pewnych środowisk skupionych wokół obchodów 10 kwietnia.

Wątpliwości pojawiają się w innym miejscu ciekawego skądinąd artykułu. Ustawienie w jednym szeregu tragedii smoleńskiej i obchodzonych w związku z tym miesięcznic oraz rocznic z tajnie obchodzonymi w czasie komuny rocznicami wybuchu Powstania Warszawskiego, mordu w Katyniu bądź sowieckiej agresji „17 września” prowokuje do zadania pytania o to, czy faktycznie mają one na tyle wspólny mianownik, aby pokusić się o ich pewnego rodzaju zespolenie. „Przeciw-pamięć” o której mówi Napiórkowski może tu funkcjonować dzięki podobnym mechanizmom, nie jest jednak tożsama. Innego rodzaju bowiem pamięć kieruje ludźmi biorących udział w spotkaniach pod Pałacem Prezydenckim, inną (nie twierdzę, że lepszą lub gorszą) kierowały tymi, którzy spotykali się na Powązkach 1 sierpnia.
Słusznym natomiast wydaje się wniosek o tym, że tzw. „mitologia smoleńska” pozwala jednym „budować kapitał aluzjami”, drugim umożliwia prowadzenie własnej gry polegającej na „straszeniu” tymi, którzy stoją za „teoriami spiskowymi”.

ZnakWreszcie najistotniejszym z punktu widzenia „poznawania historii” i oczywiście godnym polecenie jest wywiad z Nikołajem Iwanowem – „Zapomniane ludobójstwo”, bo to tutaj odkrywamy nowe tropy zapomnianej historii, która zapomniana w żadnym razie być nie powinna.

Trwająca od sierpnia 1937 do listopada 1938 roku „Operacja polska” objęła całe terytorium ZSRR i pochłonęła według dokumentów NKWD 111-150 tys. Polaków. W jej skutek zginęło od 10 do 20% populacji mniejszości polskiej w ZSRR, a za zbrodnię tę odpowiadały nie militarne organizacje, jak miało to miejsce w przypadku rzezi wołyńskiej, a państwo kierowane przez Stalina.

Sens tej tragedii, przez Iwanowa słusznie nazywanej ludobójstwem, powinno zmieścić się w pamięci i świadomości historycznej polskiego narodu, bo jakkolwiek „operację polską” i Katyń dzieli specyfika tych zbrodni, to jednak cel i skutek są tożsame. Zasadne jest więc stwierdzenie, że:
„Krew polskiego chłopca spod Żytomierza ma taką samą wartość co krew piłkowania zabitego w Katyniu. W czczeniu ofiar totalitaryzmu nie powinno być Polaków pierwszej i drugiej kategorii”.
Oczywiście należy zrozumieć, z jakich powodów symbolem zbrodni sowieckich na Polakach stał się z czasem Katyń, podobnie jak symbolem Holokaustu jest dla Żydów Auschwitz. Szacunek do ofiar, bez względu na różnice okoliczności zawsze powinien być taki sam, a jego okazywanie mieści się jak najbardziej w pamięci historycznej.

Wspomniane w artykule teksty znajdziecie w:
ZNAK Miesięcznik, nr 706, marzec 2014

*        *        *

Remek Piotrowski

1 komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA

SEKRETY DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ. WOJNA MÓZGÓW – Brian Johnson

sekrety_okladka_gotowaKsiążka Johnsona nie jest lekturą z serii „łatwych i przyjemnych”. Nie można traktować jej podobnie do historycznych czytadeł sensacyjnych, których w ostatnich latach na półkach księgarni pojawia się coraz więcej. Nie mniej jednak gigantyczny materiał faktograficzny i techniczny oraz możliwość odkrywania kolejnych sekretów tajnych wynalazków powodują, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata II wojny światowej.

Historycy koncentrujący uwagę na wydarzeniach z lat 1939-1945 w większości przypadków terminami takimi, jak „Enigma”, „Ultra”, „radar” czy „V1” posługują się bez refleksji (bynajmniej to nie jest zarzut) odkrywając przed czytelnikiem zaledwie czubek góry lodowej, a sens działania ów skomplikowanych urządzeń sprowadzając do skutków, jakie spowodowały lub powodować potencjalnie mogły.

„Sekrety drugiej wojny światowej. Wojna mózgów”, oparte na serialu historycznym BBC (The Secret War, 1977), wypełniają tę lukę w sposób perfekcyjny. Dokładność z jaką Johnson analizuje każdy z wynalazków, nieprawdopodobna konsekwencja w przytaczaniu kolejnych faktów oraz odpowiednie nakreślenie tła wojskowo-politycznego tworzą zajmujące studium powstawania, funkcjonowania i zwalczania urządzeń, które niejednokrotnie wyprzedzały swoją epokę.

To ponadto pozycja dla każdego, kto poznawszy z grubsza sens terminów „Enigma”, czy rakieta „V2” chciałyby poznać niezdawkową, a dokładną historię ich tworzenia i wykorzystywania. Tak wyczerpującej analizy na temat owoców wojennej pracy naukowców, osobiście, jeszcze nie spotkałem.

Autor książki skupia naszą uwagę na najmniejszych detalach (fanatycy fizyki, czy historii wojskowości będą w siódmym niebie), odkrywając przy tym, kroczek po kroczku, sposób działania niesłychanie skomplikowanych urządzeń. Dla niektórych zmaganie się z tym gigantycznym materiałem rozkładającym każdy z tajnych wynalazków na czynniki pierwsze (dosłownie!) może z czasem stać się odrobinę nużące, ale czy obierając za przedmiot badań ten właśnie temat można byłoby zadowolić się uogólnieniami i półprawdami?

Po tego typu literaturze oczekujemy bowiem przede wszystkim jednego – rzetelności. Brian Johnson sprostał wyzwaniu, a dzięki temu, że na łamach swojego dzieła przeplótł szczególiki techniczne z klarownie nakreślonym tłem sytuacyjnym, całość nie tylko nie nuży, ale i intryguje pozostawiając czytelnika niejednokrotnie w niemym osłupieniu. Bo czegoż oni w tamtym czasie nie wymyślali…

Dzięki tej książce dowiemy się nie tylko o tym, jak na przykład działał niemiecki system naprowadzania samolotów za pomocą fal radiowych używany przez Luftwaffe podczas nocnych bombardowań Wielkiej Brytanii zwany „Knickebein”. Dowiemy się również o okolicznościach odkrycia go przez Brytyjczyków oraz o tym, jak przekonano Churchilla, że „zabawka” ta może okazać się dla wyspiarzy zabójcza. Wreszcie poznamy historię walki z nim, de facto więc historię powstawania innych urządzeń, które zwalczały ten i wiele innych niemieckich wynalazków wojskowych.

Zdradzanie tajemnic odkrywanych przez autora byłoby z mojej strony nie na miejscu i popsułoby Wam zabawę, wspomnę więc jedynie, że poza wspomnianymi systemami naprowadzania, „Sekrety II wojny światowej” rozkładają na czynniki pierwsze prace Wernhera von Brauna nad pociskami V1 i V2, tajemnice różnego rodzaju radarów i systemów wykrywania używanych przez marynarkę i lotnictwo, echosondy ASDIC i inne fantastyczne wynalazki.

Bundesarchiv, Bild 146-1973-029A-24A / Lysiak / CC-BY-SA

Rakieta V1 (fot. Bundesarchiv, Bild 146-1973-029A-24A / Lysiak / CC-BY-SA)

Przysłowiową wisienkę na torcie stanowi ostatni rozdział, w którym Johnson przedstawia legendarną „Enigmę” i sekretny tajnopis, za pomocą którego porozumiewały się najważniejsze osobistości III Rzeszy. Poznajemy tu tajniki działania tych niezwykłych szyfrujących machin i fascynującą historię walki aliantów o to, aby je oszukać.

Co ważne dla polskiego czytelnika, rola zarówno polskiego wywiadu, jak i zespołu naszych matematyków w pokonaniu niemieckiego systemu szyfrowania została przez historyka podkreślona bardzo wyraźnie i na szczęście nie pokrywa się z niedopuszczalną wersją znaną Amerykanom i Brytyjczykom z filmowej produkcji z 2001 roku z Kate Winslet w roli głównej. Johnson jest zbyt poważnym badaczem, aby nie oddać nam tego lauru.

Oczywiście to nie historycy-amatorzy, a znawcy tematu oraz fachowcy wojskowości będą w stanie stwierdzić, czy w zebranej przez Johnsona dokumentacji są błędy i pęknięcia. Biorąc pod uwagę źródła z jakich korzysta autor oraz zebrane świadectwa uczestników opisywanych wydarzeń, wydaje się to mało prawdopodobne.

Ważne jest również coś jeszcze innego. W przeciwieństwie do wielu historyków, Brian Johnson nie próbuje z przedmiotu swych badań uczynić „kamienia węgielnego” II wojny światowej. Tutaj fakty mówią zawsze same za siebie, a autor niejednokrotnie przyznaje, że gro z fascynujących wynalazków z różnych przyczyn nie odegrały w wojnie roli, jaka była im pierwotnie wyznaczona. To uczciwość godna szacunku.

„Sekrety drugiej wojny światowej. Wojna mózgów” istotnie pokazują, że tak jak I wojna światowa stała się polem walki chemików, tak konflikt lat 1939-1945 okazał się starciem nie tylko żołnierzy, ale i fizyków. I właśnie o tej fascynującej walce polegającej na „przechytrzeniu” wroga nie tyle na polu bitwy, ile w ukrytych pracowniach naukowych, snuje na kartach swej książki opowieść Johnson. Gdy odkryjecie sekrety „Aspiryny”, „Bomby” i „Colossusa”, przekonacie się o tym sami.

W dodatku, mimo trudności, jakie bez wątpienia nastręcza czytelnikowi przyswojenie ogromnego materiału dokumentalnego, całość przedstawia II wojną światową w nowym, dotąd dla wielu (w tym i dla mnie), nieznanym świetle. I dlatego niech sięgną do tej książki ci, którzy z tematu II wojny światowej lub wojskowości tego okresu uczynili przedmiot swojego zainteresowania.

* * *

Remek Piotrowski

Dodaj komentarz

Filed under ARTYKUŁY, II WOJNA ŚWIATOWA, RECENZJE